16.11.2023, 10:05 ✶
Słuchała tej historii z lekkim niedowierzaniem, ale gdy tak mocniej się zastanowiła nad tym, JAK to się stało, że mają aż cztery psy, to wydało jej się to w sumie logiczne. Dokładnie z tego samego powodu nigdy nie odwiedzała schronisk czy przytułków dla zwierząt - bo nie potrafiłaby wybrać tylko jednego z nich. Wszystkie tam potrzebowały kochających domów. Brenna mogła sobie pozwolić na wzięcie tych psów, ona by nie mogła takiej zgrai utrzymać w mieszkaniu: i chyba pękłoby jej serce.
- Z chęcią się przejdę, zwłaszcza jeśli dzięki temu unikniemy zaplątania w smycze - wyciągnęła ostrożnie rękę do Browniego i musnęła go po głowie z zachwytem. - Jaki on delikatny!
Zachwyciła się, ostrożnie głaszcząc psiaka po głowie. Psy miały naprawdę różne temperamenty i nie wiadomo dlaczego ale spodziewała się, że Brenna będzie miała same postrzelone zwierzęta. Takie jak Gałgan. Zerknęła na ganiającego za zabawką psiaka.
- Jak się ma Erik? Nie miga się od psich obowiązków, mam nadzieję? - zwłaszcza że sam przyłożył rękę do tego, żeby mieszkała tu taka zgraja. Nie znała brata Brenny, ale często pojawiał się w jej opowieściach, wydawał się być dobrym człowiekiem, chociaż tak samo kopniętym, co Brenna. Przynajmniej w niektórych sprawach. Ale czy mogła się dziwić rodzeństwu, które przyprowadziło psy do domu? Przecież sama zrobiłaby dokładnie to samo. - Z ciekawości: jak zareagowali rodzice na to? I w ogóle mieszkańcy domu. Psy to obowiązek i dużo hałasu. Miłości też, ale no. Wiesz o co chodzi.
Sięgnęła do reklamówki po kostkę owiniętą brązowym papierem. Ostrożnie ją rozpakowała i podsunęła Łatkowi, pilnując się, żeby się nadto nie zbliżyć, bo przecież nie chciała psa spłoszyć, a tylko dać mu coś do jedzenia. Kości dobrze robiły na psie zęby.
- Zwłaszcza że była mugolką, tak mi się wydaje. Ale nie mam pewności. Londyn jest duży a stało się to w jego niemagicznej części. Sprytna jednak była, bo mi wcisnęła tę bajeczkę o szczeniaku i cyk, nie ma portfela. Ale miałam tam tylko kilka funtów, więc w sumie nic się nie stało. Po naszej ostatniej przygodzie postanowiłam zabierać ze sobą mugolskie pieniądze, gdybym znowu pomyliła moją siostrę z kimś innym.
- Z chęcią się przejdę, zwłaszcza jeśli dzięki temu unikniemy zaplątania w smycze - wyciągnęła ostrożnie rękę do Browniego i musnęła go po głowie z zachwytem. - Jaki on delikatny!
Zachwyciła się, ostrożnie głaszcząc psiaka po głowie. Psy miały naprawdę różne temperamenty i nie wiadomo dlaczego ale spodziewała się, że Brenna będzie miała same postrzelone zwierzęta. Takie jak Gałgan. Zerknęła na ganiającego za zabawką psiaka.
- Jak się ma Erik? Nie miga się od psich obowiązków, mam nadzieję? - zwłaszcza że sam przyłożył rękę do tego, żeby mieszkała tu taka zgraja. Nie znała brata Brenny, ale często pojawiał się w jej opowieściach, wydawał się być dobrym człowiekiem, chociaż tak samo kopniętym, co Brenna. Przynajmniej w niektórych sprawach. Ale czy mogła się dziwić rodzeństwu, które przyprowadziło psy do domu? Przecież sama zrobiłaby dokładnie to samo. - Z ciekawości: jak zareagowali rodzice na to? I w ogóle mieszkańcy domu. Psy to obowiązek i dużo hałasu. Miłości też, ale no. Wiesz o co chodzi.
Sięgnęła do reklamówki po kostkę owiniętą brązowym papierem. Ostrożnie ją rozpakowała i podsunęła Łatkowi, pilnując się, żeby się nadto nie zbliżyć, bo przecież nie chciała psa spłoszyć, a tylko dać mu coś do jedzenia. Kości dobrze robiły na psie zęby.
- Zwłaszcza że była mugolką, tak mi się wydaje. Ale nie mam pewności. Londyn jest duży a stało się to w jego niemagicznej części. Sprytna jednak była, bo mi wcisnęła tę bajeczkę o szczeniaku i cyk, nie ma portfela. Ale miałam tam tylko kilka funtów, więc w sumie nic się nie stało. Po naszej ostatniej przygodzie postanowiłam zabierać ze sobą mugolskie pieniądze, gdybym znowu pomyliła moją siostrę z kimś innym.