Jej ciemne oczy spoczęły na nauczycielu z delikatnym zawodem. Nie tego oczekiwała. Profesor próbował wyciągnąć od niej informacje na temat tego, czego się bała, a nie to było w tym najważniejsze. Najważniejsze było to, aby wiedzieć, czy może sama się dowiedzieć jak strzec się przed kimś kogo nie chce się spotkać. Było to skomplikowane i powinna to już szybciej przemyśleć, a nie próbować szukać pomocy u innego mężczyzny. Kolejny raz zauważyła, że faceci nie potrafią rozwiązywać skutecznie problemów. Będzie musiała sobie poradzić z tym problemem sama, będzie musiała znaleźć odpowiedzi w taki sposób, aby nie dopuścić do siebie Desmonda, a żadna wróżba nie przepowie jej prawdy. Gdy wspomniał o Czarnym Panie Maya jedynie drgnęła na dźwięk jego imienia. Nie był jej największym problemem, jej problemem był po prostu obsesyjny kolega ze szkoły, który nie chciał dopuścić do siebie słów odmowy. Takie osoby nie miały miejsca w jej życiu, takie osoby nie powinny nawet na nią patrzeć, ale Malfoy osiągnął swój cel. Zaszczepił w niej myśli o nim, obawę przed nim, a listy, które jej wysyłał wyryły się w jej pamięci, aż do dziś dnia. Była pewna, że jeśli ktoś wyrwie ją z głębokiego snu w środku nocy i zapyta o ich treść byłaby w stanie je bez problemu wyrecytować.
Ostrzeżenie nauczyciela o tym, że wróżbiarstwo może spłatać jej figla jeśli będzie chciała nie dopuścić do danego spotkania było przydatne. Może jeśli przestanie tak ciągle myśleć i bać się tego, co stanie się, gdy opuści szkołę to żadne spotkanie z Desmondem nie będzie miało miejsca? Może on już ją sobie odpuścił? Może znalazł sobie żonę i zajął się prowadzeniem rodzinnego życia? Może tamte listy nie były groźbami, a jedynie żartem, który miał być zemstą za jej odrzucenie go? Nie wiedziała i może lepiej, aby przestała o tym myśleć? Z każdym dniem była coraz bardziej niewyspana, eliksiry, które zażywała na sen były spoko, działały, ale budziła się i tak zmęczona, a to odbijało się na jej skupieniu. W końcu podniosła się z miejsca i cicho westchnęła.
– Nie. To po prostu moja głupia ciekawość. Nic poza tym. Niech pan nie przejmuje się tym wszystkim i nie chodzi o strach przed tamtym człowiekiem. Chodzi całkowicie o coś innego, ale nie mogę o tym za wiele panu powiedzieć. Mimo wszystko dziękuję za poświęcony czas – skłoniła się delikatnie, zgarnęła swoje rzeczy i wyszła z klasy kierując się w stronę umówionego miejsca, w którym zawsze umawiała się z Peppą.
Miała nadzieję, że nauczyciel nie będzie zawracał sobie tym wszystkim głowy, że to nie będzie kolejny problem, który ściągnęła na swoje barki i na całą rodzinę. Była czasami głupia z powodu swoich obaw związanych z tym, co zastanie na zewnątrz. Wracała tam zawsze na dwa miesiące i szybko chowała się w szkole. Teraz będzie musiała założyć swoje życie, znaleźć cel, który będzie chciała osiągnąć, a nie mogła tego robić wiecznie bojąc się o to, że spotka Desmonda, któremu nie wiadomo co strzeli do głowy. Wiedział doskonale kiedy Maya kończy szkołę, wiedział mniej więcej skąd pochodzi, gdzie mieszka, a jej rodzina wcale nie jest aż tak nieznana jeśli miało się odpowiednie kontakty. Miała tyle szczęścia, że jej ciotki zawsze ją obronią i jej pomogą.