Po prostu lubiła stawiać sprawy jasno. Wolała, żeby współpracujący z nią wiedzieli, jakie ma podejście. To nie tak, że zamierzała go od razu zabrać ze sobą na wielką wyprawę, polować na sfinksa, czy żmijoptaka, które mogły okazać się za bardzo sprytnymi stworzeniami. Nie, żeby uważała, że by sobie z nimi nie poradzili, bo by to zrobili, skoro to ona miała dowodzić, tyle, że nie ryzykowała, kiedy nie miało to większego sensu. Takie zamówienia wolała realizować sama, ewentualnie z ojcem, chociaż z nim ostatnio też nie do końca, bo robił się stary i wolny i pewnie by musiała przywieźć jego trupa do kraju, gdyby coś próbowało go zeżreć. Niepotrzebne zupełnie zamieszanie. Tyle, że nawet te drobniejsze stworki, niby bardziej bezpieczne, również mogły zabić, zupełnie znienacka. Wolała o tym przypominać, ona nie lekceważyła niczego, co żyło w lesie. Nigdy przecież nie wiadomo, czy to jeden łowca zginął od ugryzienia niewielkiej jaszczurki, czy owada? Zdarzało się, nie miała zamiaru skończyć jak oni, a i nie chciała, żeby ktoś z jej otoczenia również zakończył żywot właśnie w ten sposób.
- Trochę wyglądasz na delikatnego, stąd moje obawy. - Nie wiedziała dlaczego mu o tym wspomniała, ale to zrobiła. Miał w sobie coś eterycznego, wiadomo, że po aparycji raczej trudno było stwierdzić, co dana osoba przeżyła, jednak zupełnie niepotrzebnie pokusiła się na takie założenie. Skoro mówił, że nie jest delikatny zamierzała po prostu to przyjąć do wiadomości i nie negować. Tak naprawdę pewnie niedługo zobaczy, ile jest w tym prawdy. Nie, żeby nie wierzyła w jego słowa, ale zawsze mogło być zupełnie inaczej niż mówił.
Yaxley uważała, że każde życie było cenne. Na pewno komuś byłoby przykro, że odszedł. Chociażby jej, mimo, że znali się ledwie chwilę, to polubiła go szczerze. Przynajmniej na pierwszy rzut oka i krótką wymianę zdań. Nie miała pojęcia, o tym, że może być inaczej. Wydawało jej się, że każdy był dla kogoś ważny. Zawsze znalazłaby się choć jedna osoba, która szczerze by rozpaczała po śmierci. Nie mogło być z nim, aż tak źle. Może po prostu nie zdawał sobie sprawy z tego, że jest dla kogoś istotny.
Najwyraźniej każde z nich było gotowe bronić swojej profesji niczym prawdziwy lew. Wiedziała, że nie powinna potraktować go z taką pobłażliwością, a raczej nie jego, a tego, co tworzył, jednak chciała mu po prostu wytłumaczyć, że są to jedynie dodatki, które mogły pomóc, ułatwić życie, jednak liczyło się coś więcej. Miała wrażenie, że z czasem docenią swoje podejścia i łatwiej im będzie przychodzić dochodzenie do porozumienia. Wszak były to dopiero początki, poznawali się i uczyli, których słów lepiej nie wypowiadać, aby nie wprowadzać niepotrzebnego napięcia. Ger wiedziała już, że powinna z większym szacunkiem wypowiadać się o tym, co tworzył, zamierzała to zapamiętać, aby po raz kolejny nie popełnić tego błędu, bo wbrew pozorom wyciągała wnioski ze wszystkich sytuacji, jakie jej się przytrafiały.
- Dziękuję za wyrozumiałość. - Dodała jeszcze, aby nieco rozładować atmosferę, chociaż wydawało jej się, że wyjaśnili już sobie wszystko i jest w porządku. Wcześniejsza irytacja z niej zeszła, znowu była spokojna, gdyż miała pewność, że udało im się dojść do porozumienia. Miała nadzieję, że Esmé ma podobne odczucia. W końcu byli sobie równi, zostali partnerami biznesowymi, każde z nich mogło mieć swoje wymagania dotyczące współpracy. To było dla niej jasne, najważniejsze, aby mówić o wszystkim w głos i nie zamiatać niczego pod dywan, bo trupy spod dywanu mogły zaskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie.
