15.11.2023, 12:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.11.2023, 13:25 przez Brenna Longbottom.)
Brenna na co dzień rzeczywiście nie wyglądała na bogatą. Pracowała w Brygadzie i miała skłonności do brania nadgodzin, a po pracy w magicznym Londynie chodziła zwykle w nijakich szatach, zaś w Dolinie Godryka często włóczyła wręcz w porwanych spodniach i mugolskich koszulkach. Jedyną biżuterią, jaką zwykle nosiła, był wisiorek od Mavelle z połową słońca i zegarek - po którym widać było, że był drogi, ale... jakieś trzydzieści czy czterdzieści lat temu. Te pieniądze było po niej widać dopiero, kiedy szła na przyjęcie i wyciągała z szafy sukienkę od Rosierów (bo wbrew pozorom wcale się w takich ubraniach nieswojo nie czuła) albo nagle wpadała do kawiarni i składała zamówienie na sto pączków.
Nie było specjalnie zaskakujące, że ktoś o tym, ile Brenna ma pieniędzy - odziedziczonych zresztą głównie po dziadku Potterze - zapomniał. Nawet stojąc przed tą posiadłością, wielką, ale jednak nie tak onieśmielającą jak choćby Malfoy's Manor, otoczoną sadami, z ogrodem na tyłach, i należącą nie do Brenny przecież, a jej dziadka.
- Już idę!!! - zawołała z daleka, gdy najpierw psy wystrzeliły ku bramie wejściowej, a potem rozległ się krzyk Quirke. Brenna właśnie wyprowadziła całą tę hałastrę - cztery psy, pośród nich Łatek, kundel, którego wiele osób wzięłoby za najpaskudniejszego psa świata, golden Gałgan, wielki, ciemny Ponurak, a także Brownie, który niedawno dołączył do stada - na wieczorny spacer. A raczej taki miała zamiar. Pogoniła teraz za nimi w te pędy i po chwili Olivia mogła dostrzec, jak Brenna nadbiega: w krótkich, wyblakłych szortach, szarej, zbyt obszernej koszulce i kolorowych, znoszonych trampkach. Ciemne włosy po całym dniu sterczały na wszystkie strony, a nawet ostało się w nich jakieś źdźbło trawy: niewykluczone, że ledwo co tarzała się po niej z psami. Nasadziła też na nią czapkę z daszkiem z napisem.
- Nie przejmuj się, myślę, że udziabać to mógłby tylko Ponurak i to tylko, gdyby ktoś mu kazał - uspokoiła Olivię, a Gałgan, jakby chcąc potwierdzić jej słowa, stanął na dwóch łapach i szczekanie zamieniło się w proszące piszczenie, a jego wielkie oczy wpatrzyły się w piłeczkę. - Ale ten tu... och, on mógłby spróbować zalizać cię na śmierć. - oświadczyła z rozbawieniem, pochylając się, by chwycić Gałgana za obrożę jedną ręką, kiedy drugą sięgnęła ku klamce. - Dam ci szansę i go przytrzymam, zanim się na ciebie rzuci. I ostrzegam, ta piłeczka to bardzo, bardzo zły ruch, on będzie chciał, żebyś mu ją rzucała przez najbliższe... no tak od dwóch do pięciu lat. A w ogóle to cześć, miło cię widzieć - wyrzuciła z siebie z prędkością karabinu maszynowego. Gałgan szarpnął się w jej uścisku, wciąż wpatrzony w piłeczkę, Brownie podszedł do Olivii, wyraźnie zaciekawiony. Łatek, nieco nieśmiały, trzymał się z boku, a Ponurak - który naprawdę wyglądał jak ten Ponurak ze złych omenów - obserwował Olivię z cienia, jaki rzucał mur.
Nie było specjalnie zaskakujące, że ktoś o tym, ile Brenna ma pieniędzy - odziedziczonych zresztą głównie po dziadku Potterze - zapomniał. Nawet stojąc przed tą posiadłością, wielką, ale jednak nie tak onieśmielającą jak choćby Malfoy's Manor, otoczoną sadami, z ogrodem na tyłach, i należącą nie do Brenny przecież, a jej dziadka.
- Już idę!!! - zawołała z daleka, gdy najpierw psy wystrzeliły ku bramie wejściowej, a potem rozległ się krzyk Quirke. Brenna właśnie wyprowadziła całą tę hałastrę - cztery psy, pośród nich Łatek, kundel, którego wiele osób wzięłoby za najpaskudniejszego psa świata, golden Gałgan, wielki, ciemny Ponurak, a także Brownie, który niedawno dołączył do stada - na wieczorny spacer. A raczej taki miała zamiar. Pogoniła teraz za nimi w te pędy i po chwili Olivia mogła dostrzec, jak Brenna nadbiega: w krótkich, wyblakłych szortach, szarej, zbyt obszernej koszulce i kolorowych, znoszonych trampkach. Ciemne włosy po całym dniu sterczały na wszystkie strony, a nawet ostało się w nich jakieś źdźbło trawy: niewykluczone, że ledwo co tarzała się po niej z psami. Nasadziła też na nią czapkę z daszkiem z napisem.
- Nie przejmuj się, myślę, że udziabać to mógłby tylko Ponurak i to tylko, gdyby ktoś mu kazał - uspokoiła Olivię, a Gałgan, jakby chcąc potwierdzić jej słowa, stanął na dwóch łapach i szczekanie zamieniło się w proszące piszczenie, a jego wielkie oczy wpatrzyły się w piłeczkę. - Ale ten tu... och, on mógłby spróbować zalizać cię na śmierć. - oświadczyła z rozbawieniem, pochylając się, by chwycić Gałgana za obrożę jedną ręką, kiedy drugą sięgnęła ku klamce. - Dam ci szansę i go przytrzymam, zanim się na ciebie rzuci. I ostrzegam, ta piłeczka to bardzo, bardzo zły ruch, on będzie chciał, żebyś mu ją rzucała przez najbliższe... no tak od dwóch do pięciu lat. A w ogóle to cześć, miło cię widzieć - wyrzuciła z siebie z prędkością karabinu maszynowego. Gałgan szarpnął się w jej uścisku, wciąż wpatrzony w piłeczkę, Brownie podszedł do Olivii, wyraźnie zaciekawiony. Łatek, nieco nieśmiały, trzymał się z boku, a Ponurak - który naprawdę wyglądał jak ten Ponurak ze złych omenów - obserwował Olivię z cienia, jaki rzucał mur.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.