Bywają takie chwile, gdy marzenia i przypuszczenia rozbiegają się z rzeczywistością. To najwidoczniej był jeden z tych dni, gdy los postanowił udowodnić Longbottomowi, że jego intuicja nie jest wbrew pozorom nieomylna. Gdy tylko zjawili się na dworcu, ich oczom ukazał się tłum ludzi, przesuwający się z peronu na peron.
Kobiety i mężczyźni w różnym wieku dyskutowali ze sobą żywo, wyginali szyje na prawo i lewo, sprawdzając, czy aby na pewno wsiadają do dobrego pociągu, a cały ten gwar zdawał się tonąć pośród pogwizdywań pociągów i okrzyków konduktorów. To by było tyle, jeśli chodziło o „mniejszy ruch”, który wywróżył wcześniej Erik. Przepowiadanie przyszłości lepiej było zostawić Vakelowi i innym miejskim wróżkom.
— Czasami nie rozumiem, czemu zaadaptowaliśmy podróże koleją od... zwykłych ludzi — mruknął pod nosem, starając się utorować im drogę na przód. Jego postura i wysoka sylwetka znacznie ułatwiała to zadanie. Ludzie traktowali go po prostu, jak kolejną przeszkodzę do pokonania na dworcu i skrzętnie wymijali. — Jak oni funkcjonują w takim kotle na co dzień?
Nagle bardzo docenił to, że dorastał w rodzinie złożonej stricte z czarodziejów. Dzięki temu podróżowanie między Doliną Godryka, a innymi osadami czy miastami było dużo prostsze. Teleportacja, świstokliki, zaklęte karoce, sieć Fiuu... Mugole tracili nieproporcjonalną wręcz ilość czasu, próbując dostać się z miejsca A do miejsca B przy pomocy pojazdów. I jeszcze musieli się dostosowywać do rozkładów jazdy! To musiało być okropne doświadczenie, zwłaszcza jeśli pociągi czy autobusy nie kursowały regularnie co dziesięć, czy dwadzieścia minut.
Kiedy Mavelle przystąpiła do tropienia, począł zgodnie z jej sugestiami rozglądać się za planem odjazdów i przyjazdów, jednak zanim się obejrzał, Menodora już stała przy tablicy. Erik więc po prostu... czekał. Nie było sensu się rozdzielać, biorąc pod uwagę tłumek, jaki przewijał się przez stację. W mugolskiej dzielnicy mieli ograniczone pole do popisu względem magii, toteż lepiej było trzymać się w jednym miejscu. A przez swój wzrost Erik mógł przynajmniej służyć jako punkt orientacyjny. Tyle lat pracy dla Ministerstwa Magii, tylko po to, aby koniec końców pełnić rolę wyróżniającego się w tłumie słupa...
— Myślisz, że próbowała dostać się na drugą stronę? — spytał Mavelle, gdy ta zwróciła uwagę na przejście na peron 9 i 3/4.
Zmarszczył brwi. W gruncie rzeczy byłoby to jakieś schronienia dla uciekającej kobiety. Tylko czy bezpieczne? Do przyjazdu uczniów został niecały tydzień, więc peron na co dzień nie był zbytnio zaludniony. Może chciała się gdzieś dostać bez użycia teleportacji? Lub, o ile ktoś ją śledził, liczyła, że nie będzie szukał na peronie czarodziejów? Chciała ich wyminąć?
Podszedł do magicznej bariery. Miał pewne wątpliwości co do logiki poczynań Catherine, jednak czy mógł ją za to winić? Pewnie działała w panice, toteż nie sposób było przewidzieć każdego jej ruchu. Czekając na kolejny ruch Mave, rozglądał się po peronie w poszukiwaniu... Cóż, czegokolwiek, co mogłoby przykuć jego uwagę swoim odstępstwem od normy.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