14.11.2022, 22:09 ✶
Odprowadziła kuzyna wzrokiem, oficjalne wystąpienie z narzeczoną, to ciekawe. I tak cywilizowanie, choć wyraźnie mierzyła sytuację miarką swojej najbliższej rodziniy Na razie wstrzymała się z zasypywaniem pytań Florence, wszystko się i tak wyklaruje w czasie.
- A pamiętam, potem było takie zamieszanie, że porwałam pół tortu, znaczy ktoś porwał i stara bawialnia była cała w okruchach, a skrzaty wpadły popłoch, dobrze że było zapasowe ciasto. - Z swojej, obecnej perspektywy było jej szkoda, a nawet głupio względem usłużnych istot, ale wtedy została bohaterką młodszych dzieciaków. Ba, nawet na moment została hersztem najmłodszych w rodzinie, zyskując niesamowity posłuch, również wśród swojego młodszego rodzeństwa, to naprawdę było osiągnięcie. Zazwyczaj czepiali się starszego kuzynostwa, które wtedy chwilowo miało parcie na bardzo finezyjne samobójstwo w stajni. Wspaniałe czasy, aż panna Selwyn ze swojego kieliszka upiła ciężkiego wina.
Rozejrzała się po sali w poszukiwania współlicytującego pierwszej z sukienek. Poznała byłą szukającą Harpii.
- To ten imponujący rozmach Sery - obie nigdy nie rzucały się na szafę kuzynki, w przypadku Alice to garderoba Prewttówny była daleko bardziej bogata. Nawet jeśli brać pod uwagę, że tak, jak dzisiaj, chętnie korzystała z zasobów teatru, ale tym bardziej czuła by się bardziej przebrana, niż ubrana w strojach Seraphiny.
- Oficjalnie w imieniu rodziny Selwynów wrażliwych na niedolę innych, ale właściwie Leo będzie potrzebował fantu do ugłaskania jednej ze swoich dziewczyn. - Nawet jeśli aktorka, tancerka czy kto teraz w połowie zajmował serce jej starszego brata, będzie mogła ubrać tak charakterystyczną suknię jedynie w obrębie swoich dyskretnych czterech ścian. Wzruszyła przy tym ramionami, nie miała żadnych złudzeń, zapewne tak jak liczne kochanki jej brata. Oby, bo nie lubiła zdejmować klątw z żywych stworzeń.
W międzyczasie podszedł do niej pracownik Longbottomów z liścikiem, na którym pokwitowała swoją wygraną, ależ dorosło i poważnie.
- Jak chcesz mogę ci odstąpić suknię, rodzicom zależy, żeby w kronikach towarzyskich wspomnieć tylko, że brali udział w licytacji, a Leo znajdzie coś innego, bo ta młoda chyba nie ma chęci oddać ci pola - westchnęła słysząc ofertę stu galeonów, a jej rodzice uważają, że nie ceni wartości pieniędzy. W życiu tylu nie przepuściła. W jeden wieczór oczywiście.
- Ach te dzieciaki - pokręciła głową ze śmiechem. - Flo, a w temacie różnych niefortunnych zdarzeń coś ciekawego trafiło ci się ostatnio w pracy? Jakieś nietypowo zbuntowane zaklęcie? - Oczy jej zalśniły ciekawością, co innego łamać na człowieku klątwę, co innego o tym posłuchać.
- A pamiętam, potem było takie zamieszanie, że porwałam pół tortu, znaczy ktoś porwał i stara bawialnia była cała w okruchach, a skrzaty wpadły popłoch, dobrze że było zapasowe ciasto. - Z swojej, obecnej perspektywy było jej szkoda, a nawet głupio względem usłużnych istot, ale wtedy została bohaterką młodszych dzieciaków. Ba, nawet na moment została hersztem najmłodszych w rodzinie, zyskując niesamowity posłuch, również wśród swojego młodszego rodzeństwa, to naprawdę było osiągnięcie. Zazwyczaj czepiali się starszego kuzynostwa, które wtedy chwilowo miało parcie na bardzo finezyjne samobójstwo w stajni. Wspaniałe czasy, aż panna Selwyn ze swojego kieliszka upiła ciężkiego wina.
Rozejrzała się po sali w poszukiwania współlicytującego pierwszej z sukienek. Poznała byłą szukającą Harpii.
- To ten imponujący rozmach Sery - obie nigdy nie rzucały się na szafę kuzynki, w przypadku Alice to garderoba Prewttówny była daleko bardziej bogata. Nawet jeśli brać pod uwagę, że tak, jak dzisiaj, chętnie korzystała z zasobów teatru, ale tym bardziej czuła by się bardziej przebrana, niż ubrana w strojach Seraphiny.
- Oficjalnie w imieniu rodziny Selwynów wrażliwych na niedolę innych, ale właściwie Leo będzie potrzebował fantu do ugłaskania jednej ze swoich dziewczyn. - Nawet jeśli aktorka, tancerka czy kto teraz w połowie zajmował serce jej starszego brata, będzie mogła ubrać tak charakterystyczną suknię jedynie w obrębie swoich dyskretnych czterech ścian. Wzruszyła przy tym ramionami, nie miała żadnych złudzeń, zapewne tak jak liczne kochanki jej brata. Oby, bo nie lubiła zdejmować klątw z żywych stworzeń.
W międzyczasie podszedł do niej pracownik Longbottomów z liścikiem, na którym pokwitowała swoją wygraną, ależ dorosło i poważnie.
- Jak chcesz mogę ci odstąpić suknię, rodzicom zależy, żeby w kronikach towarzyskich wspomnieć tylko, że brali udział w licytacji, a Leo znajdzie coś innego, bo ta młoda chyba nie ma chęci oddać ci pola - westchnęła słysząc ofertę stu galeonów, a jej rodzice uważają, że nie ceni wartości pieniędzy. W życiu tylu nie przepuściła. W jeden wieczór oczywiście.
- Ach te dzieciaki - pokręciła głową ze śmiechem. - Flo, a w temacie różnych niefortunnych zdarzeń coś ciekawego trafiło ci się ostatnio w pracy? Jakieś nietypowo zbuntowane zaklęcie? - Oczy jej zalśniły ciekawością, co innego łamać na człowieku klątwę, co innego o tym posłuchać.