Gdyby podążająca za nim jak cień Olivia była Aurorem to nawet nie zauważyłby jej podczas próby śledzenia go. Nie można jednak temu zaprzeczyć, że radziła sobie z tym i to zdołało go stosownie go zaniepokoić oraz sprawić, że zaczął się zastanawiać nad tym, czy nie jest kolejnym celebrytą, za którym podążała z taką wytrwałością i zaangażowaniem przez całą wytyczoną przez niego trasę. Sytuacja, która miała miejsce, skutecznie odciągnęła go od załatwiania swoich dalszych spraw. Przyglądał się młodej kobiecie i zmieniającej się jej mimice twarzy. Głaskanie i drapanie psów było całkiem dobrym pretekstem. Drapane za uszami i głaskane psidwaki wyglądały na szczęśliwe w tym momencie.
— Lepsze odzywki mają współcześni pierwszoklasiści. — Powoli się prostując, uniósł jedną z brwi i spojrzał na młodą kobietę z dozą dezaprobaty. Wcale nie. Rzucał podobnymi odzywkami w czasach przed rozpoczęciem edukacji w szkole magii i podczas przez całą pierwszą klasę, dopiero z czasem stając się bardziej wyszczekanym. Zasłynął nie tylko ze swoich spektakularnych dokonań sportowych, ale także z własnej bezpośredniości. Nie musiał używać przy tym wulgarnych słów aby komuś przygadać. Dbając o swój wizerunek w oczach swoich fanów i mediów wiedział, że nie może pozwolić sobie na pewne zachowania. Powinien myśleć o tym nawet teraz, w obliczu tej sytuacji. Bez niej miał wystarczająco dużo swoich problemów. — Można. Można też podejść do takiej osoby zamiast się uciekać do takich podchodów. — Z tym, że ktoś idzie w tę samą stronę, Philip nie miał żadnych problemów i tak by to postrzegał, gdyby nie to przeczucie, którego doświadczył.
— Przyjmuję twoje przeprosiny. Chcesz czegoś ode mnie? Chociażby autografu? — Pomimo tego, że ta cała sytuacja była dla niego stosunkowo niekomfortowa, nie zamierzał się unosić. Przeprosiła go. Skoro wiedziała, że jest sławny i za nim szła to czy chciała czegoś konkretnego od niego. Dla niego na porządku dziennym było bycie proszonym przez obcych mu ludzi o autograf. Dlatego starał się uprzedzić fakty. Jeśli chciała taki dostać dla siebie albo dla kogoś to miała parę chwil na podjęcie decyzji. Jeśli nie chciała to zamierzał wrócić do swoich spraw.
Niespodziewanie zamarł w miejscu, jakby trafiony zaklęciem paraliżującym. Poczuł, że z jakiegoś powodu ma problemy ze zachowaniem równowagi. Nie było to dla niego naturalne... nie oberwał wystarczająco dużo razy tłuczkiem w głowę i ogólnie cieszył się bardzo dobrą kondycją fizyczną oraz motoryką, a mimo to teraz musiał równowagę. Podobnie jak towarzyszące mu psy, które przewróciły się na bok i cicho zaskomlały. Poczuł jakby znajdowało się coś, czego nie potrafił nazwać. Przywodziło na myśl jakąś powłokę, materiał który mógł pochwycić. Jednak gdy sięgnął ku niemu dłonią, jego palce natrafiły jedynie na pustkę. Za każdym razem było tak samo. Nie rozumiał tego. Nie potrafił zrozumieć.
— Też to widzisz...? — Zwrócił się odruchowo do kobiety, która mogła mieć takie same problemy co z zachowaniem równowagi i która sama natrafiła na tak specyficzną przeszkodę, której również nie udawało się jej pochwycić w dłoń.