15.11.2023, 15:59 ✶
Psy były ciekawymi zwierzętami. Odpowiednio wytresowane mogły wyrządzić naprawdę wiele szkód osobom, które jakimś cudem dałyby radę tu wejść. Chociaż czy ktokolwiek dałby radę włamać się do jednego z najlepiej strzeżonych domów w Anglii? Raczej nie, ale jakby ktoś jednak próbował... Olivia nawet nie chciała o tym myśleć. Obróciła piłeczkę w palcach, patrząc z niejakim zaskoczeniem na scenę, która się przed nią rozgrywała. Brenna nie pasowała jej do tego miejsca, zwłaszcza teraz, gdy wyglądała... No - jak Brenna.
- Gdy mówiłaś mi, że masz kilka psów, to nie podejrzewałam że jest to kilka dużych psów - powiedziała, opuszczając rękę z piłeczką. Podsunęła ją pod nos Brownie, z niepokojem patrząc na szarpiącego się Gałgana. Psy miały to do siebie, że nierzadko nie zdawały sobie sprawy ze swojej siły. A były cholernie silne, szczególnie te większe. Jeden ruch i mogły kogoś przewrócić, a łażąc po nim - boleśnie wbić łapy w miękkie części ciała, które zdecydowanie nie chciały być naciskane. - Nie wyprowadzasz ich na smyczach?
Kucnęła przy Brownie i wyciągnęła rękę, żeby pies miał szansę zapoznać się z jej zapachem. Nie każdy zwierzak lubił to, jak pachniała, głównie ze względu na przeżarte zapachem tytoniowym ubrania Olivii.
- Mam wszystko, co mi ta kobieta dała. Nie wiem skąd to miała, ale jest tego masa. Piłki, gryzaki i te śmieszne patyki - poturlała jedną piłeczkę po ziemi i sięgnęła po patyk. Był gruby, grubości jej przedramienia, i długi. - Wygląda ci to na zabawkę dla szczeniaka? Bo mi nie. Ale sprawdziłam i to żaden podstęp, no może poza tym, że mnie franca okradła. Może to też kradzione? Nie wiem, ale nie mam psa a to ewidentnie psi szpej.
Zerknęła na Ponuraka i przekrzywiła głowę. Patrząc na jego pysk i wzrok już wiedziała, skąd to imię. Nie chciałaby spotkać go w jakimś ciemnym zaułku, gdy się tak patrzył.
- Gdy mówiłaś mi, że masz kilka psów, to nie podejrzewałam że jest to kilka dużych psów - powiedziała, opuszczając rękę z piłeczką. Podsunęła ją pod nos Brownie, z niepokojem patrząc na szarpiącego się Gałgana. Psy miały to do siebie, że nierzadko nie zdawały sobie sprawy ze swojej siły. A były cholernie silne, szczególnie te większe. Jeden ruch i mogły kogoś przewrócić, a łażąc po nim - boleśnie wbić łapy w miękkie części ciała, które zdecydowanie nie chciały być naciskane. - Nie wyprowadzasz ich na smyczach?
Kucnęła przy Brownie i wyciągnęła rękę, żeby pies miał szansę zapoznać się z jej zapachem. Nie każdy zwierzak lubił to, jak pachniała, głównie ze względu na przeżarte zapachem tytoniowym ubrania Olivii.
- Mam wszystko, co mi ta kobieta dała. Nie wiem skąd to miała, ale jest tego masa. Piłki, gryzaki i te śmieszne patyki - poturlała jedną piłeczkę po ziemi i sięgnęła po patyk. Był gruby, grubości jej przedramienia, i długi. - Wygląda ci to na zabawkę dla szczeniaka? Bo mi nie. Ale sprawdziłam i to żaden podstęp, no może poza tym, że mnie franca okradła. Może to też kradzione? Nie wiem, ale nie mam psa a to ewidentnie psi szpej.
Zerknęła na Ponuraka i przekrzywiła głowę. Patrząc na jego pysk i wzrok już wiedziała, skąd to imię. Nie chciałaby spotkać go w jakimś ciemnym zaułku, gdy się tak patrzył.