- Longbottom, czyżbyś poczuł się urażony, coś Ty taki delikatny?- Prychnęła. Bez przesady, ileż można się było nad sobą rozczulać. Gdyby tylko jej ojciec zobaczył z jakimi osobami przyszło jej egzystować w Hogwarcie... Na pewno doprowadziłby ich do porządku. Jedzenie - zawsze mogło poczekać, szczególnie, kiedy w grę wchodził inne obowiązki. przynajmniej ona była wychowana w ten sposób, podczas polowań zdarzało jej się biegać pół dnia z pustym żołądkiem. Nie potrafiła zrozumieć, że Erik jest taki delikatny. No gorzej niż baba.
Zauważyła jego spojrzenie w stronę drzwi, przeniosła następnie na niego wzrok, żeby się skonfrontować. - Nawet o tym nie myśl.- Rzuciła chłopakowi, żeby wiedział, że ona już wie, co chciał zrobić. Jeszcze tylko brakowało, żeby zostawił ją tutaj z tą stękającą Martą. Zamordowałaby go wtedy, a jego duch byłby towarzyszem tej o to Marty. W sumie pomysł nie był taki zły, wolała się nim jednak z Erikiem nie dzielić. Po co ujawniać swoje plany... Jeszcze by to wykorzystał, czy coś.
- Już się tak nie złość, złość piękności szkodzi.- Wyczuła jego podirytowany ton, nie chciała go na Merlina denerwować, po prostu zależało jej na tym, żeby wiedział, że może mu pomóc. W jakikolwiek sposób, kiedykolwiek i z czymkolwiek. W końcu znali się od kiedy tylko przekroczyli mury tego zamku, chciała, żeby wiedział, że może na nią liczyć tak po ludzku. - Pamiętaj tylko, że nie jesteś z tym sam, ok?- Wolała się upewnić, że do Erika dotarło to, że jakby coś, to jest zawsze gdzieś obok. Może nie byli jakimiś bardzo bliskimi przyjaciółmi, jednak go lubiła, trochę meczy razem wygrali przez te kilka lat.
Jak widać to ględzenie miało jakiś sens. Widziała, że Longbottom trochę się uspokoił, czyli nie była dla niego, aż tak złośliwa. Na całe szczęście, bo jeszcze znowu by dotarły do niej rewelacje, że dużo bardziej pasuje do Slytherinu, z czym się zdecydowanie nie zgadzała. - Mam nadzieję, że mówisz szczerze.- Postanowiła jeszcze skomentować jego odpowiedź. Może chciał ją już spławić? Była trochę męcząca w tym swoim gadani, zdawała sobie z tego sprawę, ale naprawdę chciała dobrze!
Wtedy ponownie odezwała się Marta, Geraldine przeniosła na nią swoje spojrzenie, postanowiła również się zbliżyć do dziewczyny. - Jak to tak Najpierw Cię tu gnębiła, a później zgłosiła, co to za okropne dziewczę!- Odparła z zaangażowaniem. Chciała, żeby Marta podzieliła się z nimi wszystkim co wiedziała, a najłatwiej było z ludzi, w tym przypadku ducha wyciągać informacje poprzez zainteresowanie - tak przynajmniej wydawało się pannie Yaxley. - Czerwone oczy i wtedy koniec? Umarłaś?- Próbowała w głowie wyszukać obrazy ze znajomych książek z magicznymi stworzeniami, które z nich miały czerwone oczy? Na pewno dużo szybciej by poszło, gdyby napisała do ojca. - Czy było to duże, Marto?- Widać było jej ciekawość, Gerry chciała poznać odpowiedź na to pytanie. Skąd wiadomo, że to stworzenie już zniknęło z zamku? Może czaiło się gdzieś, żeby ponownie zaatakować znienacka niczego nieświadomych uczniów?
- Myślisz, że zabiła się, bo zaświeciło światło, przez co pizdła głową w kafelki?- Parsknęła pod nosem. - To dopiero byłaby żałosna śmierć.- - Szepnęła do Erika. - Powiedzmy, że Ci wierzymy Marto.- Chodźmy więc dalej. - Dlaczego to właśnie Ty zginęłaś, dlaczego Ciebie zaatakowało to niesamowite stworzenie?- Spoglądała na ducha czekając na odpowiedź. Jeśli poznają motyw będą mogli jakoś dopasować sprawcę? Tak się jej przynajmniej wydawało.