Zbladł nieco, gdy Brenna zdradziła mu, jakie miał plany na najbliższe dni. Musiał zapomnieć wpisać to wszystko do swojego kalendarza... Jak to dobrze, że miał u swego boku kogoś tak zorganizowanego, jak jego ukochana siostra. Mężczyzna zaakceptował swój los, skinieniem głowy, wbijając wzrok w popękaną podłogę Dziurawego Kotła na dłuższą chwilę. Zawsze pod górkę...
— Jesteś pewna? — Brew Erika drgnęła w zdziwieniu. — To nie będzie pogwałcenie jej prywatność, jeśli sama nas o to nie poprosi? — Wolał się upewnić, że siostra na pewno wie, na co się pisze. — Czy następnym krokiem będzie zdobycie nakazu przeszukania jego pokoju, żebyśmy sprawdzić, czy na co dzień nie wypadają gorzej niż na zdjęciach?
To byłoby dużo bardziej szczere, gdyby nie miała z góry ustalonego całego planu działania, dodał w myślach Erik, wzdychając ciężko. Jak do tej pory, gdy Brenna postanowiła na poważnie pogrzebać w czyimś życiu.. Miała ku temu powodu. Pewien impuls – poważny – który popychał ją do działania. I w lwiej większości przypadków Longbottom po prostu jej przytakiwał. Cechował ją dobry instynkt. Ale tutaj... Sytuacja nie była aż tak dramatyczna. To jest, o ile na scenie na czaił się żaden prześladowca, który na tego typu imprezach szukał nowej ofiary...
— Tak, Heather. Ma w sobie to coś — przyznał jej rację, bo jednak motywacja Brenny wykraczała poza jego wyobrażenia. To, w jaki sposób poświęcała w stu procentach wszystkiemu co robiła, zdecydowanie zasługiwało na pochwałę. — Chociaż dla niektórych jej osoba bywa... Sporym wyzwaniem.
Momentalnie zmarkotniał. Jak to możliwe, że nawet nie musiał odbywać rozmowy z siostrą, aby jego argumenty zostały przez nią stłamszone? Wystarczyło, aby na moment postawił się na jej miejscu, zaczął myśleć, jak ona, a nagle na każdym rogu widział potencjalne zagrożenie, problemy i trudności, które należało uprzedzić, zamiast poważnie namieszają komuś w życiu. Przymknął na moment oczy, chcąc w ten sposób odciąć się od negatywnych myśli. Na pewno nie będzie aż tak źle.
— A ja? — sarknął, gdy na odchodne nie wymyśliła mu roli, jaką miałby odegrać podczas najbliższej romantycznej kolacji ich przyjaciółki. — Mam ją odprowadzić do knajpy, zarezerwować stolik obok, robić notatki z ich spotkania dla ciebie, a potem odstawić Norę do domu? — Zanim Brenna zdążyła odpowiedzieć, Erik uniósł palec wskazujący w górę. — Albo wiesz co? Nie odpowiadaj. Wyślij mi zalecenia pocztą. Przynajmniej wszystko będzie czarno na białym.
Poczuł się trochę nieswojo, gdy siostra opuściła lokal. Sądził, że będzie chciała dorzucić swoje trzy grosze do dyskusji, jaka zapewne wywiąże się między nim a Norą, gdy tylko ta zejdzie ze sceny. A zamiast tego uciekła: do domu lub do biura. Nie spodziewał się tego po niej, chociaż może faktycznie nie chciała patrzeć na cierpienie swojego brata, gdy Figg wygarnia mu całą tą brudną zagrywkę.
— Też masz czasami tak, że się jej boisz? — spytał nieoczekiwanie Heather, zerkając na nią kątem oka. — Jej poczucie sprawiedliwości... Zero lojalności wobec własnej rodziny. Zostawiła mnie na pastwę losu! — Pokręcił rozżalony głową. — Chociaż z drugiej strony, Nora to praktycznie rodzina... W sumie jest to swego rodzaju konflikt interesów.
Chyba zaczynał się denerwować tym, co miało nastąpić w ciągu kilku najbliższych minut. Gdy prowadząca zażądała od publiczności oddania głosów, Erik postanowił oddać swój głos na kandydata nr 3, toteż czubek jego różdżki zapłonął zielonym światłem.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