Z obawy miałaś lekko uchylone drzwi, stałaś w połowie przez nie zasłonięta, ale znowu zostałaś zignorowana, zbagatelizowana. Intruz wepchnął się do środka bez zaproszenia, a ty jak naiwne ciele mu na to pozwoliłaś. Wycofałaś się odrobinkę patrząc jak pod jego stopami tworzą się brudne plamy błota, jak posadzka w korytarzu robi się mokra, ale twój wzrok burzowych oczu zawędrował wyżej na jego mokrą klatę. Mięśnie jego odznaczały się odrobinę pod koszulką, a to sprawiło, że zrobiło ci się cieplej. Mówił do ciebie, a ty każde słowo zapamiętywałaś, słuchałaś uważnie. Pytał o Otto. Gdzie był Otto? Mówił, że ma pilną sprawę do załatwienia gdzieś w mieście. Nigdy nie podawał konkretów, nigdy nie czuł potrzeby tłumaczenia się tobie ze swoich planów, albo bał się twojej pamięci absolutnej? Byłaś potworem, który mógł zdradzić wszystkie jego sekrety, tylko dlatego, że mogłaś wszystko zapamiętać. Spojrzałaś w końcu na jego twarz – była ostra, przystojna i niepokojąca. Miał coś morderczego w oczach, czego nie potrafiłaś nazwać. Persephono! Powinnaś się już odezwać, nie ładnie tak milczeć.
– Wróci wieczorem – odparłaś zgodnie z prawdą. Nie chciałaś kłamać, nie chciałaś, aby czekał. Wolałaś, aby powiedział, oh, dobrze Persephono wrócę wieczorem, albo wrócę jutro.
Wiedziałaś jednak, że nie zrobi tego, wiedziałaś, że Hades nie zostawia spraw na później. Wiedziałaś, że ten potwór poczeka na twojego brata nawet kilka dni i nie opuści waszej posiadłości. Wyciągnęłaś różdżkę i machnęłaś nią sprawnie usuwając wodę z jego ciała i osuszając go tak, aby nie naniósł błota w dalsze rejony mieszkania. Potem wyczyściłaś plamę na podłodze i wskazałaś salon.
– Wiem, że pada – odparłaś krótko, bardzo błyskotliwie. Zaprowadziłaś go na miejsce w salonie. – możesz tu na niego poczekać. Potrzebujesz czegoś? – byłaś wyprostowana, dumna, ostry podbródek lekko uniesiony jakbyś była panią tego świata, a przecież nie byłaś. Byłaś podnóżkiem twojego brata. Twoje włosy były rozpuszczone, zwykle jednak, gdy jesteś wśród ludzi są ciasno spięte, schowane przed ich oczami. Skórę miałaś bladą, wręcz w niezdrowy sposób. Ubrana byłaś w czarną suknię z białymi dodatkami, sięgała kostek, ale rękawki były do połowy przedramienia. Zawsze ubierałaś się schludnie, a ta suknia była po prostu suknią po domu. Była lekka i wygodna, nawet nie wydawała dźwięków, bo materiał był gładko i przyjemny. Ewidentnie było widać, że byłaś w stroju luźnym, domowym, w którym nigdy nie śmiałabyś przyjąć gości. – Tu w dzbanku masz świeżo zaparzoną herbatę. Jest bez cukru – na stoliczku oprócz tego stała już jedna filiżanka, która ewidentnie należała do Persephony, a obok było kilka pustych, ale czystych. Nie było cukru. Czekałaś na jego gest, słowa na cokolwiek, co zechce od ciebie, abyś mogła na chwilę wyjść, na chwilę opanować swoje emocje i pomyśleć. Może wysłać sowę do Otto? Tylko dlaczego chciałaś spędzić z nim chwilę czasu? Zapytać, co u niego? Jak jest tam, za wielką wodą?