Nad odpowiedzią na zadane mu pytanie musiał się przez chwilę zastanowić. Wysoka śmiertelność u Aurorów stanowiła smutny fakt, jednak było to niezwykle prestiżowe i odpowiedzialne stanowisko. Uważał, że stawiane Aurorom wymagania były zasadne, skoro ci czarodzieje mieli zajmować się czarodziejami i czarownicami uprawiającymi czarną magię. W przeciwieństwie do Brygadzistów, do ich obowiązków nie należało pilnowanie porządku na ulicach magicznego Londynu i chociażby dbanie o to aby posiadacze mioteł parkowali we właściwy sposób.
— Przez charakter wykonywanej przez Aurorów pracy tak wysokie wymagania są uzasadnione. Wszyscy czarodzieje chcący zostać Aurorami są świadomi ryzyka trwałego uszczerbku na zdrowiu, jak i śmierci. Nie zajmują się wszystkimi przestępstwami, tylko tymi powiązanymi z czarną magią. Od wszystkich innych są Brygadziści. Jeśli to Ciebie martwi to wystosuj list do Proroka Codziennego albo do samego Ministerstwa. — Starał mu się wytłumaczyć to, dlaczego Ministerstwo kładło tak duży nacisk na kandydatów chcących zostać Aurorami i dlaczego to było słuszne. Ryzyko uszczerbku na zdrowiu i utraty życia były wpisane w ten zawód. Do jego pełnienia brano tylko najlepszych. Na pewnym etapie życia nawet on rozważał obranie tej ścieżki kariery. Nie zawracał sobie głowy takimi obawami, ale też nie zignorował uwag swojego rozmówcy.
— Interesujące... pod tym względem, że doszło do takiej sytuacji w związku ze śmiercią tego mężczyzny. To jednak tragiczne, że oboje umarli. Czytałem kiedyś o samozapłonie, może to spotkało tego mężczyznę. Nie liczyłbym na wiele, nawet jeśli uda się im to wyjaśnić. — Zainteresowało go, choć całą sytuację uważał za tragiczną. Bo jednak umarło dwoje ludzi i nawet po śmierci nie mogli się odnaleźć. Czytał o tego typu zjawiskach, których występowanie w świecie czarodziejów wydawało mu się bardziej prawdopodobne niż w świecie mugoli. Ten czarodziej spełnił swój obywatelski obowiązek, reszta już leżała w rękach Ministerstwa.
— Powodzenia w szukaniu odpowiedniego lokum. Właśnie dlatego uważam to za głupotę. Ministerstwo obserwowało także Sabat i na wiele się to nie zdało. To jednak nie moje zmartwienie, mieszkam w znacznie bardziej bezpiecznym miejscu, niż Dolina Godryka. — Zwrócił się do tego czarodzieja, który teraz wydawał mu się co najmniej szalony skoro chciał tutaj zamieszkać, nawet jeśli była niewielka szansa na kolejny atak. Są jeszcze potwory i dziwne zjawiska, z którymi mieli właśnie styczność.
— Na mnie już pora. Do zobaczenia. — Przeprowadził z tym czarodziejem całkiem ciekawą rozmowę, jednak teraz trochę zaczął naglić go czas. Musiał przecież wrócić do domu, do rodziny. Dlatego w końcu pożegnał tego czarodzieja i oddalił się w obranym wcześniej kierunku.