Naprawdę, naprawdę nie chciał na nią naskakiwać. Nie chciał pakować ich między swój strach i swoją przeszłość. Stawiać w zasadzie na równi z tym strachem, bo ze słodkiego cukierka rozpuszczającego się w buzi stawała się tym, co dzieliło go od wspomnień. On - ona - Crow. Madame była chora. Dogłębnie zepsuta, bardziej niż jakikolwiek człowiek, jakie znał i spotkał. Może poza Dante. Jakie relacje mogły łączyć tę duszę z nim? Z Madame? Czy łączyło cokolwiek? Pytania zalewały go całego i pogrążały pod płachtą niepewności i niepokoju. Nie pasowała do miejsca, w którym została teraz postawiona. Przesunięta ze światła w odmęty mroku, którego nie chciał otwierać przed nikim. Miała taki zagubiony wyraz twarzy. Nie rozumiejąc, co się dzieje. Bezbronny i... och, jak bardzo nie chciał tego robić, jakie to było niewłaściwe - burzyć ich bajkę, bo... bo co w zasadzie? Bo uczucia do niej przenikały? Pokazywały się w formie brzydkiej, zamiast stanowić część dziecięcej baśni? Ta była pióra Grimm i miała równie ponurą historię swego powstania, co ponurą historię prezentowała.
Puścił jej rękę, której nie zaciskał nawet szczególnie mocno. Mogłaby się wyrwać, gdyby się zatrzymała zatrzymałby się z nią. Nie zrobiła tego. Pozwoliła wyprowadzić się na zewnątrz, umknąć przed tłumami. Dopiero kiedy ona chciła zrobić krok w tył, a nie miała gdzie, dotarło do niego, co robi. Jakie to było absolutnie niedopuszczalne, nieodpowiednie. Zaskoczenie pojawiło się w jego oczach, miękkość i chęć przeproszenia, bo chociaż to był jej winien za swoją impertynencję. Zrobił krok w tył, żeby nie osaczać jej tak, nie chciał tego, nie było to jego zamiarem... a może jednak było? Bo, no właśnie - może to była pułapka? Jej pułapka. Może ta gra była zwykłym fałszem. Zemstą. Dobry Boże, ale przecież te wielkie oczy nie mogły... nie chciał dopuszczać do siebie myśli, że Elaine byłaby zdolna do zła. Nawet nie wiedział, że myślała o tym, żeby go okraść - tak za pierwszego spotkania, jak i dzisiaj, kiedy siedzieli ramię w ramię.
- Przepraszam cię... - Powiedział cicho, na moment odbiegając spojrzeniem w bok, ale zaraz znów spojrzał na jej twarz. Mogę jej ufać? Żadna bajka w jego życiu ostatnio nie była trwała. Wszystkie sypały się jedna po drugiej, jakby chciały mu udowodnić, że to już czas. Czas się przebudzić, podnieść z kolan. Nie, z łóżka, mości książę. Koniec tego snu. Koniec śnienia. Ona nie wie. Oszukiwała? Czekał na jakiś fałszywy ruch, na drgnienie. Nie było go. Było jej skonfundowanie, na pewno nie mogła czuć się komfortowo. Jego ruch, z tym, jak ją wyciągnął, wziął tutaj jak na spowiedź był naprawdę, delikatnie mówiąc, niesympatyczny. - Flynn i ja... - Musiał się zastanowić nad tym, co jej powie. Jak powie. Jeśli ten mężczyzna odłączył się od Madame tak samo jak on to zrobił... w zasadzie czy nie dobrze było widzieć, że miał nowe życie? Tylko czy naprawdę nowe, czy było dalej częścią Madame? I co z tym miała wspólnego śliczna Elaine..? - Mieliśmy w przeszłości ze sobą styczność. Nie układało się nam dobrze. - Nie bardzo wiedział, jak jej to powiedzieć, żeby nie burzyć obrazu "szczurołapa" jaki został tutaj zapodany. Może był istotny? Nie wiedział, czy powinien teraz starać się ostrzec tę kobietę, czy może jednak zostawiać kłamstwo takim, jakim było. Kompletnie nie wiedział, co zrobić i co powiedzieć. - Wystraszyłem się, że mógł ci zrobić krzywdę. - To nie była wcale do końca prawda, bo było wiele tych strachów, jakie się na to nałożyły. To był jeden z nich.