13.11.2023, 21:10 ✶
Wszystkim, którzy zwlekali, albo zwyczajnie nie byli w stanie się teleportować, wybiegli z atrium, a na pokładzie przywitała ich Danielle, pakująca na łódki wcześniej uwięzionych na statku ludzi. Przynajmniej to mieli już z głowy, a nie musieli teraz w popłochu i walcząc z czasem pakować wszystkich maruderów w bezpieczne miejsce.
Obejrzał się jeszcze, wyłapując w przejściu, którym przed chwilą przebiegli, trzy eteryczne sylwetki. Uśmiechnął się też lekko, widząc że jedną z nich była Maddie, której jeszcze tak niedawno wypatrywał, kiedy tylko Persefona Fawley zniknęła i resztki magii trzymającej statek w ryzach zaczęły puszczać. Podniósł rękę w niedbałym salucie, kiedy Sutherland skończył mówić i sam wykonał ten gest. Nie potrzebował pochwał ze strony duchów, ale cóż... było dobrze wiedzieć, że przysłużyli się nie tylko żywym.
Stał odpowiednio blisko, by wyłapać ten nadmiernie głośny, dziecięcy szept, jakim posługiwała się Maddie, ale starał się jednocześnie udawać, że w sumie to nie słyszy tego, co miała do powiedzenia Brennie. Mimowolnie jednak, kiedy wspomniała o intencjach przeznaczonej dla niego postaci, spojrzał w bok lekko zakłopotany. Intryga Marka wcale nie wydawała mu się przesadnie okropna, kiedy o niej pierwszy raz usłyszał i teraz w sumie znowu zastanawiał się, czy gdyby nie pojawiło się to uczucie potrzeby chronienia Brenny, to czy Atreus Cavendish nie zrealizowałby swoich planów.
- Uważajcie na siebie - odpowiedział automatycznie na pożegnanie, chociaż czy duchy w ogóle musiały na cokolwiek w limbo uważać? Kiedy już mieli rozmowy za sobą, odwrócił się i teleportował na jedną z łodzi, jeśli jeszcze jakaś potrzebowała by ktoś nią sterował, a kiedy inni też ruszyli, sam popchnął ją zaklęciem w kierunku brzegu.
Obejrzał się jeszcze, wyłapując w przejściu, którym przed chwilą przebiegli, trzy eteryczne sylwetki. Uśmiechnął się też lekko, widząc że jedną z nich była Maddie, której jeszcze tak niedawno wypatrywał, kiedy tylko Persefona Fawley zniknęła i resztki magii trzymającej statek w ryzach zaczęły puszczać. Podniósł rękę w niedbałym salucie, kiedy Sutherland skończył mówić i sam wykonał ten gest. Nie potrzebował pochwał ze strony duchów, ale cóż... było dobrze wiedzieć, że przysłużyli się nie tylko żywym.
Stał odpowiednio blisko, by wyłapać ten nadmiernie głośny, dziecięcy szept, jakim posługiwała się Maddie, ale starał się jednocześnie udawać, że w sumie to nie słyszy tego, co miała do powiedzenia Brennie. Mimowolnie jednak, kiedy wspomniała o intencjach przeznaczonej dla niego postaci, spojrzał w bok lekko zakłopotany. Intryga Marka wcale nie wydawała mu się przesadnie okropna, kiedy o niej pierwszy raz usłyszał i teraz w sumie znowu zastanawiał się, czy gdyby nie pojawiło się to uczucie potrzeby chronienia Brenny, to czy Atreus Cavendish nie zrealizowałby swoich planów.
- Uważajcie na siebie - odpowiedział automatycznie na pożegnanie, chociaż czy duchy w ogóle musiały na cokolwiek w limbo uważać? Kiedy już mieli rozmowy za sobą, odwrócił się i teleportował na jedną z łodzi, jeśli jeszcze jakaś potrzebowała by ktoś nią sterował, a kiedy inni też ruszyli, sam popchnął ją zaklęciem w kierunku brzegu.