Słodka, urocza, ale na pewno nie głupia. Przejęta, zdenerwowana i na pewno nie uśmiechnięta. Powiedz, kiedy ta bajka stała się zła? Do którego punktu musielibyśmy się cofnąć, żeby tego uniknąć? Żeby stała się piękna, słodka na nowo? Jak cukierek albo biała czekolada rozpuszczająca się w ustach. Ale to nie teraz, kochanie. Nie tu i tym bardziej - nie teraz.
Nie chciał jej dać się poznać, nie chciał się otwierać przed kolejną osobą. Nie chciał doświadczać zdrady i nieprawidłości tego świata. Jego nieprawości, jego błędnych i haniebnych ścieżek. I jednocześnie chciał doświadczyć je wszystkie. Objąć ramionami i zapaść się z nimi po raz kolejny na samo dno, kiedy pękają doszczętnie struny nerwów i nie pozostaje nic innego poza ich kojeniem. Zaplątał się właśnie przypadkiem na drogę - i wplątał w nią Elaine - gdzie być nie chciał razem z nią. Próbował się wycofać - a teraz to ona podążała. Chcąc zrozumieć. Bóg jej świadkiem - miała prawo. Nic tak bardzo nie gryzło w głowę jak brak świadomości tego, co się wokół ciebie dzieje. Co kryją ludzie, których uważałeś za bliskich. Którzy mieli cię chronić i ci pomagać. Nagle Edge, jej brat, stawał się kiś złym? Nagle jego anioł stawał się koszmarem. To była krótka znajomość, ale czuł iskrzenie między nimi na zupełnie innej płaszczyźnie. To było prawdziwe. Niestety chemia to za mało, żeby mówić o poznaniu drugiego człowieka.
- To nie ja powinienem ci o tym opowiedzieć. - Wybrnął z tego, a w gruncie rzeczy przerzucił ciężar tej rozmowy w inną stronę. Nie wiedział nawet, czy czasem nie skrzywdzi tym samym Elaine - bo może Crowowi odjebie, kiedy do niego przyjdzie? Nie, przecież nie mógł jej tak z tym zostawić. Nie mógł ją odsyłać w ręce tego niebezpiecznego człowieka bez uświadomienia jej, że nawet jeśli był smutny, łagodny, zasłużył na drugą szansę jak każdy to trzeba wiedzieć, z kim się zadajesz. Bo niestety minęło tyle lat, że Laurent nie miał pewności, czy tamtemu człowiekowi całkowicie nie odpierdoliło. Tylko jak miał jej to powiedzieć? Że kochał się z JEJ BRATEM? Jej bratem. Mówiła tak w zasadzie na wszystkich w tym cyrku, więc to chyba nie chodziło o więzi krwi, ale wcale nie był pewien. Nie dopytywał. Teraz to brzmiało, jakby jednak byli spokrewnieni. A nie, nawet nie "przespałem". Bardzo adekwatne byłoby "pieprzył mnie w trójkącie z szurniętą sadystką". Tak. To były jedne z bardziej bolesnych wspomnień jego życia. - Edge, którego znasz, pracował dla złych ludzi i robił złe rzeczy. Nie wiem, czy robi to nadal czy nie... ale robił. - Ty... też je robisz? Zdawały się poniekąd pytać jego oczy, kiedy w napięciu patrzył na Elaine. - Ty... naprawdę niczego nie wiesz. - Herbata... czy herbata byłaby odpowiednia? Chyba by pomogła na jakieś zajęcie czymś dłoni czy ust, ale wcale nie chciał tu zostawać i przeżywać piekielnego dramatu w cyrku, z cyrkowcami. Nie chciał... chyba... - Daj mi... chwilę... - Z tą herbatą. Na zastanowienie się, na przeprocesowanie, na... cokolwiek.