Vespera czuła spokój, gdy Ulysses zaczął mówić swoje kłamstwa. Tak zdawała sobie sprawę, że problemy były, ale to po części też wina ich ojca, bo nie pozwalał im na wolną rękę. Gdyby liczył się z tym, co chcieli to nie byłoby takich problemów, prawda? Szybko wyrzuciła jednak te myśli z głowy – Chester zawsze powtarzał, że chce dla nich dobrze i wie, co jest najlepsze, ale Vespera powoli zaczynała w to wątpić, a gdy pojawiało się zwątpienie górą brał strach i chęć ucieczki, a przecież należała do odważnych kobiet, prawda? Nie chciała się sprzeciwiać woli ojca, ale te myśli same pojawiały się w jej głowie, spędzały jej sen z powiek, a przed każdym położeniem się do łóżka analizowała swoje wspomnienia związane z ojcem. Nic nie miało sensu, nawet wątpliwości.
– Nie zapytałam ciebie, czy ty chciałeś tego ślubu z Eunice – spojrzała mu w oczy. Ulysses zawsze martwił się o to, że pakowała się w aranżowane śluby, które nie kończyły się za dobrze. Vespera nie znała Malfoyówny, więc nie mogła jej ocenić jako dobrej lub złej kobiety dla swojego brata. Wiedziała, że się znali, ale nigdy nie miała okazji zapytać go o jego serce, czy on kogoś kochał, czy ktoś był dla niego ważny. Na słowa o skandalu pokiwała głową. Dlatego też musieli zabrać się za planowanie ślubu jeszcze szybciej. Vespera lubiła skandale, ale niektóre nie były dla niej korzystne, więc czasami potrafiła przystopować.
– Oby – rzekła dosyć ponuro na ostatnie słowa jej brata. – Nie będę cię dłużej zatrzymywać – dopiła chybcikiem herbatę i rzuciła odpowiednią sumę pieniędzy za ich zamówienia. To nie tak, że ujmowała jego męskości, ale to ona zaprosiła, to ona sprawiła problemy, namotała w ich życiu, więc chociaż tak chciała mu się odwdzięczyć za słowa otuchy.