Nie byłaby sobą, gdyby powiedziała mu wszystko od razu. Musieli dać sobie czas, zobaczyć, jak będzie im się układała współpraca, zresztą zawsze dobrze mieć pod ręką coś, co może zaskoczyć, żeby nie było nudno. Nie sądziła, że ktokolwiek skłonny był zdradzać swoje sztuczki już na pierwszym spotkaniu.
Zauważyła jego chwilowe zamyślenie, jakby na moment odpłynął gdzieś dalej. Zastanawiała się o czym myśli i dlaczego właściwie był tu przez tą krótką chwilę obecny jedynie ciałem. Nie chciała mu jednak przeszkadzać, każdy czasem potrzebował takiego krótkiego momentu dla siebie. Zresztą nie trwało to wcale długo, ale nie umknęło jej uwadze, bo Geraldine była naprawdę dobrym obserwatorem.
- To właściwie całkiem podobne, chociaż ja nie zapominam, zdarza mi się być tak kurewsko głodną, że słyszę, jak mój żołądek domaga się jedzenia. Myślę, że zwierzyna też to słyszy i ucieka. - Uśmiechnęła się, kiedy o tym wspomniała. - Niestety, to jest chyba najgorsze w pracy jak nasza, te nudne i powtarzalne zamówienia. Wiadomo, że każdy chciałby robić coś niesamowicie interesującego, ciągle szukać nowych wyzwań, ale tak się nie da. Te powtarzalne, zwyczajne zlecenia przynoszą też najbardziej stały zysk. - Sama Gerry wiele by dała, żeby mogła ciągle polować na smoki, nundu, czy inne bardziej niebezpieczne stworzenia, jednak nie był to częsty wybór jej klientów. Niby mogła to robić dla rozrywki, ale większą przyjemność dawała jej świadomość, że nie morduje tych zwierząt bez powodu. Sumienie było czystsze, jeśli była się w stanie jakoś usprawiedliwić. Czy zabijanie dla samego mordu nie zrobiłoby z niej również potwora? Zastanawiała się nad tym czasami, trudno jej by się było pogodzić z taką łatką mordercy, bo czuła, że mimo wszystko jest kimś więcej.
- Jakość twych umiejętności i pewnie stworzonego przez ciebie produktu.To ma sens, widać, że przykładasz się do tego co robisz. - Dobrze było wiedzieć, że nie tworzy na odpierdol. Yaxley ceniła sobie zaangażowanie, takie pełne. Zaimponowało jej nawet to, co powiedział. Ona również starała się dbać o siebie, aby ciągle być w formie, czasem miewała problemy ze zbyt częstym nadużywaniem alkoholu, ale starała się pilnować. W jej przypadku chwilowa niedyspozycja mogła skutkować zakończeniem żywota. Istotne więc było, aby się wysypiała i dbała o swoje ciało, przyzwyczajenia jednak czasem dawały o sobie znać i nie do końca potrafiła z nimi walczyć, a może nawet nie chciała? Przyjemność sprawiało jej topienie swoich smutków w alkoholu, najlepiej, kiedy nikt nie patrzył z dala od ciekawskich twarzy w jej własnej jaskini, chociaż zawsze po tym miała wyrzuty sumienia, że wcale to o niej dobrze nie świadczy, bo picie w samotności kojarzyło jej się raczej ze sporym problemem.
Być może i jej rodzina była kojarzona z polowaniami, jednak z aktualnego pokolenia przynajmniej wśród jej najbliższych tylko ona zajęła się tą profesją, ku niezadowoleniu matki. Jej trzej bracia wybrali zupełnie inne ścieżki. Miała dobrego nauczyciela w postaci swojego ojca, aczkolwiek ona często była lekceważona przez to, że była kobietą. Przyzwyczaiła się do tego, że od zawsze musiała wszystkim udowadniać, że jest wystarczająca. Miała spore wymagania, co do siebie samej, często stawiała sobie cele, które bardzo trudno jej było osiągnąć. Ciężka praca nad sobą jednak przynosiła efekty, tyle, że ona na tym nie zaprzestawała. Ciągle chciała więcej, jakby nie miała zamiaru zaakceptować tego, że to, co potrafi może wystarczyć. Nauczyła się zaspokajać oczekiwania wszystkich wokół, przez co gdzieś zatraciła siebie. Nie miała pojęcia, czego tak naprawdę pragnie i do czego zmierza jej życie. Miewała momenty, w których czuła dziwną pustkę spowodowaną jej wyborami życiowymi. Bała się zasiedzieć, nie chciała czuć ograniczeń, zdecydowanie wolała kiedy adrenalina zaczynała pulsować w jej żyłach, ale co z tego. Co po niej pozostanie, kiedy stąd odejdzie? Nic. To ją najbardziej martwiło i skłaniało ku filozoficznym przemyśleniom.
