10.11.2023, 15:23 ✶
Olivia była miastowa - wychowała się w Londynie i niezbyt często podróżowała, chociaż nie można było powiedzieć, że zgubi się w lesie, gdy już do takiego wejdzie. Jednak nie była też rączą łanią, którą najwyraźniej była Brenna, bo faktycznie - brygadzistka zostawiała ją w tyle podczas tej podróży. Na szczęście jednak ruda nie musiała do niej krzyczeć, bo Brenna sama zwalniała i czekała, aż Olivia ją dogoni. Inaczej Quirke naprawdę rozważałaby rzucanie w koleżankę patykami, żeby ta zmieniała tempo na wolniejsze. Paplanina Brenny również jej nie przeszkadzała, a można było wręcz powiedzieć, że zachęca ją do kontynuowania rozmowy. Od dawna nie patrzyła w chmury i nie mówiła, z jakimi kształtami jej się kojarzą. To był naprawdę miły powrót do przeszłości i beztroskich czasów.
- Wierzę na słowo z tymi sarnami. I że obronisz mnie przed nią - powiedziała, gdy krowa zaczęła się do nich zbliżać. Robiła to powoli i wydawała się bardziej zaciekawiona niż agresywna, ale skutecznie wybiła Olivii pomysł, żeby do niej podejść. Była WIELKA. Jak duże mogą być krowy?! - Wiesz co, po namyśle stwierdzam, że mogę się pospieszyć. I nie pozwolę ci zabrać ze sobą stada krów, ona wygląda jakby jednak nie była tylko roślinożerna.
Chwyciła Brennę za rękę i niemal zaczęła biec w stronę miasteczka, które było pośrednim przystankiem między Londynem a Maidstone.
Biegły tak przez krótki kawałek, ale na tyle długo, żeby krowa straciła nimi zainteresowanie. Olivia odetchnęła głośno z ulgą i poprawiła włosy. Zaczynało jej się robić ciepło, a bardzo nie lubiła tego stanu, gdy nie mogła się nawet napić wody. Ale jeszcze chwila, a będą na miejscu. I faktycznie - zabudowania stawały się coraz wyraźniejsze i większe, aż w końcu stanęły na skraju miasteczka. Mieścinki wręcz. Nie było opcji, że był tu punkt fiuu: kilkadziesiąt domów na krzyż, jakaś gospoda albo inne miejsce spędu, z drugiej strony pola... Ale nie było to takie całkowite zadupie. Gdy podchodziły bliżej, dostrzegły traktory i kilka aut. Co prawda wyglądały tak, jakby miały zaraz się rozpaść i były niemożebnie wręcz brudne, ale chyba działały? Do kobiet podbiegł pies i zaczął je obszczekiwać z każdej strony. Gdzieś mignął im znak, wskazujący stację. Dotarły.
- No, jesteśmy. To... słucha, może to głupie ale mam w domu mugolskie pieniądze, myślisz że ktoś nas podwiezie? - zapytała, ignorując podbiegającego psa, który zaraz to stracił nimi zainteresowanie i pobiegł w długą, najpewniej za jakimś kotem. Szkoda, wyglądał na milutkiego.
- Wierzę na słowo z tymi sarnami. I że obronisz mnie przed nią - powiedziała, gdy krowa zaczęła się do nich zbliżać. Robiła to powoli i wydawała się bardziej zaciekawiona niż agresywna, ale skutecznie wybiła Olivii pomysł, żeby do niej podejść. Była WIELKA. Jak duże mogą być krowy?! - Wiesz co, po namyśle stwierdzam, że mogę się pospieszyć. I nie pozwolę ci zabrać ze sobą stada krów, ona wygląda jakby jednak nie była tylko roślinożerna.
Chwyciła Brennę za rękę i niemal zaczęła biec w stronę miasteczka, które było pośrednim przystankiem między Londynem a Maidstone.
Biegły tak przez krótki kawałek, ale na tyle długo, żeby krowa straciła nimi zainteresowanie. Olivia odetchnęła głośno z ulgą i poprawiła włosy. Zaczynało jej się robić ciepło, a bardzo nie lubiła tego stanu, gdy nie mogła się nawet napić wody. Ale jeszcze chwila, a będą na miejscu. I faktycznie - zabudowania stawały się coraz wyraźniejsze i większe, aż w końcu stanęły na skraju miasteczka. Mieścinki wręcz. Nie było opcji, że był tu punkt fiuu: kilkadziesiąt domów na krzyż, jakaś gospoda albo inne miejsce spędu, z drugiej strony pola... Ale nie było to takie całkowite zadupie. Gdy podchodziły bliżej, dostrzegły traktory i kilka aut. Co prawda wyglądały tak, jakby miały zaraz się rozpaść i były niemożebnie wręcz brudne, ale chyba działały? Do kobiet podbiegł pies i zaczął je obszczekiwać z każdej strony. Gdzieś mignął im znak, wskazujący stację. Dotarły.
- No, jesteśmy. To... słucha, może to głupie ale mam w domu mugolskie pieniądze, myślisz że ktoś nas podwiezie? - zapytała, ignorując podbiegającego psa, który zaraz to stracił nimi zainteresowanie i pobiegł w długą, najpewniej za jakimś kotem. Szkoda, wyglądał na milutkiego.