Kto to wie, jak to właściwie było. Józka wiedziała, że życie w mieście nie jest dla niej. Mimo, że w Hogwarcie szło jej całkiem nieźle to nigdy nie zakładała, że mogłaby mieszkać gdzieś indziej niżeli w Dolinie Godryka. Tutaj życie płynęło wolniej, sąsiedzi zawsze byli skorzy do pomocy, gdzie właściwie byłoby jej lepiej?
- Możesz mieć rację Otto, martwi mnie tylko, że tak gnają. Nie odetchną, jakby było warto niewiadomo za czym, żeby się kiedyś nie obudzili, że im życie umyka przez palce. Tak tylko mówię. Oczywiście nie zamierzam się w to mieszać, bo kimże jestem, aby im zabraniać, to tylko obserwacje. - Może świat właśnie ku temu zmierzał? Na całe szczęście oni nie byli już młodzi, nie musieli gonić, mogli korzystać z życia w sposób, w który robili to od lat. - No tak, młodzi muszą mieć możliwość, żeby podejmować swoje decyzje, tylko wiesz, nie zawsze one są dobre. To, że zostałam twoją żoną, to najlepszy wybór mojego życia, ale co jeśli byłoby inaczej? - Nie musiała się tym przejmować, bo jej życie z Otto należało do naprawdę udanych, ale co, jeśli by tak nie było. Musiała być czujna, sprawdzać, czy im wszystkim dzieciom na pewno jest dobrze, bo kto do nich wyciągnie pomocną dłoń jeśli nie oni? Nie łatwo być rodzicem. Trzeba było obserwować poczynania młodych z boku, wiedzieć kiedy reagować, a również pozwolić im na trochę samodzielności. Na szczęście z którymś z kolei dzieciakiem zawsze było nieco prościej.
- Kiedy nasza Alice tak urosła? - Przecież dopiero co to sama Józia wracała ze szkoły. Czas płynął nieubłaganie, musieli się z tym pogodzić, taka już była kolej rzeczy. Najważniejsze, że mimo upływu lat nic się nie zmieniło, a im dalej było tutaj razem dobrze. - Pokochałam sad już wtedy, tak jak i ciebie. Kto by pomyślał, że tak szybko nam lata młodości uciekną przez palce, chociaż nie wiem jak ty, nie czuje tego, aż tak bardzo. Myślałam, że będzie gorzej. - Z godnością przyjmowała starość, choć może właściwie nie była to jeszcze w pełni starość, a dopiero dorosłość, czyż jednak dorosłość nie była w pewien sposób początkiem umierania?
Józka przycupnęła sobie na drewnianej ławeczce, gdzie czekała w ciszy na męża, który poszedł zaparzyć kawę. Przyjemnie jej się tak siedziało, bezczynnie na świeżym powietrzu. Często pozwalała sobie na takie chwile wytchnienia. Nie trwało to długo, po chwili Otto zjawił się przed nią z pyszną kawusią. jego przybycie zwiastował dosyć głośny okrzyk, który wyrwał ją z rozmyslań o ich biednej sówce. - Wspaniale, nie mogę się doczekać, kawusia i te bezy, obstawiam, że razem to będzie wspaniałość. - Sięgnęła po swoją kawkę, upiła niewielki łyk z kubeczka. - Jak ty Ottuś zrobisz kawkę... - Odparła głośno z aprobatą, po czym wpakowała sobie do paszczy jedną z niewielkich bez. - Wyborne to wszystko, ależ miły poranek. - Najwyraźniej pani Abbott smakowało to drugie śniadanie.
W pewnej chwili Otto zaczął machać podejrzanie ręką, jakby coś się wydarzyło. Jose rozejrzała się wokól i zauważyła Bimberka, tyle, że tym razem nie był sam. - Idę zobaczyć, któż to tym razem. - Spodziewała się, że dzisiaj w powietrzu będzie u nich tłoczno, wszak sami od rana wysyłali listy do swoich pociech. Józka złapała sówkę, nie ich tylko obcą, w sumie nie była obca, bo znała tego ptaszka. - Avelinka tym razem napisała. - Krzyknęła nim jeszcze wróciła do męża. Usiadła ponownie przy stole, postawiła na nim również fiołki eliksirów, które były dodane do listu, po czym zaczęła czytać w głos, bo Otto przecież nie umiał. - Droga Ciociu i Drogi Wujku,
Przesyłam wam kilka fiolek eliksirów żebyście nie musieli nic kupować, a czasy są niespokojne, więc posiadanie jakiegoś antidotum, czy eliksiru wiggenowego w domu jest teraz bardzo zalecane! Mam nadzieję, że niebawem się spotkamy.
Razem z przyjaciółką chciałybyśmy otworzyć swoją własną aptekę, biznes tu w Londynie. Szukamy teraz lokalu oraz dostawców na surowce roślinne. Znalibyście kogoś, kto byłby chętny do współpracy z jeszcze nie otwartym biznesem?
Jesteście zdrowi? Nie było żadnych problemów? Nic was nie atakowało?
Pozdrawiam, ściskam, kocham,
Avelina P.
P.S. Mam nadzieję, że eliksiry wam się przydadzą. Roztwór czyszczący jest dobry do usuwania brudów, bardziej skuteczny niż zaklęcia.
Józefina przeczytała list zupełnie innym tonem głosu, niż mówiła normalnie, jakby próbowała naśladować Avelinę. - Ależ oni o nas dbają. - Skomentowała jeszcze.