15.11.2022, 01:52 ✶
- No co ty. To jest najnowszy krzyk mody. Uważam, że wyglądam w tej fryzurze szałowo. Jeszcze się przekonasz, za dwa miesiące wszystkie czarownice będą się tak nosić – odparła Brenna z powagą, przeczesując włosy palcami. Chociaż pewnie faktycznie przypominały szopa. Albo mugolską miotłę. I to mimo tego, że Brenna była na nogach od ponad godziny, upewniając się, że wszelkie kuchenne wypadki nie eskalują.
- Jestem za. W ten sposób zaczniemy od… małego potencjału niszczenia. Znaczy się, gdyby od razu Erik zaczął gotować, byłoby groźnie, fajerwerki, płonące garczki, kto wie, co jeszcze? Stój w pobliżu drzwi, dobrze? Bardzo, bardzo ładnie proszę. Miałabym wyrzuty sumienia, gdyby coś ci się stało – powiedziała, wprowadzając go do domu.
Pod pewnymi względami byli do siebie podobni. Pod innymi bardzo różni. On choćby lepiej się zwykle prezentował, tak jak teraz. Jego prosta elegancja mocno kontrastowała z jej imagem „jestem dzikuską z lasu albo właśnie uciekłam z mugolskiego dworca”. Uśmiechnęła się lekko na tę myśl, bo nijak jej to nie przeszkadzało: ba, była dumna z brata.
Chociaż na pewno by mu tego nie powiedziała, zwłaszcza teraz, gdy może był jeszcze odrobinkę zirytowany.
– No co ty, jesteś bohaterem dzisiejszego przedstawienia – poinformowała, wbrew jego przemyśleniom jednak nie zaprzeczając. Po co, skoro już wszystko opowiadała Castielowi, a ten zaraz się przekona… A może tylko nie chciała go obecnie drażnić i stosowała pewną taryfę ulgową?
Wmaszerowała do kuchni za bratem. Było to pomieszczenie spore, w którym wygodnie mogły gotować nawet trzy osoby – i dobrze, zważywszy na to, ilu ludzi mieszkało w ich domu. Zapewne te rozmiary były pozostałością po dawnych czasach, gdy bogacze trzymali albo armię skrzatów, albo służących. Większość mebli wykonano z drewna, a stół w razie potrzeby mógł posłużyć jako dodatkowy blat lub miejsca do szybkiego posiłku, gdy ktoś nie chciał iść do jadalni. Brenna usunęła rano z kuchni co cenniejsze naczynia oraz otworzyła okno.
Teraz pomaszerowała dziarskim krokiem do przygotowanych już akcesoriów. Naszykowała rano składniki, patelnię oraz garnki. Poczekała chwilę aż Castiel zajmie miejsce, które uzna za strategiczne. Potem nastawiła wodę na herbatę w czajniku. Ruchem różdżki zaczęła podgrzewać lekko patelnię, wrzuciła na nią masło i wszystko szło dobrze…
…aż nie odwróciła się do brata, na moment odwracając wzrok od patelni. Masło momentalnie zaczęło skwierczeć, a gwizdek wypadł z dzióbka czajnika.
Na razie jednak dopiero się zaczynało.
- Jestem za. W ten sposób zaczniemy od… małego potencjału niszczenia. Znaczy się, gdyby od razu Erik zaczął gotować, byłoby groźnie, fajerwerki, płonące garczki, kto wie, co jeszcze? Stój w pobliżu drzwi, dobrze? Bardzo, bardzo ładnie proszę. Miałabym wyrzuty sumienia, gdyby coś ci się stało – powiedziała, wprowadzając go do domu.
Pod pewnymi względami byli do siebie podobni. Pod innymi bardzo różni. On choćby lepiej się zwykle prezentował, tak jak teraz. Jego prosta elegancja mocno kontrastowała z jej imagem „jestem dzikuską z lasu albo właśnie uciekłam z mugolskiego dworca”. Uśmiechnęła się lekko na tę myśl, bo nijak jej to nie przeszkadzało: ba, była dumna z brata.
Chociaż na pewno by mu tego nie powiedziała, zwłaszcza teraz, gdy może był jeszcze odrobinkę zirytowany.
– No co ty, jesteś bohaterem dzisiejszego przedstawienia – poinformowała, wbrew jego przemyśleniom jednak nie zaprzeczając. Po co, skoro już wszystko opowiadała Castielowi, a ten zaraz się przekona… A może tylko nie chciała go obecnie drażnić i stosowała pewną taryfę ulgową?
Wmaszerowała do kuchni za bratem. Było to pomieszczenie spore, w którym wygodnie mogły gotować nawet trzy osoby – i dobrze, zważywszy na to, ilu ludzi mieszkało w ich domu. Zapewne te rozmiary były pozostałością po dawnych czasach, gdy bogacze trzymali albo armię skrzatów, albo służących. Większość mebli wykonano z drewna, a stół w razie potrzeby mógł posłużyć jako dodatkowy blat lub miejsca do szybkiego posiłku, gdy ktoś nie chciał iść do jadalni. Brenna usunęła rano z kuchni co cenniejsze naczynia oraz otworzyła okno.
Teraz pomaszerowała dziarskim krokiem do przygotowanych już akcesoriów. Naszykowała rano składniki, patelnię oraz garnki. Poczekała chwilę aż Castiel zajmie miejsce, które uzna za strategiczne. Potem nastawiła wodę na herbatę w czajniku. Ruchem różdżki zaczęła podgrzewać lekko patelnię, wrzuciła na nią masło i wszystko szło dobrze…
…aż nie odwróciła się do brata, na moment odwracając wzrok od patelni. Masło momentalnie zaczęło skwierczeć, a gwizdek wypadł z dzióbka czajnika.
Na razie jednak dopiero się zaczynało.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.