15.11.2023, 17:09 ✶
Zapytana o to, pewnie uważałaby, że zawsze wygląda jak Brenna. W mundurze w Ministerstwie, w porwanych spodniach w sadzie, w starej szacie na Nokturnie i w eleganckiej na spotkaniu biznesowym, w sukni na balu - zawsze czuła się jednakowo sobą. Ale jeżeli ktoś znał ją tylko z jednej strony... to i pewnie miał pewne prawo czuć momentami odrobinę dysonansu.
- Łatek nie jest znowu aż taki duży - roześmiała się Brenna, wciąż ściskając obrożę Gałgana. Łatek, ten nieśmiały, który trzymał się nieco na tyłach, był kundlem, nie małym, ale też nie jakimś bardzo wielkim. - Wiesz, poszliśmy do schroniska po jednego psa. To znaczy ja i mój brat. Ale Erik podszedł do pierwszego boksu, w którym był Gałgan i sam rozumiesz, jak już dał mu nadzieję, nie mogliśmy go tam zostawić, prawda? A ja zobaczyłam tego tutaj, i uznałam, że po prostu nie mogę go w tym schronisku zostawić. No i potem zerknęliśmy na Ponuraka, który siedział w tej klatce tak na boku, i okazało się, że ma nieduże szanse na adopcje, bo jest... no taki ponury i wycofany, i gdyby któreś z nas było tam osobno, to pewnie okazalibyśmy rozsądek, ale doszło do zjawiska rozproszenia odpowiedzialności, i wyszliśmy stamtąd z trzema psami - zrelacjonowała. Ta opowieść też w gruncie rzeczy sporo o stanie majątkowym rodzeństwa mówiła: nie znali w pewnych sprawach umiaru, bo znać go nie musieli.
Sięgnęła po jedną z zabawek, które przyniosła Olivia, by najpierw podstawić ją pod nos Gałganowi, a potem ją rzuciła. Pies, uwolniony z uścisku, natychmiast za nią pognał. Za to Brownie, radośnie merdając ogonem, schwycił w zęby piłeczkę.
- Jeśli idę za bramę z więcej niż z jednym, idą na smyczach. Co czasem kończy się różnie, ostatnio na przykład zobaczyły zająca i skończyłam oplątana czterema smyczami. Myślałam, że już nigdy się nie uwolnię - powiedziała, prostując się. Jak dość często z nią bywało: mówiła trochę zbyt dużo i trochę za szybko. - Na razie puściłam je do sadu, żeby się trochę wybiegały, ale zaraz zabieram je na spacer na wrzosowisko, dzisiaj moja kolejka. Chcesz iść ze mną? Możesz wziąć Brownie, jest względnie grzeczny i raczej przyjacielski, bo Ponurak to jest trochę nieufny, Łatek boi się jeszcze obcych, a Gałgan... no on wtedy najbardziej entuzjastycznie gonił za tym zającem, zresztą...
Urwała, by sięgnął po zabawkę, którą Gałgan z powrotem ku nim przyniósł i cisnęła ją ponownie.
- Sama widzisz, ma aż za dużo energii. I obawiam się, że mogła tu ukraść, ale nawet ja nie będę zaczynała śledztwa w sprawie psiej piłeczki, pewnie uznano by mnie za szaloną.
- Łatek nie jest znowu aż taki duży - roześmiała się Brenna, wciąż ściskając obrożę Gałgana. Łatek, ten nieśmiały, który trzymał się nieco na tyłach, był kundlem, nie małym, ale też nie jakimś bardzo wielkim. - Wiesz, poszliśmy do schroniska po jednego psa. To znaczy ja i mój brat. Ale Erik podszedł do pierwszego boksu, w którym był Gałgan i sam rozumiesz, jak już dał mu nadzieję, nie mogliśmy go tam zostawić, prawda? A ja zobaczyłam tego tutaj, i uznałam, że po prostu nie mogę go w tym schronisku zostawić. No i potem zerknęliśmy na Ponuraka, który siedział w tej klatce tak na boku, i okazało się, że ma nieduże szanse na adopcje, bo jest... no taki ponury i wycofany, i gdyby któreś z nas było tam osobno, to pewnie okazalibyśmy rozsądek, ale doszło do zjawiska rozproszenia odpowiedzialności, i wyszliśmy stamtąd z trzema psami - zrelacjonowała. Ta opowieść też w gruncie rzeczy sporo o stanie majątkowym rodzeństwa mówiła: nie znali w pewnych sprawach umiaru, bo znać go nie musieli.
Sięgnęła po jedną z zabawek, które przyniosła Olivia, by najpierw podstawić ją pod nos Gałganowi, a potem ją rzuciła. Pies, uwolniony z uścisku, natychmiast za nią pognał. Za to Brownie, radośnie merdając ogonem, schwycił w zęby piłeczkę.
- Jeśli idę za bramę z więcej niż z jednym, idą na smyczach. Co czasem kończy się różnie, ostatnio na przykład zobaczyły zająca i skończyłam oplątana czterema smyczami. Myślałam, że już nigdy się nie uwolnię - powiedziała, prostując się. Jak dość często z nią bywało: mówiła trochę zbyt dużo i trochę za szybko. - Na razie puściłam je do sadu, żeby się trochę wybiegały, ale zaraz zabieram je na spacer na wrzosowisko, dzisiaj moja kolejka. Chcesz iść ze mną? Możesz wziąć Brownie, jest względnie grzeczny i raczej przyjacielski, bo Ponurak to jest trochę nieufny, Łatek boi się jeszcze obcych, a Gałgan... no on wtedy najbardziej entuzjastycznie gonił za tym zającem, zresztą...
Urwała, by sięgnął po zabawkę, którą Gałgan z powrotem ku nim przyniósł i cisnęła ją ponownie.
- Sama widzisz, ma aż za dużo energii. I obawiam się, że mogła tu ukraść, ale nawet ja nie będę zaczynała śledztwa w sprawie psiej piłeczki, pewnie uznano by mnie za szaloną.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.