10.11.2023, 01:47 ✶
Wybiegając z atrium widzieli, że „Perła morza” płonęła i tonęła jednocześnie. Z góry pochłaniał ją ogień. Z dołu topiła woda. Geraldine, Erik, Stanley, Sebastian, Mavelle aportowali się z cichymi trzaskami ze statku i bezpiecznie pojawili się na brzegu. Po tym jak rozproszyła się magia chroniąca to miejsce, wszyscy czarodzieje i czarownice odzyskali pełną kontrolę nad swoimi zdolnościami.
Kiedy Brenna Longbottom, Atreus Bulstrode i Victoria Lestrange wybiegli z atrium, Augustus i Avelina pomagali Danielle w przenoszeniu nieprzytomnych ludzi na łodzie a Anthony i Laurent starali się za pomocą magii opóźnić zniszczenie statku.
- Potrzebuję pomocy! – krzyknęła uzdrowicielka, gdy udało im się przetransportować żywych na dryfujące w pobliżu Perły Morza łodzie. – Nie dam rady sama sterować wszystkimi łódkami, na których są mugole.
W drzwiach prowadzących do atrium pojawiły się trzy duchy. Jeden był tak przezroczysty, że niemal przypominał cień, ale Brenna poznała, że był to Sutherland (inni rozpoznali w nim, po prostu, ducha aurora). Drugiego, na oko dziesięcioletnią dziewczynkę, brygadzistka i Atreus rozpoznali dość łatwo, bo była to Maddie. Za nimi, wyglądając niemal jak żywy człowiek, sunęła młoda, blada kobieta. Tę z kolei rozpoznali Anthony i Laurent – poznali ją we śnie, który zesłał na nich statek. Do tej pory była tylko nieprzytomną, młodą dziewczyną, która w imię miłości targnęła się na swoje życie, teraz Marianne odzyskała głos.
- Chciałam innej historii – powiedziała do Borgina, nawiązując do słów, które wypowiedział do niej w swoim śnie, na chwilę przed tym, jak zastanawiał się nawet nad poświęceniem własnego życia byle tylko ocalić innych. – Ale innej niż mógłbyś przypuszczać. Tamtego dnia byłam tak zrozpaczona, że chciałam umrzeć, ale nigdy nie życzyłam śmierci wszystkim pasażerom na statku. Nie życzyłam jej nawet Jamesowi lub pannie Heinzel. Nie pragnęłam też, żeby moją matkę pochłonęło szaleństwo. Za każdym razem, gdy Perła Morza wynurzała się z dna oceanu, próbowałam obudzić śniących – posłała mu przeciągłe spojrzenie. – A teraz… teraz chcę tylko przekroczyć granicę, którą powinnam przekroczyć już dawno temu.
Marianne odwróciła się z powrotem w stronę wejścia do atrium, gotowa najwyraźniej wejść do środka by i ją pochwycił wir, który wcześniej dostrzegł Atreus. Sutherland zasalutował w stronę Victorii, Bulstrode’a i Brenny.
- Dobra robota – podsumował.
Maddie puściła jego rękę.
- Fajnie będzie pójść dalej, wiesz? – rzuciła do Brenny. – Wreszcie uwolnimy się z tego ciemnego i śmierdzącego wodorostami statku. – A potem na jej dziecięcej twarzy pojawił się psotny uśmieszek. Pokazała brygadzistce, żeby ta pochyliła się do niej, bo to co miała do powiedzenia absolutnie nie było przeznaczone do uszu kogokolwiek innego, choć naturalnie jako dziesięciolatka, wyszeptała tak, żeby usłyszał ją każdy, kto akurat znalazł się wystarczająco blisko. – Marianne powiedziała, że byłaś moją mamą. I, że walnęłaś panią Fawley w twarz. I, że mnie szukałaś. Że oboje mnie szukaliście – tu wskazała brodą na Atreusa. – I, że on miał dużo lepsze intencje niż ten, kogo sen śnił. Nie wiem co Marianne chciała przez to powiedzieć…
Z głębi statku dobiegły kolejne dźwięki zwiastujące, że coś pękło z hukiem. Duch aurora zafalował. Wyciągnął rękę w stronę Maddie, ale nim ta ujęła ją, zrobiła jeszcze coś, co absolutnie nie miało żadnego sensu. Korzystając z pochylenia Brenny, spróbowała ją przytulić, a potem odsunęła się, bardzo zawiedziona, że to przytulenie nie było takie jak powinno być. Pomachała ręką wszystkim i razem z Sutherlandem pomknęli do atrium, by również ich porwał wir.
