12.11.2023, 22:50 ✶
Obcy kraj to jednak nie Brytania, gdzie zewsząd słyszało się znajomy język. Tak że tutaj, z dala od domu… tak, można się było poczuć zagubionym; ba, nawet nos trochę głupiał, łapiąc wonie, których nie znał. Oczywiście część zapachów była wręcz uniwersalna i zapewne dało się je odnaleźć w każdym miejscu na ziemi, niemniej ostateczna mieszanka, jaka powstawała, była wszędzie dość unikatowa. Nie inaczej więc było z Sztokholmem – część wydawała się znajoma, ale ta druga część dobitnie udowadniała, że znajdowały się w bardzo, bardzo obcym mieście. Pierwsza taka od bardzo, bardzo dawna… a i tak nie dało się jej nazwać urlopem. Bo bynajmniej nie był to urlop, nawet jeśli na dłuższą metę postanowiły skorzystać z okazji i wyszarpać parę chwil dla siebie.
Póki co, przemierzała uliczki szwedzkiego miasta (kilka razy się upewniała, że Szwecja, że nie nastąpiła pomyłka i Brenna przypadkiem nie załatwiła świstoklika do Szwajcarii myśląc, że mimo wszystko wyciera się w północne rejony świata – talent Longbottom do mylenia, albo raczej o przekręcania nazw był już chyba wręcz legendarny) starając się jednak docenić urok chwili. Miejsca też. W końcu znajdowała się w obcym kraju, gdzie wszystko wyglądało ciekawie – a przynajmniej to, co widziała – miała też kuzynkę u boku; czego więc chcieć więcej? Hm, może tego, z kim połączyła ją więź Beltane, ale…
… to i tak nie była wycieczka,, na którą by go zabrała, a przynajmniej nie w tej chwili.
- Tak, koniecznie musimy zerknąć na wzgórza, z pewnością będzie stamtąd niezły widok. Urwiska też – odparła i uśmiechnęła się lekko. Pocztówki to wręcz konieczność; miała zresztą w planach zerknąć do jakiegoś sklepu i zaopatrzyć się może w parę drobiazgów – na pamiątkę i… może nawet niekoniecznie tylko dla siebie – Nie zapominaj o sobie, tobie też koniecznie muszę zrobić parę zdjęć – przypomniała – A najlepiej, to jakbyśmy kogoś poprosiły... – stwierdziła jeszcze, dochodząc do wniosku, że przecież zdecydowanie razem powinny się uwiecznić. A następnie oprawić zdjęcia i ustawić w pokoju, na widoku. A przynajmniej taki miała zamiar Mavelle.
- No dobra, to zobaczmy, co on ma do powiedzenia... – westchnęła cicho, gdy dotarły w końcu do celu. Bones nie robiła sobie wielkich nadziei – tak, zdecydowanie dobrze, jeśli się okaże, że dowiedzą się czegoś pomocnego o jej stanie i o tym, jak to w ogóle odwrócić, ale jeśli nic z tego… no to cóż, zostanie po prostu się cieszyć tym, że spędzała czas z kuzynką i mogła na krótką chwilę oderwać się od codziennych problemów.
Bo przecież załamanie rąk i rozpłakanie się nie wchodziło w grę.
Zastukała do drzwi, i po krótkiej chwili oczekiwania zostały wpuszczone.
Póki co, przemierzała uliczki szwedzkiego miasta (kilka razy się upewniała, że Szwecja, że nie nastąpiła pomyłka i Brenna przypadkiem nie załatwiła świstoklika do Szwajcarii myśląc, że mimo wszystko wyciera się w północne rejony świata – talent Longbottom do mylenia, albo raczej o przekręcania nazw był już chyba wręcz legendarny) starając się jednak docenić urok chwili. Miejsca też. W końcu znajdowała się w obcym kraju, gdzie wszystko wyglądało ciekawie – a przynajmniej to, co widziała – miała też kuzynkę u boku; czego więc chcieć więcej? Hm, może tego, z kim połączyła ją więź Beltane, ale…
… to i tak nie była wycieczka,, na którą by go zabrała, a przynajmniej nie w tej chwili.
- Tak, koniecznie musimy zerknąć na wzgórza, z pewnością będzie stamtąd niezły widok. Urwiska też – odparła i uśmiechnęła się lekko. Pocztówki to wręcz konieczność; miała zresztą w planach zerknąć do jakiegoś sklepu i zaopatrzyć się może w parę drobiazgów – na pamiątkę i… może nawet niekoniecznie tylko dla siebie – Nie zapominaj o sobie, tobie też koniecznie muszę zrobić parę zdjęć – przypomniała – A najlepiej, to jakbyśmy kogoś poprosiły... – stwierdziła jeszcze, dochodząc do wniosku, że przecież zdecydowanie razem powinny się uwiecznić. A następnie oprawić zdjęcia i ustawić w pokoju, na widoku. A przynajmniej taki miała zamiar Mavelle.
- No dobra, to zobaczmy, co on ma do powiedzenia... – westchnęła cicho, gdy dotarły w końcu do celu. Bones nie robiła sobie wielkich nadziei – tak, zdecydowanie dobrze, jeśli się okaże, że dowiedzą się czegoś pomocnego o jej stanie i o tym, jak to w ogóle odwrócić, ale jeśli nic z tego… no to cóż, zostanie po prostu się cieszyć tym, że spędzała czas z kuzynką i mogła na krótką chwilę oderwać się od codziennych problemów.
Bo przecież załamanie rąk i rozpłakanie się nie wchodziło w grę.
Zastukała do drzwi, i po krótkiej chwili oczekiwania zostały wpuszczone.