11.11.2023, 21:02 ✶
– Jeśli ty jesteś klaunem, to ja pajacem – pocieszyła Brenna Olivię, ruszając w stronę drzew. – Bo sama wpadłam na to dopiero teraz, a mogłyśmy spróbować odłączyć się od reszty ludzi już pół godziny temu.
Ale tak skupiła się na krowach i pogawędkach, że jakoś Błędy Rycerz wyleciał jej z głowy. Zwłaszcza, że jednak dość rzadko przemieszczała się właśnie za jego pomocą, zwykle stawiając albo na teleportację, albo na Sieć Fiuu.
Zerknęła na nią odrobinę uważniej, gdy jej głos zadrżał lekko przy tych „uczuciach”. Ktoś mógłby odnieść wrażenie, że wszystkie kobiety, jakie Brenna znała – może poza Heather – włącznie z nią samą, są ostatnio niezbyt szczęśliwe z powodu uczuć. Sama Brenna nie pojmowała jeszcze do końca skali zjawiska, bo niektóre rzeczy przeczuwała, o innych nie miała pojęcia, ale pośród nich były Nora, Danielle, Mavelle, Avelina, Victoria…
Nie pytała. Owszem, wysłuchałaby Olivii, gdyby ta chciała porozmawiać, ale też ona sama nie zwierzałaby się nikomu nawet na torturach, chociaż więc mogłoby się wydawać, że kompletnie nie posiada czegoś takiego jak takt i gada o wszystkim, to jednak w pewnych sytuacjach umiała ugryźć się w język.
Teraz więc tylko objęła Quirke, gdy wędrowały przez nierówny teren pomiędzy drzewa. Takie gesty były u Brenny dość naturalne – potrafiła wyciągając ręce i ku rodzinie, i ku przyjaciołom, i nawet ku osobom, które ledwo znała, póki nie widziała, że ktoś wyraźnie sobie tego nie życzy.
– W takim razie chyba powinnam się cieszyć, że mnie dają spokój – stwierdziła lekkim tonem. Sama nigdy nie była zbyt popularna pośród chłopców, ale i ku sprawiedliwości: była tłukiem, w dodatku takim, że nawet jej matka powolutku traciła nadzieję. I nie odczuwała ciężaru mijających lat, bo od jakichś dwóch święcie wierzyła, że trzydziestki nigdy nie dożyje. Jeżeli nawet ostatnio pod wpływem pieśni magicznej istoty i później magii Beltane w żyłach przez moment pomyślała, że może jednak jest dość samolubna, aby chcieć czegoś więcej, to nie robiła żadnych planów i po prostu próbowała skupiać się na innych rzeczach. – Nie martw się, Livy, jestem pewna, że Vesper nie postanowi czynić ci żadnych nieprzystojnych propozycji. A i na pewno dziewczynie takiej jak ty trafi się kiedyś jakiś mężczyzna… który nie będzie aż tak beznadziejny. Ale kot to zawsze doskonały pomysł. Ja niestety nie mogę zostać standardową, starą panną z kotami, bo mamy już pięć psów – oświadczyła, puszczając Quirke. Po czym upewniwszy się, że w pobliżu nikogo nie ma, machnęła różdżką, przyzywając Błędnego Rycerza.
Ale tak skupiła się na krowach i pogawędkach, że jakoś Błędy Rycerz wyleciał jej z głowy. Zwłaszcza, że jednak dość rzadko przemieszczała się właśnie za jego pomocą, zwykle stawiając albo na teleportację, albo na Sieć Fiuu.
Zerknęła na nią odrobinę uważniej, gdy jej głos zadrżał lekko przy tych „uczuciach”. Ktoś mógłby odnieść wrażenie, że wszystkie kobiety, jakie Brenna znała – może poza Heather – włącznie z nią samą, są ostatnio niezbyt szczęśliwe z powodu uczuć. Sama Brenna nie pojmowała jeszcze do końca skali zjawiska, bo niektóre rzeczy przeczuwała, o innych nie miała pojęcia, ale pośród nich były Nora, Danielle, Mavelle, Avelina, Victoria…
Nie pytała. Owszem, wysłuchałaby Olivii, gdyby ta chciała porozmawiać, ale też ona sama nie zwierzałaby się nikomu nawet na torturach, chociaż więc mogłoby się wydawać, że kompletnie nie posiada czegoś takiego jak takt i gada o wszystkim, to jednak w pewnych sytuacjach umiała ugryźć się w język.
Teraz więc tylko objęła Quirke, gdy wędrowały przez nierówny teren pomiędzy drzewa. Takie gesty były u Brenny dość naturalne – potrafiła wyciągając ręce i ku rodzinie, i ku przyjaciołom, i nawet ku osobom, które ledwo znała, póki nie widziała, że ktoś wyraźnie sobie tego nie życzy.
– W takim razie chyba powinnam się cieszyć, że mnie dają spokój – stwierdziła lekkim tonem. Sama nigdy nie była zbyt popularna pośród chłopców, ale i ku sprawiedliwości: była tłukiem, w dodatku takim, że nawet jej matka powolutku traciła nadzieję. I nie odczuwała ciężaru mijających lat, bo od jakichś dwóch święcie wierzyła, że trzydziestki nigdy nie dożyje. Jeżeli nawet ostatnio pod wpływem pieśni magicznej istoty i później magii Beltane w żyłach przez moment pomyślała, że może jednak jest dość samolubna, aby chcieć czegoś więcej, to nie robiła żadnych planów i po prostu próbowała skupiać się na innych rzeczach. – Nie martw się, Livy, jestem pewna, że Vesper nie postanowi czynić ci żadnych nieprzystojnych propozycji. A i na pewno dziewczynie takiej jak ty trafi się kiedyś jakiś mężczyzna… który nie będzie aż tak beznadziejny. Ale kot to zawsze doskonały pomysł. Ja niestety nie mogę zostać standardową, starą panną z kotami, bo mamy już pięć psów – oświadczyła, puszczając Quirke. Po czym upewniwszy się, że w pobliżu nikogo nie ma, machnęła różdżką, przyzywając Błędnego Rycerza.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.