14.11.2023, 02:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.11.2023, 02:37 przez Septima Ollivander.)
W sumie czemu nie, wspólna wycieczka nikomu raczej nie zaszkodzi.
Uśmiech uplótł jej usta i przez chwilę nawet zdołała zapomnieć, że świat poza tą eskapistyczną baśnią istnieje. Zastanawiała się co czyhało w jego głowie, co dokładnie wplątywało się w myśli, które w powietrzu nigdy nie wybrzmiewały. Bo wiele rzeczy w życiu Leviego osunięte było płaszczem enigmy, a może po prostu nie do końca rozumiała mechanizmów bogatych, czystokrwistych rodzin ze skorowidza.
— To nie twoja wina — westchnęła, choć nie do końca wiedziała co miał na myśli — wiem, że Garrick niczego nie zaaranżowałby za moimi plecami, ale z drugiej strony zastanawiam się czasem, czy tak nie byłoby... prościej.
Bo wybrałby dobrze, chciała dodać, ale tak nie uczyniła. Wstydziła się tego wyznania i nawet z nie do końca dobrze wykalibrowanym systemem pojmowania zachowań i sytuacji społecznych, wiedziała że z desperacją nikomu nie było do twarzy. Ale Timmy nie do końca się tak czuła; pragnęła przede wszystkim wolności i trwania w swojej codziennej zwyczajności. Tworzenia w warsztacie, pisania, głupich podróży i jeszcze głupszych wypadów na Nokturn. A Garrick z pewnością zadbałby o to by żadna z tych rzeczy nie zniknęła z jej życia - no może poza Nokturnem.
Sekund poprzedzających upadek nie do końca zarejestrowała; najpierw leciała ku niemu, ale ciało nie zatrzymało się na dobre w objęciach Leviego, tylko zmiotło mężczyznę do tyłu niczym kula uderzająca w samotny kręgiel.
Było coś przyjemnego w lądowaniu na ciepłej, męskiej i wyrzeźbionej klacie, nawet jeśli ta klata należała do Leviego i cała ta fala przyspieszonego pulsu wymieszanego z dziwnym zamroczeniem tylko sprawiała, że czuła się niesamowicie speszona. Utknęła w tej pozycji na więcej sekund niż powinna, po czym odlepiła głowę od biedaka, acz niezbyt sprawnie (coś niepokojąco chrupnęło). Kiwnęła głową na zadane pytanie, bo więcej nie była w stanie z siebie wskrzesić pod odstrzałem jego smoczych źrenic. Fascynowały i otępiały, ale przyłapując się na bezczelnym gapieniu się w ich gęstwinę, zalewało ją strapienie oraz troska, na które nie mogła sobie teraz pozwolić.
Trochę nieudolnie, acz z werwą upartości udało jej się wyguzdrać i stabilnie stanąć na nogach.
— Przepraszam, to nie mój dzień, jestem jakaś rozkojarzona — przemamrotała, próbując wyjść z tej sytuacji nie jak skończony przegryw. Wyciągnęła ku niemu dłoń, a raczej obie, by uniknąć kolejnego upadku.
— A tobie nic nie jest?
Otrzepała najpierw jego, potem siebie, wyciągnęła również różdżkę do naprawy lekko podartej sukienki, która najpewniej zahaczyła o cięższą gałąź. Przebadała go w poszukiwaniu zadrapań, ale na pierwszy rzut oka nic nie zobaczyła.
A może wolała mu nie patrzeć pod koszulkę.
Dotarli do jeziora niedaleko potem, buźka Timmy zdążyła już nabrać normalnych barw, wyzbywając się buraczano-malinowego odcienia. Zbliżając się ku tafli akwenu, stwierdziła iż wyczerpała limit podstawowych temat i mogła uderzyć w meritum.
— Wiesz już kto to? Poznałeś ją wcześniej?
Uśmiech uplótł jej usta i przez chwilę nawet zdołała zapomnieć, że świat poza tą eskapistyczną baśnią istnieje. Zastanawiała się co czyhało w jego głowie, co dokładnie wplątywało się w myśli, które w powietrzu nigdy nie wybrzmiewały. Bo wiele rzeczy w życiu Leviego osunięte było płaszczem enigmy, a może po prostu nie do końca rozumiała mechanizmów bogatych, czystokrwistych rodzin ze skorowidza.
— To nie twoja wina — westchnęła, choć nie do końca wiedziała co miał na myśli — wiem, że Garrick niczego nie zaaranżowałby za moimi plecami, ale z drugiej strony zastanawiam się czasem, czy tak nie byłoby... prościej.
Bo wybrałby dobrze, chciała dodać, ale tak nie uczyniła. Wstydziła się tego wyznania i nawet z nie do końca dobrze wykalibrowanym systemem pojmowania zachowań i sytuacji społecznych, wiedziała że z desperacją nikomu nie było do twarzy. Ale Timmy nie do końca się tak czuła; pragnęła przede wszystkim wolności i trwania w swojej codziennej zwyczajności. Tworzenia w warsztacie, pisania, głupich podróży i jeszcze głupszych wypadów na Nokturn. A Garrick z pewnością zadbałby o to by żadna z tych rzeczy nie zniknęła z jej życia - no może poza Nokturnem.
Sekund poprzedzających upadek nie do końca zarejestrowała; najpierw leciała ku niemu, ale ciało nie zatrzymało się na dobre w objęciach Leviego, tylko zmiotło mężczyznę do tyłu niczym kula uderzająca w samotny kręgiel.
Było coś przyjemnego w lądowaniu na ciepłej, męskiej i wyrzeźbionej klacie, nawet jeśli ta klata należała do Leviego i cała ta fala przyspieszonego pulsu wymieszanego z dziwnym zamroczeniem tylko sprawiała, że czuła się niesamowicie speszona. Utknęła w tej pozycji na więcej sekund niż powinna, po czym odlepiła głowę od biedaka, acz niezbyt sprawnie (coś niepokojąco chrupnęło). Kiwnęła głową na zadane pytanie, bo więcej nie była w stanie z siebie wskrzesić pod odstrzałem jego smoczych źrenic. Fascynowały i otępiały, ale przyłapując się na bezczelnym gapieniu się w ich gęstwinę, zalewało ją strapienie oraz troska, na które nie mogła sobie teraz pozwolić.
Trochę nieudolnie, acz z werwą upartości udało jej się wyguzdrać i stabilnie stanąć na nogach.
— Przepraszam, to nie mój dzień, jestem jakaś rozkojarzona — przemamrotała, próbując wyjść z tej sytuacji nie jak skończony przegryw. Wyciągnęła ku niemu dłoń, a raczej obie, by uniknąć kolejnego upadku.
— A tobie nic nie jest?
Otrzepała najpierw jego, potem siebie, wyciągnęła również różdżkę do naprawy lekko podartej sukienki, która najpewniej zahaczyła o cięższą gałąź. Przebadała go w poszukiwaniu zadrapań, ale na pierwszy rzut oka nic nie zobaczyła.
A może wolała mu nie patrzeć pod koszulkę.
Dotarli do jeziora niedaleko potem, buźka Timmy zdążyła już nabrać normalnych barw, wyzbywając się buraczano-malinowego odcienia. Zbliżając się ku tafli akwenu, stwierdziła iż wyczerpała limit podstawowych temat i mogła uderzyć w meritum.
— Wiesz już kto to? Poznałeś ją wcześniej?