15.11.2022, 00:25 ✶
Zaśmiała się niekontrolowanie, słysząc kolejne zuchwałe wyznanie. Żył, aby zadowalać? Doprawdy? Spojrzała na niego z uniesionymi brwiami, jakby wątpiąc w zdrowy rozsądek chłopaka, wciąż jednak nie mogąc przestać się śmiać. Przysłoniła roześmiane usta wierzchem dłoni; niby elegancki gest, ale śmiech jakby z nim kontrastował.
- Zastanawia mnie - zaczęła, ledwie kontrolując głos. - Jak bardzo jesteś świadom swoich słów? Czy raczej... Świadom tego, do kogo je kierujesz? - zapytała, nadal odsłaniając swoje zęby w szerokim uśmiechu. Gdyby była dzisiaj w niezwykłym perfidnym humorze, mogłaby to przecież wykorzystać. Potyczki słowne działały przecież w dwie strony, a odwracanie kota ogonem wychodziło pannie Malfoy nader dobrze. Mogłaby użyć tych słów przeciwko niemu, bo nie lubiła, gdy ktoś rzucał takowe na wiatr. Z autopsji wiedziała, że mówić pięknie może nauczyć się każdy. Jedynie nieliczni mieli w sobie dość odwagi, by przekuć słowa w czyny, aby nie zostały jedynie pustymi obietnicami i frazesami.
Całe szczęście Eden została już zabawiona na tyle, by nie myśleć o niczym nikczemnym. Na ten moment.
- Listy też mogę pisać - wzruszyła ramionami, obdarzając go zuchwałym uśmiechem. Założyła nogę na nogę, oparła ręce za plecami, tym razem łapiąc przeciwległe brzegi regału. - Ręcznych ornamentów nie mogę obiecać, nie jestem artystką. Aczkolwiek perfumowana papeteria jest jak najbardziej marzeniem do spełnienia. Jaki zapach ci się podoba? Wybrać jakiś bliski twojemu sercu, czy może wystarczy ten, który teraz mam na sobie? - zapytała niewinnie, patrząc na niego dziecięcymi oczyma; prawie tak, jakby naprawdę chciała z czystego serca spełnić jego życzenie. Jeśli jednak mowa o perfumach, Eden od lat nosiła te same, o zapachu róży. Poza zwyczajną personalną preferencją uważała je za niebywale pasującą alegorię - w końcu kwiaty były piękne, lecz najlepiej było je podziwiać z daleka, gdyż obecność kolców sprawiała, że dotyk mógłby skończyć się nieprzyjemnie.
- Niestety nie zostałam obdarzona ani brutalnością, ani siłą - oświadczyła z wymuszonym smutkiem w głosie. - Ale za to mam wiele innych atutów. Słowo honoru - oświadczyła, przykładając dłoń do piersi. Zupełnie jakby chciała uroczyście przysiąc, że wcale, ale to wcale, nie knuje niczego niedobrego. Zabawne, że ktoś pokroju Eden Malfoy przyrzekał na honor. Można było pomyśleć przecież, że w ich rodzinie krzewiono tradycję pozbawiania go dzieci jeszcze przed trzecimi urodzinami.
- Uuu, nepotyzm - skomentowała pierwotny komentarz dotyczący przestępczyni w taki sposób, jakby chwaliła koleżankę za doskonały gust w kwestii doboru ulubionego drinka. Nawet zalotnie machnęła dłonią! - Nie wiem, jak ty, ale ja uważam pozbywanie się mężów za totalnie pociągające - oświadczyła, gotowa przechodzić do dalszej analizy. Niemniej coś ją chyba tknęło, może aniołek siedzący na jej prawym ramieniu (który zwykle był podduszany przez diabełka siedzącego na lewym), że taki rodzaj szczerości może zostać obrany opacznie przez drogiego Longbottoma. Chodziło o inny kompas wartości. - Takich znęcających się nad żonami, oczywiście - zreflektowała się. Na chwilę uśmiech zszedł z jej twarzy, można nawet było to przez moment nazwać głupią miną, ale błyskawicznie potrząsnęła głową i nonszalancko przeszła do części kluczowej ich nowego zajęcia.
Zmrużyła oczy, jakby nie widziała zbyt dokładnie, a chciała się skupić na szczegółach. Nawet nachyliła się nieco nad zdjęciem nowego obiektu oceny, by przyjrzeć się lepiej. Po paru sekundach wyprostowała się i spojrzała na towarzysza.
- Właściwie czemu nie pozwoliłeś mi ocenić tamtej kobiety? - zaciekawiła się, lecz zrobiła to takim tonem, jakby zarzucała Longbottomowi narzucanie jej preferencji. - Zaś co do tego - wróciła szybko do zdjęcia leżącego przed nią. - Nie podoba mi się jego wąs. Zapewne niejedną p... - urwała, gryząc się w język. Poczuła się przy Eriku komfortowo, zbyt komfortowo. Takie chamskie teksty nie przystoiły komuś jej pokroju, musiała przystopować. - Niejedną pannę zachwyciły, ale to nie moje klimaty. Poza tym jest ciutkę za stary, wolę młodszych facetów - przyznała otwarcie, zerkając kątem oka na brygadzistę. - Mocne 4/10. Chcesz grać dalej? - zapytała, poklepując go po kolanie. Zupełnie przyjacielsko, naprawdę! Przecież powiedziała, że nie lubi do niczego zmuszać.
