13.11.2023, 09:53 ✶
Gdyby Brenna była w pobliżu, może zgotowałaby nawet bratu owacje na stojąco za jego występ. Ta piękna „pomyłka” między dobra i atrakcyjna, ogólne nierozgarnięcie, nieśmiałe spojrzenia, Erik po prostu przechodził samego siebie. Zawsze wierzyła w możliwości Erika pod względem oczarowywania ludzi, ale tym razem Longbottom dawał prawdziwy popis, udowadniając swoją charyzmę… Na szczęście albo nieszczęście, Brenna nie mogła podziwiać występu brat czy go oklaskiwać, ani w tym dosłownym, ani w metaforycznym sensie. Tkwiła w końcu w ciasnej łazience, gdzie rozłożyła świece, rzuciła na drzwi zaklęcie, by przypadkiem nie przepuściły dymu i w kręgu starała się dojrzeć... cokolwiek przydatnego. Pierwsza próba przyniosła jednak tylko odrobinę bólu głowy i echa głosów. Może nawet właściwych głosów, ale nie mówiących niczego przydatnego. W chwili więc, gdy Erik zabierał się za jedzenie ciasta, Brenna przeklinała w duchu i zabrała się do próbowania drugi raz.
Kelnerka tymczasem uśmiechnęła się tylko nieco szerzej, kiedy podawała Erikowi zamówienie.
- Och, tak! Czytałam numer z najpopularniejszymi kawalerami. Był pan chyba drugi w tym rankingu? A może trzeci? Nie jestem pewna… – przyznała, spoglądając na niego z nieco większym zainteresowaniem. Trudno było powiedzieć, czy zgadzała się z takim rankingiem, ale pewnie nawet gdyby było inaczej, nie powiedziałaby mu tego w twarz... - Muszę przyznać, że o części osób z tego artykułu nigdy wcześniej nawet nie słyszałam... Na przykład o tym aurorze owszem, ale dopiero po Beltane, a o jednym z nich to nigdy, nawet nie pamiętam, żeby był kiedyś w rubryce towarzyskiej. Zawodnicy quidditcha też jakoś zawsze mi się mylą… Aż tak pana prześladują? To znaczy, żeby tak przybiegali robić zdjęcia nad ciastkiem? - zdziwiła się, chyba niepewna, czy Erik mówi poważnie, czy sobie żartuje, że mogłaby wezwać prasę.
Nie próbowała odejść i przerwać rozmowy. Może się nudziła, bo chwilowo nie było ruchu, może faktycznie imponowało jej, że zagaduje ją przystojny i bogaty celebryta.
- Syn właścicielki, Roger, wpada tutaj regularnie - wyznała, a sądząc po tym, jak się skrzywiła, najwyraźniej nie przepadała za chłopakiem. - On nawet nie marudzi, ale ciągle sobie życzy, żeby robić nu kawę, podawać ciastko...
Wyglądała nawet tak, jakby chciała powiedzieć coś więcej, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język.
Kelnerka tymczasem uśmiechnęła się tylko nieco szerzej, kiedy podawała Erikowi zamówienie.
- Och, tak! Czytałam numer z najpopularniejszymi kawalerami. Był pan chyba drugi w tym rankingu? A może trzeci? Nie jestem pewna… – przyznała, spoglądając na niego z nieco większym zainteresowaniem. Trudno było powiedzieć, czy zgadzała się z takim rankingiem, ale pewnie nawet gdyby było inaczej, nie powiedziałaby mu tego w twarz... - Muszę przyznać, że o części osób z tego artykułu nigdy wcześniej nawet nie słyszałam... Na przykład o tym aurorze owszem, ale dopiero po Beltane, a o jednym z nich to nigdy, nawet nie pamiętam, żeby był kiedyś w rubryce towarzyskiej. Zawodnicy quidditcha też jakoś zawsze mi się mylą… Aż tak pana prześladują? To znaczy, żeby tak przybiegali robić zdjęcia nad ciastkiem? - zdziwiła się, chyba niepewna, czy Erik mówi poważnie, czy sobie żartuje, że mogłaby wezwać prasę.
Nie próbowała odejść i przerwać rozmowy. Może się nudziła, bo chwilowo nie było ruchu, może faktycznie imponowało jej, że zagaduje ją przystojny i bogaty celebryta.
- Syn właścicielki, Roger, wpada tutaj regularnie - wyznała, a sądząc po tym, jak się skrzywiła, najwyraźniej nie przepadała za chłopakiem. - On nawet nie marudzi, ale ciągle sobie życzy, żeby robić nu kawę, podawać ciastko...
Wyglądała nawet tak, jakby chciała powiedzieć coś więcej, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.