Nie sądziła, że podejdzie do tego w taki sposób. Najwyraźniej i w Eriku siedziało sporo, czego nie zauważyła wcześniej. Nie miała pojęcia, że bierze tak wszystko do siebie, chyba pękł skoro jej to tak wyliczał. Wiedziała, że ma sporo na głowie, nie sądziła jednak, że obwinia się za wszystkie niepowodzenia. Trochę ją to ruszyło. - Nie rób z siebie takiej ofiary, przecież wiem, że wszystko, czego się nie dotkniesz zamienia się w złoto. Jesteś taki doskonały, najlepszy we wszystkim! - Odpyskowała mu ponownie, chociaż miała chęć przestać, jednak jej honor jej na to nie pozwalał. Nie przeprosi go pierwsza za ten niezaplanowany wybuch, nie ma szans!
Działali dzisiaj na siebie wyjątkowo źle. Żadne z nich nie chciało odpuścić, cóż nie pierwszy raz. Zaraz zaczną na siebie wyciągać brudy z czasów magicznego przedszkola, jeśli tak dalej pójdzie. Tyle, że nie panna Figg nie widziała innej możliwości, niż kontynuowanie kłótni. Nie daj Merlinie, że miałaby go tutaj jeszcze przeprosić, na pewno do tego nie dojdzie, nie tym razem!
- Na pewno, marzę o tym, żeby przejechać się traktorem, jak ty mnie dobrze znasz. To wszystko, to zazdrość o twoje niesamowite przygody. - Miała ochotę na niego warknąć, jednak jeszcze nie posunęła się do ostateczności. Jeśli jednak ta rozmowa nadal będzie się toczyć w podobny sposób, to prędzej, czy później pokaże swoje prawdziwe oblicze, to bardzo nieprzyjemne, które było schowane baaardzo głęboko panny Figg, które było dane zobaczyć tylko nielicznym. Na całe szczęście Erik powinien być przygotowany, nieraz już dostąpił tego zaszczytu.
Kiedy kontynuował swój wywód spoglądała na niego z niedowierzaniem. Naprawdę przeszli do momentu, w którym rozmawiali o tym, jaki był niesamowity? Kiedy to się właściwie wydarzyło. - NAWET SOBIE NIE MYŚL, że dołączyłam do twojego fanklubu, chyba cię pogrzało. - Miała świadomość, że Erik jest jednym z najbardziej popularnych czarodziejów w Londynie, nie zamierzała tego negować, ale rozzłościło ją to, że zamierzał dopisać ją do reszty fanek. - Uważaj, żebym ci zaraz nie przyłożyła w ten nos. - Wysyczała jeszcze przez zęby, chociaż trudno było jej groźbę traktować poważnie, przecież by nie dosięgła...