Nie znosił, gdy tak zachwycano się jego perfekcjonizmem, czy zwykłym szczęściem, jakie zdawało się do niedawna iść z nim przez życie ramię w ramię. To była ogromna presja. Zwłaszcza gdy miał tak wiele ról do odegrania: syn, brat, dziedzic, detektyw, celebryta, działacz Zakonu Feniksa. Świadomość tego, że jego domyślnym standardem był bardzo wysoki standard bywała paraliżująca. A teraz nawiązywała do tego jeszcze Nora. Erik zrobił więc najbardziej racjonalną rzecz, na jaką było go stać... I tupnął nogą, jak pięcioletni chłopiec, uderzając twardą podeszwą buta o podłogę zaplecza.
Doskonały? Owszem. Zwłaszcza w graniu ci na nerwach, prawda?, pomyślał, wpatrzony w okrągłą twarzyczkę przyjaciółki. Zagryzł dolną wargę, bijąc się z myślami. W tym to już osiągnąłem mistrzostwo na skalę światową co? Taki jestem idealny, że nawet nie musiałem dużo ćwiczyć. Wystarczyło przejsć się parę razy do pracy, wyjechać na wieś i BUM, złote medale same spływają. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Wziął głęboki oddech. Byłoby tak łatwo kontynuować tę wymianę zdań, dopóki któreś z nich nie zdecydowałoby się urwać głowy temu drugiemu. Ale ktoś musiał wykonać pierwszy krok ku pojednaniu. Chociaż Erik miał wrażenie, że wykonał go poprzez samo zjawienie się w klubokawiarni, tak najwyraźniej Nora oczekiwała czegoś więcej. Najwyraźniej uznała, że Erik w swej doskonałości wykaże się inicjatywą co najmniej dwa razy większą niż zazwyczaj.
— Ty wcale nie jesteś o wiele gorsza! Doskonale sobie radzisz pomimo wszystkich przeciwności! — odparował agresywnym tonem, licząc, że drastyczna różnica między jego głosem a tym, co mówił, ją nieco skonfunduje. Kto wie, może komplement rzucany w tak kluczowym momencie kłótni pozwoli jej ochłonąć? — Więc się uspokój, bo... Bo już kończą mi się argumenty, a nie zamierzam się z tobą kłócić, jak w piaskownicy! O!
Miał ochotę na nią sarknąć, jednak wiedział, że tak naprawdę nie mówi prosto z serca. Wbrew pozorom jazda traktorem nie była taką niesamowitą przygodą. Naprawdę nie było czegoś zazdrościć. Postanowił więc przemilczeć tę uwagę, nie zamierzając dać się ponownie wkręcić w ostrą wymianę zdań. Podobno milczenie jest złotem. Może w tym wypadku droga do ugody tkwiła właśnie w tym, aby Longbottom przestał się odzywać?
— Nie trzeba dołączać do czegoś, czego już jest się częścią — rzucił jednak, nie będąc w stanie się powstrzymać. Nachylił się nad Norą, uśmiechając się do niej dobrotliwie. Zaryzykował nawet to, że jego nos mógł znaleźć się w zasięgu jej pięści. — Zawsze byłaś po mojej stronie, zawsze mnie dopingowałaś i zawsze mogłem na ciebie liczyć. Jesteś moją największą fanką i najlepszą przyjaciółką. I ja twoim przyjacielem również jestem.
O niektórych rzeczach należało mówić wprost, aby odpowiednio wybrzmiały.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