Uśmiechnął się półgębkiem, gdy Victoria wspomniała o kodeksie tajności. Co racja, to racja. Czasem nawet odgrodzenie od mugoli małego festynu było niemałym wyzwaniem. Ciężko było przewidzieć wszystkie potencjalne ingerencje, czy nieproszonych gości na imprezie. A wyścig ciągnący się przez wiele mil lub, Merlinie broń, przez miasto lub kilka wsi? Ogromne wyzwanie, zwłaszcza gdyby departamenty Ministerstwa Magii byłaby akurat ze sobą w waśni.
— Czemu akurat tam? — spytał z zainteresowaniem Erik.
Może przez walory estetyczne tego regionu?, zaczął teoretyzować, próbując na poczekaniu domyślić się jaka mogła być prawidłowa odpowiedź. Anglia nie była najbardziej zróżnicowanym miejscem na świecie, jednak zawsze mu się wydawało, że najłatwiej się tu latało. Dużo nizin, zwłaszcza z dala od większych miast, pozwalała ćwiczyć do upadłego, dopóki w okolicy nie kręciło się zbyt dużo mugoli.
A może do Szwecji ciągnęło Notta przez jakąś obecną modę? Longbottom zmarszczył brwi. Przez ostatnie miesiące nie miał zbytnio okazy do tego, aby zainteresować się tym, co się właściwie działo na turystycznej arenie. W gruncie rzeczy był środek lata, więc biura turystyczne mogły już na dobre wdrożyć swoje plany wycieczek. Nie mówiąc już o rozreklamowaniu pewnych miejsc w mediach.
— Nawet najlepsze uczynki mogą zostać zamiecione pod dywan, jeśli opinia publiczna jest przeciwko tobie — odparł na słowa Laurenta. — Jakoś trzeba sobie radzić, nawet jeśli te sę... ekhm... reporterzy nie są najłatwiejsi w obyciu. — Zerknął kontrolnie na Philipa. — Obyś miał dobry komentarz do prasy. Będą nienasyceni po tym, jak skończyliście w kulminacyjnym momencie.
Zwłaszcza jeśli do tematu zostanie przypisany ktoś, komu faktycznie będzie zależeć na tym, aby rozdmuchać historię, a zarazem móc doić ten temat do jesieni. Dobre oświadczenie mogło częściowo uniemożliwić to prasie, jeśli Nott chciał się odciąć od tego pojedynku i zostawić spór z Lestrangem daleko za sobą.
— Dziwne. Gdy ostatnio z nią rozmawiałem, miałem wrażenie, że ma dosyć artystyczną duszę. Jakby temu podporządkowała swoje życie — stwierdził, gdy przy stoliku poruszono temat Loretty. Chociaż od ich spotkania w sprawie obrazów minęło zaledwie kilka miesięcy, tak przez dotychczasowe zdarzenia mogło się to równie dobrze wydarzyć w innym życiu. Wtedy Erik nawet nie wziąłby pod uwagę tego, że mogłoby dojść do podobnej katastrofy, jak ta z Beltane. — Jakby bardziej jej zależało na rozpromowaniu swoich obrazów niż siebie jako osoby. To znaczy... Siebie jako artystki, niż siebie jako... siebie.
Zarumienił się lekko. Nie był pewny, czy odpowiednio wytłumaczył to, co miał na myśli. A może po prostu nie znał panny Lestrange tak dobrze, jak reszta towarzystwa? W gruncie rzeczy nie łączyły ich przyjacielskie relacje, a biznes. I to na dodatek taki z doskoku.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