- Zastanawia mnie - zaczęła, ledwie kontrolując głos. - Jak bardzo jesteś świadom swoich słów? Czy raczej... Świadom tego, do kogo je kierujesz? - zapytała, nadal odsłaniając swoje zęby w szerokim uśmiechu. Gdyby była dzisiaj w niezwykłym perfidnym humorze, mogłaby to przecież wykorzystać. Potyczki słowne działały przecież w dwie strony, a odwracanie kota ogonem wychodziło pannie Malfoy nader dobrze. Mogłaby użyć tych słów przeciwko niemu, bo nie lubiła, gdy ktoś rzucał takowe na wiatr. Z autopsji wiedziała, że mówić pięknie może nauczyć się każdy. Jedynie nieliczni mieli w sobie dość odwagi, by przekuć słowa w czyny, aby nie zostały jedynie pustymi obietnicami i frazesami.
Całe szczęście Eden została już zabawiona na tyle, by nie myśleć o niczym nikczemnym. Na ten moment.
- Listy też mogę pisać - wzruszyła ramionami, obdarzając go zuchwałym uśmiechem. Założyła nogę na nogę, oparła ręce za plecami, tym razem łapiąc przeciwległe brzegi regału. - Ręcznych ornamentów nie mogę obiecać, nie jestem artystką. Aczkolwiek perfumowana papeteria jest jak najbardziej marzeniem do spełnienia. Jaki zapach ci się podoba? Wybrać jakiś bliski twojemu sercu, czy może wystarczy ten, który teraz mam na sobie? - zapytała niewinnie, patrząc na niego dziecięcymi oczyma; prawie tak, jakby naprawdę chciała z czystego serca spełnić jego życzenie. Jeśli jednak mowa o perfumach, Eden od lat nosiła te same, o zapachu róży. Poza zwyczajną personalną preferencją uważała je za niebywale pasującą alegorię - w końcu kwiaty były piękne, lecz najlepiej było je podziwiać z daleka, gdyż obecność kolców sprawiała, że dotyk mógłby skończyć się nieprzyjemnie.
- Niestety nie zostałam obdarzona ani brutalnością, ani siłą - oświadczyła z wymuszonym smutkiem w głosie. - Ale za to mam wiele innych atutów. Słowo honoru - oświadczyła, przykładając dłoń do piersi. Zupełnie jakby chciała uroczyście przysiąc, że wcale, ale to wcale, nie knuje niczego niedobrego. Zabawne, że ktoś pokroju Eden Malfoy przyrzekał na honor. Można było pomyśleć przecież, że w ich rodzinie krzewiono tradycję pozbawiania go dzieci jeszcze przed trzecimi urodzinami.
- Uuu, nepotyzm - skomentowała pierwotny komentarz dotyczący przestępczyni w taki sposób, jakby chwaliła koleżankę za doskonały gust w kwestii doboru ulubionego drinka. Nawet zalotnie machnęła dłonią! - Nie wiem, jak ty, ale ja uważam pozbywanie się mężów za totalnie pociągające - oświadczyła, gotowa przechodzić do dalszej analizy. Niemniej coś ją chyba tknęło, może aniołek siedzący na jej prawym ramieniu (który zwykle był podduszany przez diabełka siedzącego na lewym), że taki rodzaj szczerości może zostać obrany opacznie przez drogiego Longbottoma. Chodziło o inny kompas wartości. - Takich znęcających się nad żonami, oczywiście - zreflektowała się. Na chwilę uśmiech zszedł z jej twarzy, można nawet było to przez moment nazwać głupią miną, ale błyskawicznie potrząsnęła głową i nonszalancko przeszła do części kluczowej ich nowego zajęcia.
Zmrużyła oczy, jakby nie widziała zbyt dokładnie, a chciała się skupić na szczegółach. Nawet nachyliła się nieco nad zdjęciem nowego obiektu oceny, by przyjrzeć się lepiej. Po paru sekundach wyprostowała się i spojrzała na towarzysza.
- Właściwie czemu nie pozwoliłeś mi ocenić tamtej kobiety? - zaciekawiła się, lecz zrobiła to takim tonem, jakby zarzucała Longbottomowi narzucanie jej preferencji. - Zaś co do tego - wróciła szybko do zdjęcia leżącego przed nią. - Nie podoba mi się jego wąs. Zapewne niejedną p... - urwała, gryząc się w język. Poczuła się przy Eriku komfortowo, zbyt komfortowo. Takie chamskie teksty nie przystoiły komuś jej pokroju, musiała przystopować. - Niejedną pannę zachwyciły, ale to nie moje klimaty. Poza tym jest ciutkę za stary, wolę młodszych facetów - przyznała otwarcie, zerkając kątem oka na brygadzistę. - Mocne 4/10. Chcesz grać dalej? - zapytała, poklepując go po kolanie. Zupełnie przyjacielsko, naprawdę! Przecież powiedziała, że nie lubi do niczego zmuszać.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~