13.11.2023, 02:24 ✶
Atmosfera na piętrze momentalnie zgęstniała, ale był to dopiero ten pułap, który świadczył o zwyczajnej, ludzkiej nudzie - działo się coś ciekawego, toteż śledzili to wszyscy mający biurko dostatecznie blisko cichego, trzymającego się zwykle na uboczu Brygadzisty. Dlaczego to akurat Stanley został pokierowany do gabinetu ze złotą tabliczką i dlaczego właściwie eskortowała go tam dwójka ludzi, skoro w normalnych warunkach wszyscy wysyłali sobie papierowe samolociki? Ciekawość była rzeczą bardzo ludzką, nie można było winić nikogo za nachalne wpatrywanie się w Borgina podchodzącego do sytuacji „na luzie”. Próbowali skojarzyć, czy zawsze taki był, czy jednak blefował, bo mówiąc kolokwialnie - będąc w jego sytuacji, większość by się momentalnie zesrała i poszła tam z podkulonym ogonem, bo to morowe powietrze budowało klimat opiekunki domu zapraszającej do siebie na pięterko, żeby spuścić komuś manto za utratę żałośnie wysokiej ilości punktów.
- Harper powiedziała, że mamy cię przynieść - powiedział jeden z nich, a drugi uniósł brwi i spojrzał na Stanleya z góry, ale nie pełen gniewu, tylko tak zwyczajnie, po ludzku skołowany. - Co żeś ty odjebał? - Zapytał wprost, nie szarpiąc Borgina w żaden sposób, bo skoro się nie zamierzał wyrywać, to po co miał to robić. Drugi, widząc, że delikwent nie stawia żadnego oporu, znalazłszy się przy drzwiach, skinął do niego głową i odszedł w stronę punktu pocztowego. Dopiero teraz przyszło ci zauważyć, że trzymał w dłoni zapieczętowaną, czerwoną kopertę. Poszedł nadać coś w imieniu swoim lub (to było tylko twoje podejrzenie) Moody.
Gabinet szefowej biura wyglądał jak zawsze. Wliczając w to ją chodzącą z boku na bok. Była wyraźnie zirytowana, ale przez ostatnie dwa miesiące był to stan permanentny. Powiedzieć, że jej się nie układało, to było przecież potraktowanie sprawy dosyć łagodnie. Porażka Beltane. Odcięta głowa bez nadawcy. Kuzynka tkwiąca w Lecznicy Dusz, niepotrafiąca funkcjonować bez otaczających ją lekarzy. Śmierć Derwina Longbottoma...
- Siadaj. - Najwyraźniej zamierzała darować sobie normalne powitanie. Odsunęła mu krzesło naprzeciwko biurka z ciężkiego drewna i nawet raczyła wybrać się w podróż naokoło, żeby znaleźć się po drugiej stronie, ale sama nie usiadła. Nawet mimo tego, że miała na sobie buty na obcasie. Nie wspomniała też nic o Poppy Vance. - Poprosiłam Moonów, żeby cię przyprowadzili, bo muszę zadać ci kilka pytań, Stanley. - Mówiła bardzo szybko, ale nie było to nic nadzwyczajnego - Harper po prostu tak się wysławiała - jakby się gdzieś wiecznie spieszyła. - O zeszły kwartał. - Ewidentnie cię obserwowała, tym takim irytująco wnikliwym spojrzeniem chcącym wyłapać pierwszą reakcję, jaka wyleje się na twoją twarz.
- Harper powiedziała, że mamy cię przynieść - powiedział jeden z nich, a drugi uniósł brwi i spojrzał na Stanleya z góry, ale nie pełen gniewu, tylko tak zwyczajnie, po ludzku skołowany. - Co żeś ty odjebał? - Zapytał wprost, nie szarpiąc Borgina w żaden sposób, bo skoro się nie zamierzał wyrywać, to po co miał to robić. Drugi, widząc, że delikwent nie stawia żadnego oporu, znalazłszy się przy drzwiach, skinął do niego głową i odszedł w stronę punktu pocztowego. Dopiero teraz przyszło ci zauważyć, że trzymał w dłoni zapieczętowaną, czerwoną kopertę. Poszedł nadać coś w imieniu swoim lub (to było tylko twoje podejrzenie) Moody.
Gabinet szefowej biura wyglądał jak zawsze. Wliczając w to ją chodzącą z boku na bok. Była wyraźnie zirytowana, ale przez ostatnie dwa miesiące był to stan permanentny. Powiedzieć, że jej się nie układało, to było przecież potraktowanie sprawy dosyć łagodnie. Porażka Beltane. Odcięta głowa bez nadawcy. Kuzynka tkwiąca w Lecznicy Dusz, niepotrafiąca funkcjonować bez otaczających ją lekarzy. Śmierć Derwina Longbottoma...
- Siadaj. - Najwyraźniej zamierzała darować sobie normalne powitanie. Odsunęła mu krzesło naprzeciwko biurka z ciężkiego drewna i nawet raczyła wybrać się w podróż naokoło, żeby znaleźć się po drugiej stronie, ale sama nie usiadła. Nawet mimo tego, że miała na sobie buty na obcasie. Nie wspomniała też nic o Poppy Vance. - Poprosiłam Moonów, żeby cię przyprowadzili, bo muszę zadać ci kilka pytań, Stanley. - Mówiła bardzo szybko, ale nie było to nic nadzwyczajnego - Harper po prostu tak się wysławiała - jakby się gdzieś wiecznie spieszyła. - O zeszły kwartał. - Ewidentnie cię obserwowała, tym takim irytująco wnikliwym spojrzeniem chcącym wyłapać pierwszą reakcję, jaka wyleje się na twoją twarz.