Ciężko się było nie zgodzić z Dagurem w tym co prawił. I to już nawet nie rozchodziło się o fakt ich relacji, a raczej tego, że mówił po prostu prawdę. Akurat na bezpieczeństwie i szczęściu sióstr zależało także Hjalmarowi i podobnie zresztą jak ojciec, nie miał zamiaru wydawać ich za byle kogo... no chyba, że byłyby wtedy szczęśliwe. Cóż, o to właśnie chodziło, czyż nie? To one miały się spełniać w życiu, żyć jego pełnią i przede wszystkim dobrze się bawić. Reszta rodziny była po to aby je wspierać i pomagać na każdym kroku - stać za nimi murem. Sam Nordgersim był dobrze wychowany i oddany w pełni tradycjom. Nikomu by nie zrobił krzywdy, a już na pewno nikomu kto by na to nie zasłużył.
Nigdy nie ważysz alkoholu w pojedynkę - zawsze był tym pomocnikiem i widział jak to się robi. Oczywiście wierzył Dagurowi, że jest to tak z tajnikami kowalstwa i jubilerstwa, wszak trochę musiał pomachać łopatą w swoim życiu, aby dostąpić tego zaszczytu - niejako wyniesienia na piedestały tej sztuki... i to przez własnego mistrza, którym był jego ojciec. Nawet gdyby Hjalmarowi nie udało się raz, drugi, trzeci uważyć żadnego dobrego trunku to pewnie nie byłoby z tym żadnego problemu. W myśl zasady, że nie od razu Rzym zbudowano.
Uśmiechnął się mimo wszystko pod nosem, słysząc jak ojciec wyraża się w samych superlatywach o jego najlepszych przyjaciołach. Dobrze było wiedzieć, że on również tak uważa - Prawda to. Nawet najsłodsze kłamstewko z ust Katli brzmi jak najświętsza prawda - dodał od siebie. Nie uważał, że jego siostra ich okłamywała - nic z tych rzeczy. Po prostu podkreślał jak wielki miała dar do rozmawiania z innymi ludźmi i przekonywania ich do własnych racji - Azkaban? - zapytał. Nie był pewien czy Dagurowi chodziło właśnie o to więzienie ale prawdę mówiąc to Hjalmar nie znał żadnego innego.
- Jeżeli się nie przewrócisz to się nie nauczysz... - spojrzał w kierunku swojego rozmówcy - A czy przypadkiem to nie były Twoje słowa? Hmm? - przetarł dłonią po brodzie. Musiał się dopytać, ponieważ nie był pewien czy to mówił starszy Nordgersim czy jego matka - Wiem, że gdybyś musiał to poszedłbyś do samego Odyna prosić o zgodę, a następnie byś wrócił z nią na ziemię. Doceniam to ojcze. Naprawdę. Ale musisz nam pozwolić się potknąć, przewrócić, rozbić sobie nos... Tylko wtedy się nauczymy. Zarówno ja jak i wszystkie Twoje córy - tłumaczył powoli i spokojnie. Nie było powodu aby wściekać na nikogo - Ty wraz z mamą zrobiliście wszystko aby nas przygotować do tego życia. Wysłaliście nas do najlepszej możliwie szkoły. Wspieraliście nas chyba we wszystkim... Nie ważne jak głupie było to na co akurat wpadliśmy - dodał. No tutaj może lekko przekolorował, wszak Dagur na pewno nie był zwolennikiem tego, że jego syn tłukł swoich kolegów, a on był gościem specjalnym w Durmstrangu - Jeżeli mi się nie uda to wrócę przecież tutaj. Tu zawsze będzie moje miejsce - poklepał go po barku w przyjacielskim geście. W końcu ktoś się musiał zajmować rodzicami na starość i Hjalmar nie miał z tym problemu, aby to na niego spadł ten obowiązek. Nie miał zamiaru męczyć tym swoich sióstr.
Mogliby tak dalej dyskutować ale nie było czasu - był pożar. Chwycił czym prędzej łopatę ze środka i biegł ile sił w nogach w kierunku płonącego krzewu. Dagur z tą beczką wyglądał co najmniej śmiesznie ale nie mógł się nad tym teraz rozwodzić. Ojciec zaraz wylał całą zawartość, a on próbował kilkukrotnie to przysypać ziemią. Niestety nic to nie pomogło, a sam krzak się zaraz rozmył. Zanim to się jednak stało udało się dostrzec mężczyznę, funkcjonariusza, który chyba nie był w najlepszym stanie. Sytuacja była bardzo dziwna.
- Nie wiem... Też czytałem o nim w gazecie. Bohater z Beltane... Ale co to było... To ja nie mam pojęcia. Pierwszy raz coś takiego widzę jak żyję - wytłumaczył ojcowi, widząc jego zdziwienie. Jego własna mina musiała być co najmniej podobna, ponieważ czuł jakby coś go wryło w ziemię - To tak po prostu... zniknęło? - zapytał, nadal nie dowierzając w to co się stało - Czyli to nie był prawdziwy pożar... Fałszywy alarm... - podrapał się po głowie, próbując to sobie jakoś ułożyć - Ale dlaczego akurat u nas on się pojawił? Może któryś z sąsiadów miał też taki przypadek? - zarzucił łopatę na barki i odwrócił się w kierunku domostwa, aby do niego powrócić. Nie było nic tu po nich skoro "pożar" został ugaszony.