14.11.2023, 21:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.11.2023, 20:27 przez Mavelle Bones.)
- Trudno powiedzieć – przyznała dość niechętnie. Niechętnie, bo wolałaby mieć mieć pewność – że weszła tam, że nadal się tam znajdowała, co przecież sporo by ułatwiło. Bo trafiłaby pod skrzydła Zakonu, a stąd już miałaby po prostu zapewnioną ochronę – Niby nie wyczułam niczego, co sugerowałoby, że stąd wyszła, ale... – rozłożyła bezradnie ręce, po czym wsadziła dłonie do kieszeni spodni.
Jeśli weszła, to… dlaczego dom był tak ciemny? To nie środek nocy.
Jeśli weszła… nie wiedziała, co Meadowes chował w tej chacie; równie dobrze mógł wyprowadzić stamtąd Barlow poprzez kominek, co i schować w głębokiej piwnicy. Albo i wyteleportować, jeśli opanował tę sztukę. Jeśli.
I jeszcze…
- Jeszcze jedno. Niby nie czułam tego od strony domu, więc może to nic, może to tylko papierosy, ale… naprawdę porządnie śmierdzi dymem. Tak że oczy i uszy szeroko otwarte – przestrzegła cicho, na wszelki wypadek. W zasadzie, chyba każdy z obecnych powinien być świadomy faktu, iż należy mieć się na baczności. W końcu dosłownie każdy z całej czwórki zaliczał się do grona czarodziejów stojących na straży prawa i porządku magicznego świata; każdy znał ryzyko i specyfikę tej pracy.
Bo przecież poszukiwanie Catherine nie odbiegało aż tak od tego, z czym mieli do czynienia w życiu zawodowym, nieprawdaż?
Rozejrzała się jeszcze po okolicy, dotykając schowanej różdżki. Kwitnąć przed domem w nieskończoność nie mogli, a w środku mogły się przecież rozgrywać dantejskie sceny. Choć niby nos nie podpowiadał czegokolwiek takiego…
- Coś zauważyliście? – mruknęła cicho, nie zdając sobie w końcu sprawy z tego, co oni dokładnie wyczaili (bądź nie), kiedy sama robiła rundkę zapachoznawczą; wiedziała tylko tyle, że - no cóż - zrobiło się tu ciemniej.
- Cain, w porządku? – spytała, obracając się przez ramię. Wahadełko, tak? Więc…? No i jakby, wyglądało na to, że Erik coś z furtką kombinował, więc zakładała, że zaraz ją otworzy i... planowała wejść za nim, oczywiście.
Jeśli weszła, to… dlaczego dom był tak ciemny? To nie środek nocy.
Jeśli weszła… nie wiedziała, co Meadowes chował w tej chacie; równie dobrze mógł wyprowadzić stamtąd Barlow poprzez kominek, co i schować w głębokiej piwnicy. Albo i wyteleportować, jeśli opanował tę sztukę. Jeśli.
I jeszcze…
- Jeszcze jedno. Niby nie czułam tego od strony domu, więc może to nic, może to tylko papierosy, ale… naprawdę porządnie śmierdzi dymem. Tak że oczy i uszy szeroko otwarte – przestrzegła cicho, na wszelki wypadek. W zasadzie, chyba każdy z obecnych powinien być świadomy faktu, iż należy mieć się na baczności. W końcu dosłownie każdy z całej czwórki zaliczał się do grona czarodziejów stojących na straży prawa i porządku magicznego świata; każdy znał ryzyko i specyfikę tej pracy.
Bo przecież poszukiwanie Catherine nie odbiegało aż tak od tego, z czym mieli do czynienia w życiu zawodowym, nieprawdaż?
Rozejrzała się jeszcze po okolicy, dotykając schowanej różdżki. Kwitnąć przed domem w nieskończoność nie mogli, a w środku mogły się przecież rozgrywać dantejskie sceny. Choć niby nos nie podpowiadał czegokolwiek takiego…
- Coś zauważyliście? – mruknęła cicho, nie zdając sobie w końcu sprawy z tego, co oni dokładnie wyczaili (bądź nie), kiedy sama robiła rundkę zapachoznawczą; wiedziała tylko tyle, że - no cóż - zrobiło się tu ciemniej.
- Cain, w porządku? – spytała, obracając się przez ramię. Wahadełko, tak? Więc…? No i jakby, wyglądało na to, że Erik coś z furtką kombinował, więc zakładała, że zaraz ją otworzy i... planowała wejść za nim, oczywiście.