Ciężko było wykazać się podzielną uwagą w momencie, gdy trzeba było jednocześnie słuchać iście angażującej baśni opowiadanej przez Brennę oraz przypominać sobie informacje związane z Leachem. Chcąc nie chcąc Erik postanowił poświęcić na krótką chwilę większą uwagę kwestii swojej chrześnicy, która akurat dobrze wiedziała, jaki koniec przewidziała dla tej bajki. Uśmiechnął się pod nosem, gdy Mabel strąciła maskotkę na ziemię. Cóż, z takim podejściem na pewno sobie poradzi w życiu, skoro już teraz kroczyła tak sztywno wytyczoną przez samą siebie ścieżką.
— Dalej utrzymuję, że ten hipogryf-miniaturka byłby lepszym pomysłem — wtrącił się do dyskusji o miotle, podsuwając chrześnicy kolejną maskotkę. — Nie tylko nauczyłaby się równowagi w powietrzu, ale też zyskała przyjaciela na całe życie. My się wychowywaliśmy co najwyżej z sowami i kotami. A te, jak wiadomo, latają i chadzają własnymi drogami.
Zerknął czujnie na swoją siostrę. Miał wrażenie, że to nie było zwykłe, niewinne pytanie. Odkąd tylko możliwe było składanie na ręce Nory różnego rodzaju prezentów i podarków dla dziewczynki, niemalże prześcigali się w tym, jak mogliby przebić siebie nawzajem. Póki dziecko było jeszcze małe, musieli się jeszcze jako tako ograniczać, ale widać było, że młoda Figg rośnie, jak na drożdżach, więc trzeba było nieco poszerzyć ofertę. Brenna ewidentnie próbowała już w wakacje zrobić listę prezentów na grudzień.
— Miał szczęście, że tylko romans. Jakby naprawdę chcieli mu utrudnić życie, to wymyśliliby coś o wiele bardziej...nieprzyjemnego — Skrzywił się na samą myśl, więc wrócił do zajmowania się chrześnicą, udając, że pluszowy wąż z rozweselonymi oczami powoli do niej podpełza.
Nie był aurowidzem, nie interesował się zbytnio czakrami i innymi takimi rzeczami, ale wiedział, że ludzie różnie reagowali na atmosferę wokół nich, więc nie chciał rujnować dziewczynce popołudnia negatywnymi przemyśleniami. Podniósł wzrok na towarzyszące mu kobiety, dopiero gdy Nora zaczęła się domagać większej ilości informacji na temat Nobby'ego. Westchnął cicho, starając się wyłuskać co bardziej interesujące plotki.
— O romansach już wiesz... Cóż, jakiś czas temu próbowali wmówić ludziom, że miał coś wspólnego, ze sfałszowaniem wyników World Cup, czy jakichś tam innych zawodów quidditcha. — Zmarszczył brwi, nie mogąc sobie przypomnieć szczegółów. — Niedługo zaczną pisać, że wyłapuje nocą czarodziejów i sprzedaje ich mugolom do przeprowadzania testów.
Parsknął cicho. Dziennikarze.
— A jeśli chodzi o miotły, to różnie to bywa. W niektórych przypadkach wiek Mabel bywa okej, chociaż dla mnie to lekka przesada. Na tym etapie taka zabawka będzie co najwyżej problemem. Zawodowej ścigającej czy szukającej z niej w tym wieku i tak nie zrobisz. — Zerknął na dziewczynkę, która spojrzała na niego takim wzrokiem, jakby rozumiała wszystko co mówił. Uśmiechnął się do niej. — No co? Przecież wiesz, że mówię prawdę. Dużo lepiej byś spędziła czas z hipogryfem. Namów na niego mamę, jak wrócicie do domu, co?
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