- Wszystkie. - Powiedziała bardzo poważnym tonem spoglądając na niego uważnie, jakby chciała wyczytać o czym sobie myśli. Niestety nie umiała czytać w myślach, więc mogła jedynie zakładać, co siedziało w jego głowie. Wolała jednak tego nie robić w tym momencie, bo znała go zbyt krótko, a jeszcze by się przejechała na swojej intuicji.
- Możesz próbować coś zyskać, chociaż nie wiem, czy nie byłbyś stratny. - Dłuższe przebywanie w towarzystwie Geraldine mogło być wyniszczające. Miała to do siebie, że potrafiła się do kogoś zbliżyć za bardzo, a później uciec tylko dlatego, że bała się tego, że się za bardzo przywiąże do tej osoby. Chodziło tu niemalże o każde relacje międzyludzkie. Ceniła sobie wolność tak bardzo, że była w stanie dla niej zniknąć, cierpieć, przeżywać to wszystko ogromnie, ale nie wracać.
Gerry ceniła sobie szczerość, jednak czasem miała problem z odczytaniem intencji innych ludzi. Sama była dosyć szorstka i bezpośrednia, miała jednak wrażenie, że wszyscy wokół chcą manipulować rzeczywistością. Stąd wynikały jej zawahania, czy początkowa nieufność połączona z zawstydzeniem. Potrafiła budować wokół siebie mur schowany pod bardzo grubą warstwą pozornej pewności siebie. Czuła jednak, że w tym przypadku może sobie pozwolić na nieco więcej, mogła ściągnąć jedną z wielu masek i pokazać to, co siedziało głębiej. Cóż, jeśli źle założyła, to zapewne więcej tak nie zrobi, póki co jednak wydawało jej się wręcz przeciwnie. Miała wrażenie, że może ich połączyć naprawdę ciekawa znajomość, a stwierdzała to po tej kilkunastominutowej rozmowie - dosyć odważne, ale kto jej zabroni? Była już dużą dziewczynką, która potrafiła ocenić sytuację w której się znalazła, a przynajmniej powinna potrafić. Jeśli coś pójdzie nie tak, to pretensje będzie mogła mieć tylko i wyłącznie do siebie.
- Tak, jak tylko masz ochotę, no może poza ta wielka baba, bo mogłabym się o to obrazić. - Wolała go uprzedzić. Ludzie zwracali się do niej naprawdę w różny sposób, jednak nie znosiła jedynie tych odzywek związanych z wzrostem. Był to kompleks, który siedział w niej od dziecka, nadal czasem myślała o tym, że nie do końca pasuje do społeczeństwa, że jest inna. Wiedziała, że nie ma na to wpływu i nigdy nie miała, to może było w tym wszystkim najgorsze, że nie mogła tego zmienić, chociażby naprawdę się starała. Dużo łatwiej było pracować nad cechami, które w jakikolwiek sposób mogły zostać zmienione. - Wybitną, dobre sobie, przestań mi tak łechtać ego, bo osiądę na laurach i nic nie upolujemy. - Nadal nie mogła przywyknąć, że ktoś kogo dopiero co poznała mówił o niej w samych superlatywach. Na pewno było to miłe, jednak dosyć nietypowe, przez co nie do końca wiedziała, co się właściwie działo.
