14.11.2023, 07:43 ✶
Jakby już im się ten temat na balie omsknął, a Staszek lotnie wzbiłby się na nowe poziomy inteligencji z bakaliami, to byli już chyba na tym etapie, że Bulstrode poczułby autentyczny podziw, że Borgin w ogóle znał takie egzotyczne słowo jak bakalie.
- Jakże mógłbym nie być - odpowiedział Staszkowi, kiedy strząsał koper z wody do zlewu. Tymczasowe granie w przeciwnej drużynie zdarzało się i to nie tylko jemu przecież, więc Borgin powinien być nie tyle już do tego przyzwyczajony, czy się tego poprostu spodziewać, nawet jeśli chodziło o tak święte sprawy, jak ogórki.
Na słowa Victorii pokiwał tylko głową, ale widać było, że o wiele bardziej pochłania go teraz to co porabiał Sauriel. Zaangażował się bardzo w próbę rozszyfrowania czym były te krzywuchy które wychodziły spod jego rąk, a kiedy Lestrangte sama postanowiła podnieść się z miejsca i dołączyć do komisji nadzorujące prace Rookwooda, posłał jej wymowne spojrzenie. Nie mam absolutnie pojęcia. Uśmiechnął się nawet do tego lekko, z pewną błogością człowieka, któremu nawet nie zależy na tym, żeby poznać odpowiedź na to pytanie, bo przecież liczył się rzemieślniczy kunszt i zaangażowanie.
Miał patrzeć, to patrzeć, a kiedy wreszcie zobaczył, kiedy kształty wreszcie osiągnęły punkt rozpoznawalności, zniżył twarz do poziomu blatu i przez dłuższą chwilą z miną konesera przyglądał się ogórkowemu krzesełko, które stało o własnych siłach, w pełni glorii i chwały. Pokiwał wreszcie głową, a potem wyprostował się, szukając spojrzeniem Staszka.
- Stanley, pa na to - oznajmił, kiedy ten odstawił już na stół co niósł, energicznym gestem wskazując na znajdującą się przed nimi ogórkową rzeźbę. - Zaraz się znajdzie - zapewnił ich nadwornego artystę, przegrzebując kosz, który chwilę wcześniej porzuciła Victoria i wybierając z niej parę większych ogórów. Położył je na blacie obok Sauriela, a potem jego spojrzenie prześlizgnęło się znowu do Staszka, tym razem jednak zwracając uwagę na to, co właściwie przyniósł parę chwil temu.
- Miednica! - rzucił hasłowo, z pełnym wyrzutem, na jaki było go stać. - Stach, to jest miednica! - wskazał oskarżycielsko paluchem miskę w której przytargał tutaj słoiki. - Jak możesz mieć i nie wiedzieć co to jest? - uderzył pięścią w stół, ale wbrew pozorom nie ze złości na przyjaciela, a by rozluźnić nieco główkę czosnku którą miał łuskać. - Nic dziwnego, ze wciąż siedzisz w BUMie skoro twoja znajomość świata tak kuleje - zagderał, typowym dla siebie argumentem, który padał często właśnie w tak bezsensownych sytuacjach, które w sumie to nic wspólnego nie miały. Czosnek zaszeleścił pod jego palcami, kiedy zaczął powoli zrywać warstwy i wyciągać z nich kolejne ząbki.
- Jakże mógłbym nie być - odpowiedział Staszkowi, kiedy strząsał koper z wody do zlewu. Tymczasowe granie w przeciwnej drużynie zdarzało się i to nie tylko jemu przecież, więc Borgin powinien być nie tyle już do tego przyzwyczajony, czy się tego poprostu spodziewać, nawet jeśli chodziło o tak święte sprawy, jak ogórki.
Na słowa Victorii pokiwał tylko głową, ale widać było, że o wiele bardziej pochłania go teraz to co porabiał Sauriel. Zaangażował się bardzo w próbę rozszyfrowania czym były te krzywuchy które wychodziły spod jego rąk, a kiedy Lestrangte sama postanowiła podnieść się z miejsca i dołączyć do komisji nadzorujące prace Rookwooda, posłał jej wymowne spojrzenie. Nie mam absolutnie pojęcia. Uśmiechnął się nawet do tego lekko, z pewną błogością człowieka, któremu nawet nie zależy na tym, żeby poznać odpowiedź na to pytanie, bo przecież liczył się rzemieślniczy kunszt i zaangażowanie.
Miał patrzeć, to patrzeć, a kiedy wreszcie zobaczył, kiedy kształty wreszcie osiągnęły punkt rozpoznawalności, zniżył twarz do poziomu blatu i przez dłuższą chwilą z miną konesera przyglądał się ogórkowemu krzesełko, które stało o własnych siłach, w pełni glorii i chwały. Pokiwał wreszcie głową, a potem wyprostował się, szukając spojrzeniem Staszka.
- Stanley, pa na to - oznajmił, kiedy ten odstawił już na stół co niósł, energicznym gestem wskazując na znajdującą się przed nimi ogórkową rzeźbę. - Zaraz się znajdzie - zapewnił ich nadwornego artystę, przegrzebując kosz, który chwilę wcześniej porzuciła Victoria i wybierając z niej parę większych ogórów. Położył je na blacie obok Sauriela, a potem jego spojrzenie prześlizgnęło się znowu do Staszka, tym razem jednak zwracając uwagę na to, co właściwie przyniósł parę chwil temu.
- Miednica! - rzucił hasłowo, z pełnym wyrzutem, na jaki było go stać. - Stach, to jest miednica! - wskazał oskarżycielsko paluchem miskę w której przytargał tutaj słoiki. - Jak możesz mieć i nie wiedzieć co to jest? - uderzył pięścią w stół, ale wbrew pozorom nie ze złości na przyjaciela, a by rozluźnić nieco główkę czosnku którą miał łuskać. - Nic dziwnego, ze wciąż siedzisz w BUMie skoro twoja znajomość świata tak kuleje - zagderał, typowym dla siebie argumentem, który padał często właśnie w tak bezsensownych sytuacjach, które w sumie to nic wspólnego nie miały. Czosnek zaszeleścił pod jego palcami, kiedy zaczął powoli zrywać warstwy i wyciągać z nich kolejne ząbki.