10.11.2023, 10:06 ✶
– W takim razie możesz przybić mi piątkę, bo mój umysł to takie totalne śmietnisko, ale nie ma w nim przydatnych informacji w rodzaju „tak odróżnisz od siebie krowy”, za to jest lista ośmiuset kart z czekoladowych żab, które trzymam w swoim pokoju – oświadczyła Brenna z udawaną powagą. – Och… wygrzebiemy jakiś karton ze śmieci, skoro już o śmieciach mowa, mogę tutaj być szopem praczem, bo podobno szopy grzebią w śmietnikach, chociaż nigdy żadnego w takim nie widziałam. Tak będzie bardzo dramatycznie, jaki czarodziej odmówiłby nam pomocy widząc, jak strasznie jesteśmy zdesperowane? No i… mogę też zawsze taką wyczarować, z godzinę powinna się utrzymać, jak się postaram.
*
Szybko okazało się, że dotarcie do Maidstone jednak nie będzie aż tak proste, i jednak podróż nie pójdzie im tak sprawnie, jak miały nadzieję. Większość pasażerów nie przyjęła tego z zachwytem – złość zdawała się wręcz wisieć w powietrzu, ktoś gdzieś przeklinał, jakaś kobieta nawet wybuchła płaczem. Brenna tylko westchnęła, bo miały ten komfort, że żadna z nich nie musiała koniecznie dotrzeć do celu podróży o konkretnej minucie. Detektyw nagle jakby bardziej doceniła to, że jest czarodziejką i w dodatku może się teleportować – dzięki temu nie była skazana na tego typu atrakcje podczas podróży. Przez ułamek sekundy rozważała szaleńczy pomysł naprawienia tych torów, bo nawet jeśli magia była zwykle nietrwała, to jeśli należało na przykład coś z nich usunąć albo je z powrotem przywrócić na miejsce, nie byłoby problemu… Ale nie była aż tak nieodpowiedzialna i szybko tę ideę odrzuciła. Za duże ryzyko, że ktoś by to zobaczył.
– Idziemy na mały spacer – oświadczyła zdecydowanie, spoglądając na Olivię z uśmiechem. – Mam nadzieję, że założyłaś wygodne buty? – spytała, odruchowo spoglądając w dół. Za żadne skarby nie zamierzała siedzieć kilku godzin w pociągu, oszalałaby, gdyby miała tak… nic nie robić i jeszcze prawie się nie ruszać, aż tory zostaną naprawione. Nie wspominając o tym, że pewnie Mavelle uznałaby, że Brennę i Annę gdzieś po drodze ukatrupiono. Ale i nie było mowy, żeby po prostu zostawiła Quirke samą na jakimś pustkowiu.
Na szczęście nie miały żadnych bagaży. Brenna zaczęła więc po prostu przepychać się do najbliższych drzwi, a potem schwyciła poły spódnicy, zeskoczyła ze stopni i będąc już na dole wyciągnęła rękę do Olivii, by jej pomóc. Schodki pociągów miały to do siebie, że były przystosowane do schodzenia na dość wysoki peron, nie na ziemię w szczerym polu.
Brenna rozejrzała się, spoglądając na tych kilku pasażerów, którzy wytaczali się z pociągu z bagażami, zdecydowani piechotą dotrzeć do najbliższego miasteczka.
– Mój niezawodny, brygadowy zmysł podpowiada, że powinnyśmy iść w tę stronę… a no i tam widzę idą ci panowie, i tam biegną tory, ale oczywiście to nic nie znacząca obserwacja, bo wiem to dzięki moim policyjnym super mocom – powiedziała, uśmiechając się do Olivii pocieszająco. O ile dla niej godzinny spacer nie był niczym nadzwyczajnym, bo i codziennie spacerowała z psami, nie była pewna, jak bardzo Olivia złości się na tę całą „przygodę” i niespodziewane wędrówki przez pola i lasy.
*
Szybko okazało się, że dotarcie do Maidstone jednak nie będzie aż tak proste, i jednak podróż nie pójdzie im tak sprawnie, jak miały nadzieję. Większość pasażerów nie przyjęła tego z zachwytem – złość zdawała się wręcz wisieć w powietrzu, ktoś gdzieś przeklinał, jakaś kobieta nawet wybuchła płaczem. Brenna tylko westchnęła, bo miały ten komfort, że żadna z nich nie musiała koniecznie dotrzeć do celu podróży o konkretnej minucie. Detektyw nagle jakby bardziej doceniła to, że jest czarodziejką i w dodatku może się teleportować – dzięki temu nie była skazana na tego typu atrakcje podczas podróży. Przez ułamek sekundy rozważała szaleńczy pomysł naprawienia tych torów, bo nawet jeśli magia była zwykle nietrwała, to jeśli należało na przykład coś z nich usunąć albo je z powrotem przywrócić na miejsce, nie byłoby problemu… Ale nie była aż tak nieodpowiedzialna i szybko tę ideę odrzuciła. Za duże ryzyko, że ktoś by to zobaczył.
– Idziemy na mały spacer – oświadczyła zdecydowanie, spoglądając na Olivię z uśmiechem. – Mam nadzieję, że założyłaś wygodne buty? – spytała, odruchowo spoglądając w dół. Za żadne skarby nie zamierzała siedzieć kilku godzin w pociągu, oszalałaby, gdyby miała tak… nic nie robić i jeszcze prawie się nie ruszać, aż tory zostaną naprawione. Nie wspominając o tym, że pewnie Mavelle uznałaby, że Brennę i Annę gdzieś po drodze ukatrupiono. Ale i nie było mowy, żeby po prostu zostawiła Quirke samą na jakimś pustkowiu.
Na szczęście nie miały żadnych bagaży. Brenna zaczęła więc po prostu przepychać się do najbliższych drzwi, a potem schwyciła poły spódnicy, zeskoczyła ze stopni i będąc już na dole wyciągnęła rękę do Olivii, by jej pomóc. Schodki pociągów miały to do siebie, że były przystosowane do schodzenia na dość wysoki peron, nie na ziemię w szczerym polu.
Brenna rozejrzała się, spoglądając na tych kilku pasażerów, którzy wytaczali się z pociągu z bagażami, zdecydowani piechotą dotrzeć do najbliższego miasteczka.
– Mój niezawodny, brygadowy zmysł podpowiada, że powinnyśmy iść w tę stronę… a no i tam widzę idą ci panowie, i tam biegną tory, ale oczywiście to nic nie znacząca obserwacja, bo wiem to dzięki moim policyjnym super mocom – powiedziała, uśmiechając się do Olivii pocieszająco. O ile dla niej godzinny spacer nie był niczym nadzwyczajnym, bo i codziennie spacerowała z psami, nie była pewna, jak bardzo Olivia złości się na tę całą „przygodę” i niespodziewane wędrówki przez pola i lasy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.