15.11.2023, 02:39 ✶
Sam chyba nie był pewien czy cokolwiek w tym ogniu widział, czy może mu się tylko wydawało. Wiedział, że przed oczami przewijały mu się obrazy, ale te dotyczyły głównie jego własnego życia - była w stanie rozpoznać je z łatwością i wskazać nawet niekiedy czas, kiedy miały miejsce. Bardziej jednak, niż te przesuwające się niczym filmowa klatka wizje, pamiętał uczucie jakie w nim narastało, gdy zimny błękit płomieni podrygiwał przed nim i zapraszał w swoje objęcia.
- Spokojnie, do niej mi akurat daleko - odpowiedział z pewnym kwaśnym, ironicznym uśmiechem na wspomnienie Longbottom. Potrzebował zajęcia i włożyć w coś ręce, ale nie był typem osoby, który pracował ponad siły jeśli mu się to absolutnie nie opłacało. Szlachetne podbieranie innym dyżurów czy nadprogramowe patrole nigdy nie leżały w zakresie jego zainteresowań, w szczególności teraz, kiedy swoje zainteresowania miał dość jasno ukierunkowane w stronę limbo.
Przywołanie imienia brygadzistki w pewien sposób go wzburzyło. Może nie w ten gwałtowny, przerysowany sposób, ale wybiło z równowagi, na moment ścierając mu z ust ten jego typowy uśmieszek. Te zmianę jednak skrupulatnie ukrył za kolejnym łykiem kawy i krótkim wyjrzeniem przez okno kawiarni. Sam nie wiedział co powinien myśleć o Brennie po Beltane, bo mimo że sam jeszcze dochodził do siebie, mimo że próbował odnaleźć się w nowej, zimnej rzeczywistości i nie miał z nią wiele do czynienia przez te ostatnie dni (w sumie to wcale) to czuł, że coś się zmieniło. Pojawiło się jakieś uczucie, zalegające na żołądku, sprawiające że ciężko było mu oderwać od niej myśli, kiedy raz zwróciły się w jej kierunku.
- Hmm... ciekawe. Mam nadzieję, że szybko jej to zdejmą - rzucił tylko po chwili zastanowienia. Bo w sumie co innego miał powiedzieć? Taka klątwa to głupia sprawa, ale to też nie tak że było mu jakoś absurdalnie smutno z tego tytułu, bo Mavelle sama w sobie go ani grzała ani ziębiła. Może by się bardziej przejął, gdyby ktoś o wiele bliższy oberwał tego typu sztuczką, chociaż równie prawdopodobne było to, że najpierw poświęciłby sporą ilość czasu na śmianie się z tego.
- A faktycznie. Z nim też się biliśmy. Chociaż głównie to on chciał pobić nas i rozmazać naszego śmierciożercę na trawie - westchnął, niezmiernie jednak zadowolony z faktu, że uniknęli takiego obrotu spraw i mógł się teraz chełpić pojmaniem gagatka żywcem. - Ale nie wiem skąd on się wziął. Może ktoś w panice rzucił zaklęcie? Ktoś kto nie był śmierciożercą? Ale w sumie kto wie, tego dnia tyle się działo i magia tak szalała, że chyba nic by mnie nie zdziwiło. Nawet gdyby okazało się, że wziął się znikąd - potarł skroń nieco zmęczony tym, jak mało wiedzieli o tym wszystkim. - Coś dziwnego? - podchwycił, spoglądając na nią nieco uważniej, kiedy upił znowu z filiżanki. - W sumie ciekawe. Masz jakieś zdolności trzeciego oka?
- Spokojnie, do niej mi akurat daleko - odpowiedział z pewnym kwaśnym, ironicznym uśmiechem na wspomnienie Longbottom. Potrzebował zajęcia i włożyć w coś ręce, ale nie był typem osoby, który pracował ponad siły jeśli mu się to absolutnie nie opłacało. Szlachetne podbieranie innym dyżurów czy nadprogramowe patrole nigdy nie leżały w zakresie jego zainteresowań, w szczególności teraz, kiedy swoje zainteresowania miał dość jasno ukierunkowane w stronę limbo.
Przywołanie imienia brygadzistki w pewien sposób go wzburzyło. Może nie w ten gwałtowny, przerysowany sposób, ale wybiło z równowagi, na moment ścierając mu z ust ten jego typowy uśmieszek. Te zmianę jednak skrupulatnie ukrył za kolejnym łykiem kawy i krótkim wyjrzeniem przez okno kawiarni. Sam nie wiedział co powinien myśleć o Brennie po Beltane, bo mimo że sam jeszcze dochodził do siebie, mimo że próbował odnaleźć się w nowej, zimnej rzeczywistości i nie miał z nią wiele do czynienia przez te ostatnie dni (w sumie to wcale) to czuł, że coś się zmieniło. Pojawiło się jakieś uczucie, zalegające na żołądku, sprawiające że ciężko było mu oderwać od niej myśli, kiedy raz zwróciły się w jej kierunku.
- Hmm... ciekawe. Mam nadzieję, że szybko jej to zdejmą - rzucił tylko po chwili zastanowienia. Bo w sumie co innego miał powiedzieć? Taka klątwa to głupia sprawa, ale to też nie tak że było mu jakoś absurdalnie smutno z tego tytułu, bo Mavelle sama w sobie go ani grzała ani ziębiła. Może by się bardziej przejął, gdyby ktoś o wiele bliższy oberwał tego typu sztuczką, chociaż równie prawdopodobne było to, że najpierw poświęciłby sporą ilość czasu na śmianie się z tego.
- A faktycznie. Z nim też się biliśmy. Chociaż głównie to on chciał pobić nas i rozmazać naszego śmierciożercę na trawie - westchnął, niezmiernie jednak zadowolony z faktu, że uniknęli takiego obrotu spraw i mógł się teraz chełpić pojmaniem gagatka żywcem. - Ale nie wiem skąd on się wziął. Może ktoś w panice rzucił zaklęcie? Ktoś kto nie był śmierciożercą? Ale w sumie kto wie, tego dnia tyle się działo i magia tak szalała, że chyba nic by mnie nie zdziwiło. Nawet gdyby okazało się, że wziął się znikąd - potarł skroń nieco zmęczony tym, jak mało wiedzieli o tym wszystkim. - Coś dziwnego? - podchwycił, spoglądając na nią nieco uważniej, kiedy upił znowu z filiżanki. - W sumie ciekawe. Masz jakieś zdolności trzeciego oka?