12.11.2023, 22:49 ✶
Niesamowite, jak wiele informacji można było wyłapać właśnie z pomocą węchu – i jak niewiele osób w ogóle myślała o tym, żeby spróbować zamaskować własną woń. Ale dobrze, bardzo dobrze – przynajmniej dla Bones i organizacji, jakie sobą reprezentowała – bo niezwykle czuły nosek mimo wszystko pozwalał na wyciągnięcie dodatkowych szczegółów, które normalnie zapewne pozostałyby niezauważonymi, a tym samym całe dochodzenie brałoby w łeb. Ewentualnie było mocno utrudnione.
Dom, wokół którego węszyła, nie wywoływał żadnych pozytywnych skojarzeń; nie zachęcał nijak do zbliżenia się do niego. Mało tego, wyglądało, jakby nikogo w nim nie było – w końcu pora nie była aż tak późna, żeby posądzać lokatorów o udanie się na spoczynek. A jednak… ciemność. Nie miała też specjalnie wielkiej nadziei na to, że coś wyczuje, gdy ruszała na obchód wokół domu. Smród dymu budził niepokój łagodzony faktem, że nie dochodził jednak od domu Meadowesa; ale wciąż, mogła to być jedynie woń papierosów bądź… bądź jednak uwolniono tu czarnomagiczne zaklęcia, od których na samą myśl jeżył się włos na karku kobiety. Gdyby tylko mogła z całą pewnością rozsądzić, co tak naprawdę tu wyczuwa… gdyby tylko. I jeszcze ci pijacy – niestety przykuła ich uwagę. Mysl, żeby jednak podejść i spróbować ich podpytać pierzchła tak szybko, jak się pojawiła; może i była całkiem pewna, że w razie czego poradziłaby sobie z nimi, ale i też obawiała się, że to „w razie czego” mogłoby zanadto eskalować. Stąd też po prostu zbyła ze śmiechem w głosie, że może kiedy indziej, bo teraz nie da rady i postarała się jak najszybciej zniknąć im z oczu.
W każdym razie, pochwyciła tę nutę, na której jej najbardziej zależało. Złożyli wszystko w całość, więc wydawało się, że nie mogło dojśc do pomyłki i Catherine w istocie musiała przybyć dokładnie tutaj – ale też po drodze mogły się wydarzyć różne rzeczy. Mogła zmienić zdanie. Mogła nie trafić do Meadowesa. Mogła zostać dopadnięta przez kogoś innego…
… ale wyglądało na to, że udało jej się tu dotrzeć. Jednak.
Tylko co dalej? Zatrzymała się na chwilę, próbując złapać porządnie tę woń, ocenić, dokąd ona prowadziła. Choć znowu, nie mogła specjalnie długo tu stać, jeszcze przykuje niepożądaną uwagę… Dlatego jednak ruszyła dalej, żeby zakończyć tę małą wycieczkę – o ile nie wyczuła nic więcej, bo w takim przypadku po prostu zdecydowałaby się poniuchać jeszcze troszkę – i wrócić do towarzyszy, z krótkim, cichym komunikatem:
- Była tu.