15.11.2023, 19:57 ✶
Nieprzyzwoicie wczesna godzina? To chyba nie w tej rodzinie. Pewnie, czasem bywały takie dni, że aż prosiło się o pozostanie dłużej łóżku, owijając się kołdrą jak się tylko dało, ale to dotyczyło bardziej tych deszczowych, leniwych poranków; nie tych, gdzie wszystko wręcz zachęcało do wyściubienia nosa spod pierzyny.
Słońce, śpiew ptaków, poranny chłód, idealny na przebieżkę razem z psami - no czego by tu więcej chcieć, czego? Tak że Bones nawet nie trzeba było wyciągać z pieleszy; sama się wyciągnęła, ubiegając zresztą skrzatkę w materii porannego pokręcenia się po kuchni, zapewne ku wielkiej zgrozie i rozpaczy Malwy (no bo jak to, ta zrobi śniadanie, tamta zrobi śniadanie i zaraz się okaże, że wszyscy są nakarmieni, a ona sama nie zrobiła nic w zakresie zadbania o pełne żołądki domowników...).
Mavelle przeciągnęła się leniwie, gdy przystanęły pod drzewem, aż dało się posłyszeć chrzęst kości. Na wargach kobiety błąkał się lekki uśmiech - pełna energii sfora to widok zaiste wspaniały; aż się wręcz prosiło o to, by namówić Brennę i dołączyć do czworonogów w tym całym ich hasaniu.
Ha, taka "przebieżka" to dopiero by z nich wycisnęła siódme poty!
Ale, ale, mimo wszystko należało się zatroszczyć trochę o drzewka, a raczej o ich owoce...
- Erik i pycha? Hm, dla mnie to brzmi jak oksymoron. I nie powiem, o tej twojej licytacji to pewnie przez wiele lat jeszcze będą wspominać, nie dadzą mu zapomnieć - rzuciła lekkim, beztroskim tonem, jakby nad głowami nie wisiały im wszelkie możliwe problemy, z cyklu "musisz uratować świat" bądź chociażby "staruszkę, co wolno przechodzi na przejściu i jakiś baran się zirytował" - A to nie jest tak, jak z tą mugolską piłką nożną? Biega sobie cały tabun facetów po boisku, z oddali wyglądają jak jakieś mrówki czy coś, a jednak spijają śmietankę popularności. Ot, magia sportu połączona z ładną buzią i mamy, co mamy - skwitowała, wzruszając lekko ramionami. Nott ją ni ziębił, ni grzał; nie była taką fanką quidditcha, żeby przejmować się jego gwiazdami. Ba, całkiem możliwe, że nawet gdyby czołowi gracze przed nią stanęli, to nawet nie potrafiłaby ich rozpoznać...
- No dobrze, sprawdźmy, czy nie zapomniałam, jak się wchodzi na drzewo - stwierdziła pół-żartem, pół-serio, obchodząc dookoła drugie, sąsiadujące drzewko. Hm, która to gałąź wygląda najbardziej obiecująco...? - Swoją drogą, to aż jestem zaskoczona, że Vesper znalazł się na pierwszym miejscu. Wiesz... generalnie to o nim nie słychać, a tu proszę, niespodzianka. Chyba że ktoś w redakcji postanowił zażartować? - rzuciła jeszcze, koniec końców wdrapując się na drzewo i sadowiąc na gałęzi.
Słońce, śpiew ptaków, poranny chłód, idealny na przebieżkę razem z psami - no czego by tu więcej chcieć, czego? Tak że Bones nawet nie trzeba było wyciągać z pieleszy; sama się wyciągnęła, ubiegając zresztą skrzatkę w materii porannego pokręcenia się po kuchni, zapewne ku wielkiej zgrozie i rozpaczy Malwy (no bo jak to, ta zrobi śniadanie, tamta zrobi śniadanie i zaraz się okaże, że wszyscy są nakarmieni, a ona sama nie zrobiła nic w zakresie zadbania o pełne żołądki domowników...).
Mavelle przeciągnęła się leniwie, gdy przystanęły pod drzewem, aż dało się posłyszeć chrzęst kości. Na wargach kobiety błąkał się lekki uśmiech - pełna energii sfora to widok zaiste wspaniały; aż się wręcz prosiło o to, by namówić Brennę i dołączyć do czworonogów w tym całym ich hasaniu.
Ha, taka "przebieżka" to dopiero by z nich wycisnęła siódme poty!
Ale, ale, mimo wszystko należało się zatroszczyć trochę o drzewka, a raczej o ich owoce...
- Erik i pycha? Hm, dla mnie to brzmi jak oksymoron. I nie powiem, o tej twojej licytacji to pewnie przez wiele lat jeszcze będą wspominać, nie dadzą mu zapomnieć - rzuciła lekkim, beztroskim tonem, jakby nad głowami nie wisiały im wszelkie możliwe problemy, z cyklu "musisz uratować świat" bądź chociażby "staruszkę, co wolno przechodzi na przejściu i jakiś baran się zirytował" - A to nie jest tak, jak z tą mugolską piłką nożną? Biega sobie cały tabun facetów po boisku, z oddali wyglądają jak jakieś mrówki czy coś, a jednak spijają śmietankę popularności. Ot, magia sportu połączona z ładną buzią i mamy, co mamy - skwitowała, wzruszając lekko ramionami. Nott ją ni ziębił, ni grzał; nie była taką fanką quidditcha, żeby przejmować się jego gwiazdami. Ba, całkiem możliwe, że nawet gdyby czołowi gracze przed nią stanęli, to nawet nie potrafiłaby ich rozpoznać...
- No dobrze, sprawdźmy, czy nie zapomniałam, jak się wchodzi na drzewo - stwierdziła pół-żartem, pół-serio, obchodząc dookoła drugie, sąsiadujące drzewko. Hm, która to gałąź wygląda najbardziej obiecująco...? - Swoją drogą, to aż jestem zaskoczona, że Vesper znalazł się na pierwszym miejscu. Wiesz... generalnie to o nim nie słychać, a tu proszę, niespodzianka. Chyba że ktoś w redakcji postanowił zażartować? - rzuciła jeszcze, koniec końców wdrapując się na drzewo i sadowiąc na gałęzi.