13.11.2023, 17:07 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.11.2023, 15:26 przez Olivia Quirke.)
Nie miała pojęcia, że wilkołaki potrafią się zmieniać poza pełnią. Nie interesowała się nigdy tym tematem, a jeśli miała go w szkole - to nie przywiązywała do niego większej wagi. Jak do wielu rzeczy. Olivia spuściła głowę w milczeniu. Słuchała co miał do powiedzenia, ale gdy zaczął robić jej wykład, zmarszczyła nos. Rzuciła mu dziwne spojrzenie, jakiś żal błysnął w jej oku. Chyba też łza, ale to światło mogło płatać mu figle. Bez słowa zabrała swoją rękę i odtrąciła kołdrę drugą dłonią. Olivia ponownie spuściła nogi z łóżka i sięgnęła po spodnie. Jak zawsze matka musiała jej wciskać spódnice, to teraz wybrała spodnie. Cudownie, po prostu cudownie.
- Wybacz. Ale dałam ci tak dużo bezsensownych teorii na samym początku, że uznałam, że kolejna bzdura niepotrzebnie zajmie twój umysł - powiedziała, ostrożnie się nachylając. Miała problem, żeby wbić nogi w nogawki. Żebra bolały ją dużo mniej, niż wczoraj, ale wciąż mocno jej dokuczały. Trudno, najwyżej wyjdzie stąd bez butów. - Ale nie zrobiłam. Nie martw się, już nie będę. Ani teraz, ani w przyszłości, ani nigdy.
Powiedziała, w końcu trafiając obiema nogami tam, gdzie chciała. Wstała ostrożnie i powoli nasunęła spodnie. Musiała stąd wyjść, zanim pod wpływem kolejnego wykładu Laurenta się rozklei do końca. Sama nie do końca wiedziała co się z nią działo, ale była świadoma jednego - nie lubiła tego uczucia. Nie chciała go, pragnęła się odsunąć i zniknąć na przynajmniej dekadę, żeby jej serce, głowa i żołądek przestały świrować. Nie miała pojęcia, czemu zabolały ją jego słowa, ale przez chwilę czuła się jak małe dziecko, które bawiło się przy studni, a przecież chciało dobrze, bo tylko zerwać kwiatki dla mamy.
- Bardzo bym chciała, ale to chyba nie jest dobry pomysł - przechyliła się i sięgnęła po koszulkę. Przez chwilę patrzyła na nią z uwagą, zastanawiając się jak ją ubierze. Ostrożnie podniosła jedną rękę, a Laurent zobaczył grymas bólu, malujący się na bladej twarzy. Zdradziecki ciuch. - Dobra, przegrałam. Zostaję tu dopóki mnie nie odbiorą.
Nie potrafiła się nawet ubrać. Olivia ukryła twarz w dłoniach i westchnęła ciężko. Nie lubiła siebie takiej - bezradnej i rozjebanej emocjonalnie. Potarła skronie kilka razy, żeby się uspokoić, i zerknęła na Prewetta.
- Na pewno będzie im u ciebie dobrze - posłała mu słaby uśmiech. - Dlatego od razu powiedziałam ojcu, by do ciebie napisał.
Poczuła, że powoli odzyskuje oddech, jednak nie potrafiła odzyskać jasności umysłu. Wciąż miała wrażenie, że Laurent traktuje ją jako… No właśnie. Dziecko.
- Nie potrzebujesz kolejnego dziecka do opieki, na pewno będziesz miał dużo pracy przy nich, a ja nie chcę się narzucać. Przecież obiecałam, że już nie będę.
Uśmiech się odrobinę powiększył. Żarty to zawsze było najlepsze wyjście do tego, by przesłonić swoje emocje i nie pokazać innym ludziom swojej prawdziwej twarzy.
- Wybacz. Ale dałam ci tak dużo bezsensownych teorii na samym początku, że uznałam, że kolejna bzdura niepotrzebnie zajmie twój umysł - powiedziała, ostrożnie się nachylając. Miała problem, żeby wbić nogi w nogawki. Żebra bolały ją dużo mniej, niż wczoraj, ale wciąż mocno jej dokuczały. Trudno, najwyżej wyjdzie stąd bez butów. - Ale nie zrobiłam. Nie martw się, już nie będę. Ani teraz, ani w przyszłości, ani nigdy.
Powiedziała, w końcu trafiając obiema nogami tam, gdzie chciała. Wstała ostrożnie i powoli nasunęła spodnie. Musiała stąd wyjść, zanim pod wpływem kolejnego wykładu Laurenta się rozklei do końca. Sama nie do końca wiedziała co się z nią działo, ale była świadoma jednego - nie lubiła tego uczucia. Nie chciała go, pragnęła się odsunąć i zniknąć na przynajmniej dekadę, żeby jej serce, głowa i żołądek przestały świrować. Nie miała pojęcia, czemu zabolały ją jego słowa, ale przez chwilę czuła się jak małe dziecko, które bawiło się przy studni, a przecież chciało dobrze, bo tylko zerwać kwiatki dla mamy.
- Bardzo bym chciała, ale to chyba nie jest dobry pomysł - przechyliła się i sięgnęła po koszulkę. Przez chwilę patrzyła na nią z uwagą, zastanawiając się jak ją ubierze. Ostrożnie podniosła jedną rękę, a Laurent zobaczył grymas bólu, malujący się na bladej twarzy. Zdradziecki ciuch. - Dobra, przegrałam. Zostaję tu dopóki mnie nie odbiorą.
Nie potrafiła się nawet ubrać. Olivia ukryła twarz w dłoniach i westchnęła ciężko. Nie lubiła siebie takiej - bezradnej i rozjebanej emocjonalnie. Potarła skronie kilka razy, żeby się uspokoić, i zerknęła na Prewetta.
- Na pewno będzie im u ciebie dobrze - posłała mu słaby uśmiech. - Dlatego od razu powiedziałam ojcu, by do ciebie napisał.
Poczuła, że powoli odzyskuje oddech, jednak nie potrafiła odzyskać jasności umysłu. Wciąż miała wrażenie, że Laurent traktuje ją jako… No właśnie. Dziecko.
- Nie potrzebujesz kolejnego dziecka do opieki, na pewno będziesz miał dużo pracy przy nich, a ja nie chcę się narzucać. Przecież obiecałam, że już nie będę.
Uśmiech się odrobinę powiększył. Żarty to zawsze było najlepsze wyjście do tego, by przesłonić swoje emocje i nie pokazać innym ludziom swojej prawdziwej twarzy.