Całkiem możliwe, że Brenna miałaby dużo mniejszy wpływ na Erika, gdyby akurat nie mieszkali ze sobą od urodzenia. Byli zbyt przyzwyczajeni do swojej wzajemnej obecności w najbliższym otoczeniu i pomimo paru różnic w charakterach, siłą rzeczy musieli wypracować sobie jakiś sposób na współpracę. Na przykład chodzenie na ustępstwa. Czasem to Erik miał ostatni głos, a innym razem Brenna. Tym razem los chciał, że to starszy Longbottom musiał się podporządkować i przyznać siostrze rację.
— Nie wiem, czy mówi ci to wprost — zagaił powoli do Heather. — Ale myślę, że jest z ciebie dumna. Brenna ma dosyć wysokie oczekiwania wobec tego, jak pewne rzeczy... i ludzie... powinny działać. Lubi, gdy wszystko jest dopięte na ostatni guzik. — Uśmiechnął się pokrzepiająco do dziewczyny. — Sądzę, że widzi w tobie ogromny potencjał. I ufa ci. Zwłaszcza po tym, co się działo w ostatnich miesiącach.
Sam poparł propozycję przyłączenia Heather do Zakonu, toteż nie miał wątpliwości co do tego, że Brennie zależało na dziewczynie. Nie tylko od strony relacji prywatnej, czy mentorskiej, ale i jej umiejętności; tego co mogła wnieść zarówno do Brygady Uderzeniowej, jak i organizacji Dumbledore'a, tak długo, jak zostanie naprowadzona na odpowiednią ścieżkę. A kto jak kto, ale Brenna miała swego rodzaju talent do wytyczania szlaków dla innych. Miała plan na każdego, a nawet jeśli nie miała, to bardzo szybko była w stanie go wymyślić.
— Serio? — Uniósł brew, taksując Rudą wzrokiem od stóp do głów. — Powinnaś do nas przyjechać na kilka dni. Może to kwestia mieszkania z Brenną tak wpływa na człowieka. Ciekawe, czy z tobą byłoby tak samo. — Przekrzywił lekko głowę w bok, na moment odwracając się od sceny. — Poza tym, mogłabyś wpaść do Juliena.
Julien, Heather, Frank, Alice... W takim składzie mogliby zrobić im małą sesję ćwiczeniową w terenie. Lepszej okazji nie będzie, czyż nie? Na razie słońce jeszcze grzało, ale przyjdzie sierpień, potem wrzesień, niektórzy wyjadą do szkoły, a z drzew zaczną spadać liście, pogoda się pogorszy... To był w gruncie rzeczy ostatni dzwonek, jeśli chciałby coś takiego zorganizować z Brenną. Zamyślił się na dłuższą chwilę.
— Odrzuciła lenia o duszy romantyka i tego, który według Brenny „chwalił się zawartością portfela i spodni” — odparł, rysując palcami w powietrzu nawiasy. — Idzie drogą eliminacji. A trójka jest chyba najbardziej zbliżona do tego czego szuka.
Chwilę później Nora ujawniła, że jako kolejnego odrzuciła kandydata numer jeden. Chociaż z początku Erik był nieco zaskoczony, licząc, że kobietą będą targały większe wątpliwości, tak gdy zdradziła czemu z niego rezygnuje... Wszystko stało się jasne. Faktycznie adrenaliny i wrażeń to miała ostatnio aż za dużo w swoim życiu. I to bynajmniej nie z powodu swojej córki, która była niczym żywe srebro i wszędzie było jej pełno. Pewnie za to też mi się oberwie. Który to już raz?, pomyślał przelotnie, czekając na dalszy rozwój sytuacji na scenie.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