Przedstawienie nie było dla Bella, Philipa czy Victorii. A przynajmniej część tego przedstawienia, którym był ten śliczny drink, który przesunął się (nie sam) po blacie w jego kierunku z paluszków Victorii, na którym już nie było pierścionka zaręczynowego prosto do paluszków Laurenta. Bo mężczyzna nie tylko wyciągnął po niego dłoń, ale nawet umoczył w nim wargi. Nawet wziął łyka. Przepadał za tym smakiem - tym i wielu innych drinków, jakie były oferowane, za winami i za cydrami. Niestety dla samego siebie (choć wolał myśleć, że na szczęście - bo ku zdrowiu) klątwa selkie, jaką była niezwykle słaba głowa pożerała go w całości i wiele nie było potrzeba, żeby zaczął przelewać się przez ręce niezdolny do utrzymania pionu. Dlatego bardzo, ale to bardzo się pilnował. Szczególnie po jednej nauczce, którą w życiu dostał. Przedstawienie więc nie było dla nich - teraz już nawet nie dla Erika, bo słowa padły. Czasami było tak, że nawet nie musiało być dla kogokolwiek. Ważne, że było dla niego samego. Żeby nie odstawać, żeby się wczepiać w to ludzkie życie i społeczeństwo wokół, które przecież kochał. Nawet pomimo wszystkich tragedii, jakie pisało życie i tego, jak bardzo ten świat krwawił.
Te tematy źle brnęły. Drgnął, kiedy poczuł dotyk Victorii i ściągnął swoje spojrzenie z przewijających się po parkiecie i między siedzeniami ludzi, żeby zwrócić na nią uwagę, spojrzeć na jej piękną kreację, twarz doskonale podkreśloną przez fryzurę - woal jej ciemnych włosów był jak woalka na twarzy panny młodej. Z tym, że Victoria stawałaby do ślubu z samą Muerte albo boskim Morosem. Szczęście? Jeśli ktoś z tutaj obecnych doznawał szczęście to Laurent gotów był paść na kolana i modlić się, klepać pacierze i zliczać wszystkie koraliki różańca, żeby tylko to szczęście się przy nich utrzymało. Nie musiał wcale dobrze znać tych ludzi - mogliby być cokolwiek obcy. Czy to by coś zmieniło?
- Słowo "sępy" na określenie reporterów jest mile widziane w tym gronie. - Zwrócił się do Erika z gładkim uśmiechem na twarzy, rzucając w jego stronę powłóczyste spojrzenie - pewne wypowiedzianych przez siebie słów. Mógł przemówić przez niego idealizm, marzycielstwo, ale chociaż mógł opowiadać swoich o utopiach to koniec końców po świecie dało się chodzić tylko mocno stąpając. Gdyby pozwalał sobie na pogrążenie się w tych odczuciach to wisiałby pewnie zanurzony w narkotycznym śnie. Nie poznałby Victorii i być może Bellamyego. Nie spędzałby czasu z Philipem. Czy komuś wyszłoby to na dobre?
Ten świat nie został stworzony do prawdy. On nie został stworzony do prawdy. Wybranie bycia pięknym kłamstwem przychodziło naturalnie raz za razem.
Nie miał zdania na temat Loretty. Skłaniał się w kierunku negatywu tylko ze względu na to, jak potoczyły się jej ścieżki z Philipem, a przecież była artystkom - artystyczne dusze miały to do siebie, że zazwyczaj cierpiały w tym świecie najmocniej. Chłonąc go - za bardzo. Myśląc o nim - za mocno. Każdy milimetr historii składał się na wzloty i upadki. Jedni radzili sobie z tym lepiej - inni gorzej. Ale Laurent nie należał do ludzi, którzy by oceniali i wskazywali palcami. Nie podobało mu się to, jak Loretta się prowadziła i pokazywała, bo gwałciło to wszystko, czego został nauczony - o smaku, godności, o tym, jak należało się pokazywać. Nie oznaczało to, że gotów był rzucać w nią kamieniem. Dlatego nie wypowiadał się na jej temat. Chociaż jego jadowe kły cisnęły się na język, jakby jakiś diabeł ciągle kazał mu drażnić Philipa. Wbijać w niego szpilki. Doprowadzić do tego, żeby stracił tą swoją wspaniałą postawę. A wiedział, że wystarczyło w zasadzie parę słów w jego wykonaniu. Że to byłoby dziecinnie proste. I wcale nie chciał tego robić. Dualizm odczuć był niepoprawny. Skupił na dłuższy moment spojrzenie na Philipie.
- Byłem niezwykle ciekaw, czy któryś z projektantów Rosierów pochwyci piłeczkę i zechce zaprezentować swój kunszt krawiecki na obu panach pojedynkowiczach. - Więc zamiast wbijać szpileczkę postanowił poratować biedaka z tematów oplatających go coraz mocniejszą pętlą na szyi. Ta pewnie zostanie dociśnięta, kiedy dobiorą się do niego rodzice. Kiedy matka będzie rozczarowana synem, który miał być dla niej idealny i nie do pokonania. - Kojarzysz tę niebieską porcelanę? Przywiozłem ją właśnie z wycieczki z Philipem do Tajlandii. - Podłapał również temat podróży, który był zresztą przyjemny. - Gdybym miał czas z przyjemnością podróżowałbym więcej. Marzy mi się zobaczenie gromoptaka na własne oczy. - Albo innych magicznych stworzeń, które naturalnie nie występowały w Anglii. Byłby zachwycony mogąc wpatrywać się w to stworzenie nad New Forest.