Nie chciała się zatrzymywać, bo nie wiedziała, że Laurent ma ją teraz zaatakować, oskarżyć w swoich myślach o coś, czego nigdy nie mogłaby zrobić. Nie potrafiła skrzywdzić nawet pajączka w pokoju, zawsze je wynosiła w słoiczku, aby mogły pleść swoje pajęczyny miedzy kępkami trawy tuż przed jej przyczepą. Teraz była wrzucana do przeszłości jej brata, a nawet nie była tego świadoma, nawet nie mogła się obronić, więc naiwnie podążyła za Laurentem, chowając się w ustronne miejsce, w którym mógł ją bez problemu zaatakować, nakrzyczeć, zbesztać i zrównać z błotem, a nikt by nie zareagował. Mogłaby się popłakać, ale nikt by nie usłyszał, bo tuż obok była gwarna gawiedź, która zachwycała się pięknym występem. W jej przypadku zbyt potężne emocje były niewskazane, gdyż mogła pożreć Laurenta, a potem zostać zabitą. W gazetach pojawiłyby się nagłówki, że dzika bestia zabiła dziedzica Prewettolandii, a Edward – jego ojciec zrobiłby polowanie na nią. Starała się więc myśleć pozytywnie, miło i przyjemnie. Złość Laurenta, czy jego strach był spowodowany tym, że występ był zbyt przytłaczający, było zbyt dużo bodźców jak na jeden dzień.
Strach, który już zdążył zagnieździć się w jej umyśle nie był przyjemnością, którą chciała od Laurenta dzisiaj zabrać. Dni, w których były prowadzone występy były tymi, które sprawiały jej mnóstwo radości. Nawet jeśli sama miała mniej występów, bo gwiazdą wieczoru miał być ktoś inny. Uwielbiała patrzeć na radosne buźki dzieci, na zachwyconych i zdumionych dorosłych, którzy czasami wręcz zazdrościli im tego życia. Czuła tę zazdrość jak mało kto, bo Elaine zawsze była empatyczną osobą. Czasami wybuchową i lubiącą wygrywać. Teraz w jej serce wkradała się frustracja, bo przegrywała, bo Laurent jej uciekał. Odlatywał na swoich skrzydłach wprowadzając ciernistą ścianę złożoną z niezrozumianego strachu. Nie potrafiła przyjąć do wiadomości, że Flynn już kiedyś miał Prewetta jako przyjaciela, że Laurent był kolejną osobą, która dzieliła kiedyś życie z jej rodziną. Pragnęła mieć czasami swoje sprawy, swoje życie, swoich przyjaciół, którzy nie będą znali jej życia, którzy będą ją poznawać jako Elaine, a nie jako tą od Bellów, siostrę Alexa, Flynna, czy innego Zdzisia. Teraz okazuje się, że Laurent ich znał i nie był zadowolony z tego, że należała do rodzinny Flynna. Chciała się od niego teraz odgrodzić, schować, schronić przed jego strachem i obawą.
Gdy się odsunął poczuła delikatną ulgę, jej mięśnie rozluźniły się, a twarz złagodniała. Spojrzała na niego jednak pytająco. Nadal nie rozumiała, co się stało, co zrobiła źle i co w tym wszystkim robił Flynn. Dlaczego tak bardzo był zdenerwowany. Musiała to wiedzieć, musiała znać tajemnicę jego głowy, aby być pewną, że to nie jest jej wina. Nie wiedziała jednak w jaki sposób dotrzeć do prawdy. Czy powinna zapytać o to samego Edga? Poczuła się źle, gdy usłyszała, że się znali. Czyżby Laurent ją okłamał i też był szczurołapem w Londynie? I tak naprawdę nie mieszkał w tamtym domu, tylko tam pracował? Potem jednak wspomniał o tym, że Flynn mógł zrobić jej krzywdę, więc odrobinę się znowu spięła oraz nastroszyła. Dlaczego jej brat miałby jej zrobić krzywdę?
– Co masz na myśli? Laurent, nie jestem głupia. O co chodzi? Dlaczego mówisz w taki dziwny sposób i się tak zachowujesz? – zapytała czując jak nerwy wchodzą w jej serce. – Chcesz napić się herbaty? – dodała jeszcze zerkając na swoje dłonie, aby ukoić swoje nerwy.