Znałaś tę legendę, aż za dobrze. Matka była jak była, ale często czytała ci ten mit do poduszki – o bogu piekieł, który zakochał się w niewinnej dziewczynie i ja porwał. Czasami marzyłaś o tym, aby i ciebie ktoś porwał, ale jednak wiedziałaś, że porwania nie były sielankowymi mrzonkami o wielkich miłościach, więc raczej wrzucałaś takie myśli z głowy. Wolałabyś uciec, zniknąć, ale na pewno nie trafiać do kolejnego więzienia. Nie rozumiałaś dlaczego się śmiał, nie rozumiałaś, co go rozbawiło, ale z grzeczności uniosłaś kąciki swoich ust w czymś na kształt uśmiechu, niepewnego i niekomfortowego, ale pokazałaś mu, że nie jesteś gburka, prawda? Twoje brwi lekko się ściągnęły, gdy ten również wbił w ciebie spojrzenie. Chyba nie rozumiał tego, co robiłaś i dlaczego to robiłaś. Całe twoje życie polegało na tym, aby uczyć się zachowania innych osób, aby wiedzieć jaki mają nastrój i jak będą się wobec ciebie zachowywać. Jaką krzywdę mogą wyrządzić ci źle odczytane emocje na twarzy innej osoby. Teraz też nie chciałaś, aby Hades zrobił ci krzywdę, aby sprawił, że poczujesz się podle. Jego śmiech nie był przyjemny.
– Nie mnie to oceniać, nie zaglądam ci do łóżka – odpowiedziałaś unosząc lekko podbródek.
Czy próbował cię zawstydzić? Sprawić, abyś się zarumieniła jak niewinna, dziewica niewydymka? Wiedziałaś, co to seks, wiedziałaś na czym polegał i nie zamierzałaś się rumienić tylko dlatego, że jakiś nieokrzesany, mały demon z Anglii postanowił w twoim towarzystwie wspominać o dziwkach. Mogłaś otwarcie stwierdzić, że mężczyzna się w nie pakował sam, albo je wręcz przyciągał. Jego twarz sama prosiła się o pięść, wyglądał zawsze podejrzanie i za twarzowe powinien dostać po pysku tak po prostu, ale nie ty byłaś od tego. Nie potrafiłaś używać siły, starałaś się pracować nad swoją tężyzną, ale nigdy tego nie robiłaś. Bój udawało ci się ukończyć, bo byłaś zawsze w parze z potężnym Hjalmarem, a on korzystał z twojej wiedzy. To była symbioza.
Irytował cię jego uśmiech, jego pewność siebie, to jak na ciebie patrzył. Frustrowałaś się, że był pewny każdego twojego ruchu, każdego twojego gestu. Czułaś, że on tak się uśmiecha, bo chce cię rozgryźć, bo wrzuca cię do wora innych panienek, które w jego towarzystwie zapewne rozkładały nogi. Miał w sobie jakiś magnetyzm, który sprawiał, że czułaś podniecenie w szkole, ale teraz próbowałaś się opanować. Ochłonąć i nie dać się zmanipulować. Być oazą opanowania i chłodu. Gdy nazwał cię księzniczką twoja twarz złagodniała, a oczy zwęziły się. Czyżby w twoich oczach pojawiło się rozbawienie? Czy to bezpieczne tak ulegać? No tak, byłaś pewna, że nic ci z jego strony nie grozi. Był w końcu przyjacielem twojego brata, prawda? Tylko dlaczego przestali utrzymywać kontakt?
– Nie wyglądasz na smakosza herbat. Bardziej pasuje do ciebie smakowanie bimbru w piwnicy jakiegoś podejrzanego typa – odważyłaś się go zaczepić. Nigdy się tak nie odzywałaś w towarzystwie Otto. Byłaś ciekawa, gdzie jest jego granica i na ile mogłaś sobie pozwolić w jego towarzystwie.
– Przyniosę – podniosłaś się i ruszyłaś do kuchni. Nie wyczułaś od niego nic podejrzanego. Nie każdy lubił gorzką kawę, a mogłaś przecież od razu przynieść ten nieszczęsny cukier. Weszłaś do kuchni i szybko zgarnęłaś cukiernicę, ale zatrzymałaś się w połowie drogi powrotnej i wróciłaś się jeszcze po to whisky. Może doceni twój gest i nie będzie tak niekomfortowo jak dotychczas? Wzięłaś w połowie opróżnioną karafkę z whisky w drugą rękę i w końcu wróciłaś.
– Proszę – postawiłaś na stoliku cukier i whisky, a potem usiadłaś w swoim fotelu i napiłaś się ze swojej filiżanki herbaty. Zmarszczyłaś brwi, bo dziwnie smakowało, ale może to dlatego, że już odrobinę wystygła? Wzruszyłaś ramieniem i po trzecim łyku odstawiłaś filiżankę na stoliczek. Zaczęło ci się robić jakoś zbyt ciepło, więc wstałaś.
– Też ci tak… ciepło? – zapytałaś i sięgnęłaś po swoją filiżankę herbaty, bo zaczynało ci zasychać w ustach, więc potrzebowałaś trochę się napić, ale to nie pomogło. Zaczęło ci wirować w oczach. – Dziwnie się czuję, chyba muszę… świeżego… powietrza – ruszyłaś w stronę okna na chwiejnych nogach, ale było to cholernie trudne. Coś było nie tak… tylko co?