Prewett zaskakiwał go tak samo, jak tamtego dnia Lucrecja. Nie zada mu pytań w kwestii zainteresowań, bo był przekonany, że mógłby odgadnąć. Nie da się ukryć, że zainteresował tym Nicholasa, który uniósł brew ku górze, aby usłyszeć jego odpowiedź. Ciekaw był, jak wiele z niego Laurent może wyczytać, ocenić.
I była tutaj niespodzianka. Magiczne stworzenia. Nie były szczerze powiedziawszy jego wielkim zainteresowaniem, co bardziej pomoc w rodzinie., gdyż ojciec jego kierował organizacją Artemis. Książki? Historia? Nie da się ukryć. Szczególnie te tajemnice i zakazane przykuwały oczy. Uczył się nadal, aby opanować znacznie lepiej nekromancję. Więc tak, odgadł. Jakby był jakimś jasnowidzem czy wróżbitą. Jednakże kolorystyka u Nicholasa nie miała miejsca bytu, jeżeli miała być tęczowa. W niej królowały zimne barwy.
- Zależy jak rozumiemy pojęcie sztuki. Ale nie, tutaj sztuka w stylu teatru nie ma bytu. A już szczególnie, jeżeli chodzi o coś kolorowego. Może bardziej żałobnego.Wskazówka? Bardziej nawiązująca do jego zawodu w Ministerstwie Magii. W końcu ubierał się jak śmierć. Miał jej spojrzenie. Otaczał się lodowym niewidzialnym murem, stworzonym przez samego siebie, będącego czymś w rodzaju dystansu do niektórych osób.
W poprzednich propozycjach zgadywanki, Nicholas nie odniósł się, jakby uznał że nie to tego warte, lub nie chciał się przyznawać. Ale delikatny uśmiech mógłby sugerować, że nie spodziewałby się tak trafnej odpowiedzi. Kolorami o jakich wspominał Prewett, był on sam w wizji Nicholasa.
- Może taka mi odpowiada.
Odpowiedział ze spokojem. Innej opcji Yaxley nie widział. Ta egzystencja była mu jakby pisana? Może sam do niej dążył. Tematu dalej nie komentował. Ze skinieniem głowy przyjął jego słowa do wiadomości.Później była walka z myślami, co odpowiedzieć, na wspomniane oczekiwania. Prewett umiejętnie sobie nim zakręcił, czego Yaxley nie był w stanie mu tego teraz darować. Czyżby miał słabość do tego selkie? Laurent sprytnie rozegrał to spotkanie, kończąc je otrzymaniem zadowalającej dla siebie odpowiedzi ze strony rozmówcy. Nicholas wstał dopiero, kiedy Laurent wyciągnął w jego kierunku dłoń, aby uścisnąć na pożegnanie. Uczynił to, bez słowa. Nie zatrzymywał go. Odprowadził go wzrokiem aż do wyjścia, siadając na swoje miejsce z powrotem. Siedział tak przez jakąś chwilę w zamyśleniu. Rozważaniu i analizowaniu jego zachowania. Co przez to spotkanie Laurent chciał uzyskać? Spokój? Miał sumienie? Obawy? Następnym razem, to Nicholas będzie rozdawał karty.
Dopił kawę, zapłacił za swoją, chyba że Laurent dokonał tego i za niego. Zabrał swoje rzeczy i wyszedł.