Odważyła się sięgnąć do jego dłoni spróbować ją złapać w swoje drobne ręce. Chciała dać mu odrobinę swojego ciepła, aby przestał być zdenerwowany. Nie chciała go skrzywdzić, nie chciała też, aby się jej bał. Nie chciała, aby bał się Flynna, bo przecież Flynn zawsze był dobry, prawda? Ratował Londyn z plugastwa polując na uliczne szczury. To nie mogło być złe? Kto uznałby za złe usuwanie szkodników z ulic? Wtedy nie rozprzestrzeniały się choroby, nie było takiej zgnilizny, a ludzie byli bezpieczniejsi, prawda? Patrzyła na niego zmartwiona, próbując wyczytać z jego twarzy jego myśli, ale nie potrafiła czytać zwykłych liter, więc jak miała odczytać myśli swojego rozmówcy. Błagała siebie w duszy, aby tego nie zepsuć, aby to naprawić. Chciałaby mieć zdolność cofnięcia się w czasie i nie zaciągania go do namiotu. Dlaczego nie mogła być normalną dziewczyną? Mogła przecież wciągnąć go do łóżka i nie byłoby tej rozmowy? Nikt nie czułby strachu, a Laurent nie opowiadałby jej bzdur na temat Flynna! Wystarczyło, że byłaby mniej niewinna, a bardziej odważna i zadziorna jak prawdziwa kobieta! Nie była już dzieckiem. Chciała to naprawdę w jakiś sposób uratować, chciała jakoś odciągnąć jego myśli od tego, co psuło mu humor, co psuło jego poczucie bezpieczeństwa. Chciała go w jakiś sposób zadowolić, ale nie wiedziała jak. Nie znała go za dobrze, nie wiedziała do końca kim był. Mamił ją miłym słowem, mamił ją komplementami. Miał być jej słońcem, jej radością, przyjemnością, a stawał się ciemną stroną księżyca, która chciała pokazać jej zło świata, która chciała pokazać jej, że nawet nie zna własnego brata, którego przyjęła do życia po tym jak zostawił Alexa sprawiając, że ten był podłamany i nie był szczęśliwy. Elaine czuła się odpowiedzialna za każdą emocję, która pojawiała się w jej otoczeniu, za każdy smutek, za każdy strach – chciała wszystkich zadowolić.
Czuła, że go traciła, czuła, że Laurent nie chciał już z nią rozmawiać jak wcześniej. To wszystko dlatego, że odkrył iż jej brat to Flynn – Flynn z jego przeszłości, której Elaine nie znała, a której nikt nigdy nie chciał wszystkiego powiedzieć. Każdy dookoła wiedział wszystko, a ona dowiadywała się na końcu, ostatnia, w brutalny sposób. Gdy zaczął mówić, że Flynn robił złe rzeczy dziewczyna pokręciła głową z wymalowanym szokiem, a widząc jego pytanie, którego nie powiedział, a które głośno pomyślał czuła się tak jakby dał jej w twarz i chyba wolałaby, aby ją uderzył niż posądził ją o bycie złą. Kradła, ale nie była zła. Kradła, aby przeżyć, aby czuć, że mogła żyć jak inni. Nigdy nie miała szansy na edukacje, nigdy nie miała szansy na normalną pracę. Cyrk był czasami jak ul – pochłaniał wszystkich w swoje struktury, a każdy kto do nich dołączył stawał się dzwoneczkiem, pszczołą, która miała zadanie pracować na to, aby cały cyrk poprawie działał. Miała tylko cztery latka, nie znała innego świata, została porzucona, została odnaleziona i zamierzała się Bellom za to odwdzięczyć, ale nie była zła! Chciała być dobra, nieść radość, nieść poczucie, że każdy może tu należeć i nie być ocenianym. Dlaczego on tak bardzo patrzy w jej oczy w ten podły sposób. Pokręciła znowu głową próbując to sobie ułożyć.
– Jak złe rzeczy? – zapytała chociaż chciała zapytać o coś innego, ale bała się prawdy. – Nie mogę w to uwierzyć, rozumiesz? Ja… nie wiem… Laurent, do jasnej cholery – wydusiła z siebie patrząc na niego wyczekująco. – Proszę… wyjaśnij mi… – ale nie wiedziała, co miał jej wyjaśnić. Nie wiedziała jak się zachować. Nie chciała mu pozwolić odejść, ponieważ nie chciała go tracić. Czy to, że Flynn był jego przeszłością skreślało ją jako jego przyjaciółkę? Co tak złego robił jej brat, że ten był na nią zły? Bał się jej? – Dlaczego boisz się mnie? – zadała najważniejsze pytanie...