Każdy mógł zgrywać chojraka czy nawet cwaniaka dopóki nie przekroczył magicznej bariery w postaci biura Harper. I pomyśleć, że problemu by nie było gdyby tylko ktoś skupił się bardziej na rzucaniu czarów podczas Beltane zamiast gubienia i poszukiwania własnej różdżki. Niestety nie można było mieć wszystkiego, a uwarzone piwo, należało wypić.
Ciężko westchnął na słowa jednego z nich. Nie było to oczywiście żadnym zaskoczeniem - raczej nikt nie sądził, że wychodząc z biura Moody można było powiedzieć, że sam Lord Voldemort kazał kogoś przyprowadzić... chociaż w tym momencie mogłoby to być na rękę - Nie wiem... - odparł spokojnie, nie wiedząc w sumie dlaczego. W zasadzie powinien się co najmniej trochę zestresować, wszak wołała go do siebie osoba, którą miał czelność potraktować cruciatusem podczas pamiętnego wieczora - Ale zaraz się dowiem - dodał, idąc wraz z dwójką mężczyzn. Może to nadal działała nikotyna, która przyjemnie rozprowadzała się po całym ciele? Ciężko było stwierdzić. Im bliżej biura się jednak znajdowali, tym bardziej czuł jak serce bije mu niczym jakiś młot ale nadal starał się zachowywać normalnie. W tym momencie ten cały list go nie obchodził. Jego zawartość na pewno była ciekawa ale musiał się skupić na rzeczach ważniejszych.
Stanley poprawił swój mundur jakby to miało cokolwiek zmienić, zapukał lekko w drzwi i po chwili wszedł do środka pomieszczenia - Dzień dobry - przywitał się mimo wszystko, rozglądając po całym środku. Sam nie bywał tu zbyt często i nie rozchodziło się o to aby podziwiać jak ładnie było tutaj wystrojone. O nie, nic z tych rzeczy. Rozchodziło się tylko i wyłącznie o próbę wybadania sytuacji czy atmosfery - Rozumiem - odparł, zajmując miejsce które zostało mu przygotowane przez swoją niedoszłą szefową. Poprosiłam? Ciekawe. Wypadli stąd jakby mieli mnie co najmniej rozszarpać - O zeszły kwartał...? - powtórzył, unosząc brew do góry. Borgin był przekonany, że jego rozmówczyni przeszywa go swoim wzrokiem, a nawet jak tego nie potrafiła robić to i tak miał wrażenie, że tak właśnie było - Wszystkie raporty czy dokumenty oddałem chyba w terminie... Jeżeli któryś się nie zgadza albo nie złożyłem go w czasie to zapewniam, że do końca tygodnia to się zmieni i wszystko poprawię - dodał od siebie, podpierając się twarzą o dłoń. Starał się utrzymywać kontakt wzrokowy ze swoją rozmówczynią, nawet pomimo faktu, że miała w sobie coś co odrzucało od tego. Dużo prościej było jej patrzeć prosto w oczy w masce i Śmierciożerczej szacie.
Czekając na odpowiedź od Moody zaczął się zastanawiać czyja zemsta mogłaby być w razie czego gorsza. Dożywocie w Azkabanie czy potraktowanie criuciatusem lub avadą przez zwolenników drogi, którą sam przecież popierał. Nikt raczej na co dzień nie myślał o zdradzie ale jak zaczynało się palić pod nogami... no cóż. Wszystko wchodziło wtedy w grę.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972