Zaśmiała się słysząc komentarz o bransoletce, przeniosła wzrok na smoczoognika i dałaby sobie rękę uciąć, że przez chwilę widziała atak paniki w jego oczach, a może to było tylko urojenie? Nie sądziła, żeby mężczyzna był w stanie skrzywdzić swojego towarzysza, jednak groźba zabrzmiała śmiertelnie poważnie. - Nie zrobiłbyś tego, nie ma szans. - Powiedziała bardzo pewnym tonem głosu. Rozumiała Beksę wbrew pozorom. Pojawiła się tu jakaś obca baba, która nagle wymagała całego zainteresowania jego pana. Stworzenie miało prawo się nieco zirytować, szczególnie, że przestali zwracać na nie uwagę. Na pewno było mu smutno i nudno z tego powodu, a że znał jeden sposób, który zawsze działał? Nie zdziwiło jej nawet to, że postanowił to wykorzystać. Szkoda tylko, że ta metoda nie należała do szczególnie bezpiecznych, Beksa mógł bowiem podpalić niewłaściwy materiał i zupełnie przypadkowo puścić z dymem cały warsztat, co byłoby mocno problematyczne.
- Czy to jest jakaś sugestia, że i ja w końcu ci się znudzę? - Skoro tak łatwo przyszło mu odrzucenie w kąt swego towarzysza, to i z nią mogło wydarzyć się to samo. - Miej świadomość, że jak się złoszczę to potrafię narobić więcej szkód niż podpalenie kilku materiałów. Tak tylko ostrzegam. - Uśmiechnęła się przy tym promiennie, musiała jakoś odbić piłeczkę, a nie chciała pokazać, jak bardzo ją jego słowa zawstydzały. Usłyszała tego dnia chyba najwięcej komplementów w swoim życiu. To naprawdę nie było łatwe doświadczenie, na pewno mocno to przeżyje i będzie musiała odreagować. Nie przywykła do takich sytuacji i nie do końca wiedziała, jak powinna zareagować.
Nie miała pojęcia dlaczego Rowle zachowuje się w ten sposób, może miał już taką naturę? Znała go zbyt krótko, żeby potrafić znaleźć źródło, ale na pewno z czasem to zrozumie, przynajmniej tak odważnie zakładała.
- Wiesz, że to jest kolejna dziedzina, w której możemy konkurować. - Powiedziała tym razem do Beksy. Jej również zdarzało się polować na owady, chociaż nie przepadała za tym jakoś specjalne, ale niektóre eliksiry wymagały takich składników. Klient nasz pan, więc musiała je również dostarczyć. - Myślę jednak, że tym razem to ty byś zwyciężył. - Niech smoczoognik również ma coś z życia, należało mu się.
Kiedy Esmé podszedł bliżej i położył dłonie wewnętrzną stroną do góry przeniosła wzrok z Beksy właśnie na nie. Dopiero teraz zauważyła te odciski. Musiały boleć. Miała ochotę dotknąć jego dłoni swoją, jednak tego nie zrobiła, a zdążyła już nawet poruszyć swoją ręką, zatrzymała ją jednak w powietrzu, jakby czuła, że to nie było na miejscu. Nie chciała zrobić mu krzywdy, jeszcze większej. Widać jego praca również nie należała do łatwych, była dosyć wymagająca fizycznie. Ciało w tym wypadku było jedynie narzędziem, również nieidealnym, bo czasem nie można było przeskoczyć jego ograniczeń. Ona sama również miała pozostałości po swoich nieudanych dniach w pracy, ale pojawiały się tylko, kiedy coś się nie powiodło, w jego przypadku to musiało zdarzać się ciągle. - Pewnie początki były najgorsze. - Uniosła wzrok ponownie na jego twarz. Przez myśl jej przeszło, że na samym początku pewnie musiało wyglądać to dużo gorzej, bo ciało było w stanie się przyzwyczaić do pewnych czynności, tyle, że jednak z czasem nie dało się już przeskoczyć jego niedoskonałości. Trzeba się było pogodzić z tym, że po prostu tak jest.
Geraldine potrafiła zaskakiwać. Nie sądziła, że zdziwi mężczyznę swoją wiedzą, jak widać jednak jej się to udało. Kolejny raz jej usta się uśmiechnęły, a w policzkach pojawił dołeczki. - Czyli jednak, czego to ludzie nie wymyślą. Musiałeś sporo w swoim życiu widzieć, takich zachcianek. - Miała świadomość, że niektórzy bogacze byli bardzo specyficzni, mogli roztrwonić całe swoje majątki na przyziemne przyjemności, nie do końca potrafiła to zrozumieć, jednak dzięki takim osobom Rowle mógł zarabiać. Może więc wcale nie było to takie złe, jak się jej wydawało.
