Gdy usłyszała ryk nad głową i spojrzała w górę w jej głowie pojawiły się myśli; czy to ptak? Czy to sowa? Nie to James Potter na swojej miotle. Z jej gardła wydostał się wesoły śmiech, gdy chłopak zaczął pikować w dół, a potem zarumieniła się czując dłoń Franka na swojej i jego próbę ochronienia jej przed Potterem. Nie cofnęła jednak dłoni, gdyż Longbottom trzymał ją zbyt mocno, aby było to możliwe, a jej uwagę przykuło sprawne opanowanie miotły przez Jamesa. Uwielbiała to jak ten chłopak potrafił panować nad miotłą. Zawsze go chętnie obserwowała i czasami nawet powtarzała jego ruchy, aby być jeszcze lepszą niż dotychczas. Już miała dopaść Pottera, aby mu odpowiedzieć, ale Dora była szybsza i zaczęła go oglądać. Alice tylko cicho zachichotała, bo to nie miało sensu. James przecież więcej sobie obijał podczas meczów w szkole niż przy takim lekkim lądowaniu jakie im dzisiaj zafundował. Po chwili dotarło do niej, że Frank naprawdę trzymał jej dłoń, więc gdy ten ją tak niezręcznie puścił swoje schowała natychmiast do kieszeni ogrodniczek. Spojrzała na kosze, które wskazał i pokiwała głową.
– Tak! Dobra! – odpowiedziała szybko próbując opanować swoje skrępowanie zaistniałą sytuacją. – James! – krzyknęła do chłopaka i pomachała mu, aby do nich dołączył. – Frank przekopie ziemię, ty ją zagrabisz, a ja zrobię dziury na roślinki, aby je potem tam wsadzić i zakopać – powiedziała szybko – Lepiej żeby Jimi zajął się grabiami, bo rośliny to by zniszczył i zrobił zapewne złe odstępy między dziurami – sprostowała szybko, dlaczego nie wykonała polecenia swojego przyjaciela. Gdy podszedł do niej ich wujek uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
– Wuuujku, tu jest tyle roboty, że nie ma czasu odpoczywać, prawda Frank? – spojrzała na niego, a potem wzięła grabie. – W sumie jak wy będzie razem przekopywać grządki, to ja z Jamesem przegrabię za wami teren i będzie jeszcze szybciej – zauważyła.