Pozostali sami na pokładzie.
Kiedy Brenna Longbottom, Atreus Bulstrode i Victoria Lestrange wybiegli z atrium, Augustus i Avelina pomagali Danielle w przenoszeniu nieprzytomnych ludzi na łodzie a Anthony i Laurent starali się za pomocą magii opóźnić zniszczenie statku.
- Potrzebuję pomocy! – krzyknęła uzdrowicielka, gdy udało im się przetransportować żywych na dryfujące w pobliżu Perły Morza łodzie. – Nie dam rady sama sterować wszystkimi łódkami, na których są mugole.
W drzwiach prowadzących do atrium pojawiły się trzy duchy. Jeden był tak przezroczysty, że niemal przypominał cień, ale Brenna poznała, że był to Sutherland (inni rozpoznali w nim, po prostu, ducha aurora). Drugiego, na oko dziesięcioletnią dziewczynkę, brygadzistka i Atreus rozpoznali dość łatwo, bo była to Maddie. Za nimi, wyglądając niemal jak żywy człowiek, sunęła młoda, blada kobieta. Tę z kolei rozpoznali Anthony i Laurent – poznali ją we śnie, który zesłał na nich statek. Do tej pory była tylko nieprzytomną, młodą dziewczyną, która w imię miłości targnęła się na swoje życie, teraz Marianne odzyskała głos.
- Chciałam innej historii – powiedziała do Borgina, nawiązując do słów, które wypowiedział do niej w swoim śnie, na chwilę przed tym, jak zastanawiał się nawet nad poświęceniem własnego życia byle tylko ocalić innych. – Ale innej niż mógłbyś przypuszczać. Tamtego dnia byłam tak zrozpaczona, że chciałam umrzeć, ale nigdy nie życzyłam śmierci wszystkim pasażerom na statku. Nie życzyłam jej nawet Jamesowi lub pannie Heinzel. Nie pragnęłam też, żeby moją matkę pochłonęło szaleństwo. Za każdym razem, gdy Perła Morza wynurzała się z dna oceanu, próbowałam obudzić śniących – posłała mu przeciągłe spojrzenie. – A teraz… teraz chcę tylko przekroczyć granicę, którą powinnam przekroczyć już dawno temu.
Marianne odwróciła się z powrotem w stronę wejścia do atrium, gotowa najwyraźniej wejść do środka by i ją pochwycił wir, który wcześniej dostrzegł Atreus. Sutherland zasalutował w stronę Victorii, Bulstrode’a i Brenny.
- Dobra robota – podsumował.
Maddie puściła jego rękę.
- Fajnie będzie pójść dalej, wiesz? – rzuciła do Brenny. – Wreszcie uwolnimy się z tego ciemnego i śmierdzącego wodorostami statku. – A potem na jej dziecięcej twarzy pojawił się psotny uśmieszek. Pokazała brygadzistce, żeby ta pochyliła się do niej, bo to co miała do powiedzenia absolutnie nie było przeznaczone do uszu kogokolwiek innego, choć naturalnie jako dziesięciolatka, wyszeptała tak, żeby usłyszał ją każdy, kto akurat znalazł się wystarczająco blisko. – Marianne powiedziała, że byłaś moją mamą. I, że walnęłaś panią Fawley w twarz. I, że mnie szukałaś. Że oboje mnie szukaliście – tu wskazała brodą na Atreusa. – I, że on miał dużo lepsze intencje niż ten, kogo sen śnił. Nie wiem co Marianne chciała przez to powiedzieć…
Z głębi statku dobiegły kolejne dźwięki zwiastujące, że coś pękło z hukiem. Duch aurora zafalował. Wyciągnął rękę w stronę Maddie, ale nim ta ujęła ją, zrobiła jeszcze coś, co absolutnie nie miało żadnego sensu. Korzystając z pochylenia Brenny, spróbowała ją przytulić, a potem odsunęła się, bardzo zawiedziona, że to przytulenie nie było takie jak powinno być. Pomachała ręką wszystkim i razem z Sutherlandem pomknęli do atrium, by również ich porwał wir.
Pozostali sami na pokładzie.
Tura trwa do 13.11.2023 roku do godziny 21.00