Wolała sobie nie wyobrażać tej kobiety, o której wspominał Rowle, bo to było chyba zbyt wiele dla jej wyobraźni. Niestety w jej głowie zaczął już malować się ten widok, zapewne będzie o tym myślała zdecydowanie dłużej, niż by chciała. Pewnie jej się to przypomni przed snem, wtedy kiedy wracały tej najbardziej niepotrzebne myśli.
- Aż trzech, to brzmi poważnie. - Słuchała za ogromnym zainteresowaniem tego, co miał jej do powiedzenia. Była ciekawa, czym się kieruje wybierając projekty, które chciał stworzyć, przecież na pewno nie akceptował wszystkiego, musiał mieć jakieś swoje wymagania. - To ma sens, nawet spory. - Chyba zrozumiała o co mu chodzi, wszystko spinało się w spójną całość. Może wreszcie dotarło do niej, że ten zawód był naprawdę fascynujący. Mógł się dowiedzieć wiele o ludziach, to co tworzył na pewno pomagało mu stwierdzić z czym ma do czynienia. Ciekawa była, jak wiele takich nietypowych przedmiotów przyszło mu stworzyć, stwierdziła jednak, że jeszcze będzie miała szansę się tego dowiedzieć, dobrze było pozostawić jakieś pytania na kolejne spotkanie.
Z rozmyślań wyrwało ją coś, co usiadło jej na ramię. Nie coś, ale ktoś. Drgnęła nieznacznie, gdy poczuła ciało jaszczurki ze skrzydłami na swoim ramieniu. Nie chciała go wystraszyć, nie do końca też wiedziała, jak powinna zareagować. Najprostszym rozwiązaniem wydawało jej się po prostu nie poruszanie. Zamarła więc na moment i czekała na to, co zrobi zwierzak. Liczyła na to, że będzie łaskawy i nie postanowi spalić jej włosów. Tego by mu nie wybaczyła. Faktycznie zainteresował się włosami, tyle, że wybrał korzystniejszą dla niej opcję. Trafiły do jego paszczy. Wydawać się mogło, że wcale jej to nie ruszyło, bo zupełnie to zignorowała, w przeciwieństwie do Esmé, który bardzo szybko postanowił zwrócić swojemu kompanowi uwagę.
Geraldine spoglądała na mężczyznę, ciekawa właściwie, czy stworzenie go posłucha. Nie miała pojęcia na ile dało się je sobie wychować. Ku jej zaskoczeniu, Beksa przestał rzuć jej włosy i postanowił wybrać się na spacer po jej ciele. Nie miała nic przeciwko temu, niech on również ma coś z życia. Czuła się zobowiązana zważając na to, że skradła dzisiaj uwagę jego pana.
- To zależy. - Nie zdążyła powiedzieć, że nie zaspokoi jego ciekawości, tak naprawdę nie dał jej na to szansy, ale i tak opowiedziałaby na to pytanie. Rozumiała, że może go to interesować. W końcu polować można było naprawdę w różny sposób. Sama często sięgała po różne metody. Miała jednak swoje ulubione, jak każdy. - Zależy ile mam czasu, na co poluję i innych czynników. - Każde z polowań było różne. - Bardzo lubię broń białą, ale nie tylko, od zawsze dużą przyjemność sprawiało mi korzystanie z kuszy, czy łuku, chociaż chyba wolę kuszę. Wiadomo, że magia się przydaje, pułapki, cała reszta, ale nic nie zastąpi tego uczucia, kiedy dobiegasz do jeszcze ciepłej zwierzyny, która ma w sobie bełt którym w nią trafiłeś. - Kiedy zaczęła odpowiadać w jej oczach pojawił się błysk. Wyczuć mógł, że odbieranie życia sprawia jej przyjemność, co sobie o tym pomyślał, to już jego sprawa. Miała nadzieję, że nie będzie jej zbyt ostro oceniał, ale naprawdę lubiła to, czym się zajmowała i nie dało się tego nie zauważyć.