- Cieszy mnie to, że to sobie wyjaśniliśmy. - Najważniejsze, że zrozumiał sens jej słów i wiedział, czego się spodziewać. Nie powinien więc być zaskoczony tym, jak będzie wyglądała sytuacja. Zakładała jednak, że wszystko pójdzie jak z płatka i nie będą mieli żadnych problemów, kiedy wybiorą się już do tej chaty w lesie. Ciekawa była, czy będzie im dane znaleźć coś jeszcze, w końcu skoro można tam było znaleźć taką nietypową księgę, to można założyć, że jest tam więcej interesujących przedmiotów. Wolała jednak się nie nastawiać na jakieś niesamowite skarby, bo mogłaby się rozczarować.
Gery tak już miała. Jeśli coś wzbudziło jej zainteresowanie to nie zamierzała niepotrzebnie zawracać sobie głowy czymś takim jak przedpłata. Zresztą była bogata, nie liczyła każdego grosza, a tak naprawdę najistotniejsze dla niej był przygody które przeżywała. Uwielbiała ryzyko, niepewność i adrenalinę, która się pojawiała podczas niebezpieczeństwa. To znaczyło dla niej najwięcej, pieniądze były na samym końcu tej listy.
- Na pewno upomnę się o zapłatę w odpowiednim momencie. - Dodała jeszcze, bo zaiste nic nie robiła charytatywnie, chociaż zapłata, którą brała za swoje towarzystwo nie była jakaś wygórowana, nie sądziła więc, że będzie miał problem z tym, żeby ją uregulować. Zawsze też mogła przyjąć jakąś przysługę, to dla niej była tak naprawdę najwygodniejsza forma zapłaty. Lubiła mieć świadomość, jak wiele osób będzie musiało jej pomóc, kiedy o to poprosi.
- Postaram się, żeby mój jastrząb jej nie zeżarł. - Dodała z uśmiechem na twarzy. Była to próba zażartowania z jej strony, chociaż żart ten chyba wcale nie był śmieszny. Floret był dobrze wychowanym ptakiem i raczej nie jadł tych, które przynosił listy do Geraldine, sama perspektywa wydawała się jej jednak bardzo zabawna.