16.11.2023, 15:57 ✶
Nie miała zamiaru wzbraniać się przeciwko robieniu jej zdjęć. Lubiła je: nie była nigdy fotografem szczególnie utalentowanym, ale naciśnięcie przycisku nie należało do zadań szczególnie skomplikowanych, a pozwalało na zawsze uwiecznić na obrazku jeden moment. Moment, niosący ze sobą zwykle określone wspomnienia oraz emocje. Zwykle to ona fotografowała innych, ale i nie sprzeciwiała się, gdy ktoś chciał sfotografować ją.
- O ile ktoś tu będzie w stanie zrozumieć nas na migi, bo na razie pięć ostatnich osób, które zaczepiłam, nie znało ani słowa po angielsku - oświadczyła Brenna z pewnym rozbawieniem. I z jednej strony faktycznie była rozbawiona, próbowała cieszyć się tą wycieczką, tym, że ogląda miejsce, w jakim dotąd nie była, że zobaczą te urwiska. Z drugiej było to wszystko podszyte zdenerwowaniem: obawiała się, że cała podróż na darmo, że Mavelle będzie rozczarowana, że nie dowiedzą się niczego więcej.
Ale strach nigdy jej nie powstrzymywał. Nie miał powstrzymać i tym razem. Dlatego najpierw przekazała Bones jeszcze sakiewkę, a potem wsunęła się do środka za Mavelle. Była oczywiście gotowa wycofać się, gdyby badania miały być przeprowadzane indywidualnie (i dlatego zresztą wcisnęła jej pieniądze, bo może zostanie wyproszona), ale… chciała się upewnić, że wszystko w porządku i trafiły do odpowiedniego miejsca.
– Dzień dobry, panie Carrlson – przywitała się, kiedy skrzat poprowadził je do gabinetu. Przebiegła wzrokiem po regałach, ustawionych na nich książkach (w większości ich tytuły zapisano w językach, których Brenna nie znała, więc i mogła się tylko domyślać tematyki) i tajemniczych, srebrzystych przyrządzać (które z kolei przypominały jej trochę te należące do Dumbledore’a). Nie chciała jednak wyjść na niegrzeczną, dość szybko skierowała więc spojrzenie z powrotem na Szweda, który na ich widok wstał zza biurka. [b] – Dziękujemy, że zechciał się pan z nami spotkać.
– Panna Longbottom. Panna Bones – powiedział, z mocnym akcentem, ale zrozumiale. On sam Brennie nie poświęcił wiele uwagi: wzrok utkwił przede wszystkim w Mavelle. Być może, chociaż to one zabiegały o to spotkanie, jemu także o nim zależało.
Jakby nie było, nie codziennie człowiek wychodził cały i zdrowy z Limbo.
- O ile ktoś tu będzie w stanie zrozumieć nas na migi, bo na razie pięć ostatnich osób, które zaczepiłam, nie znało ani słowa po angielsku - oświadczyła Brenna z pewnym rozbawieniem. I z jednej strony faktycznie była rozbawiona, próbowała cieszyć się tą wycieczką, tym, że ogląda miejsce, w jakim dotąd nie była, że zobaczą te urwiska. Z drugiej było to wszystko podszyte zdenerwowaniem: obawiała się, że cała podróż na darmo, że Mavelle będzie rozczarowana, że nie dowiedzą się niczego więcej.
Ale strach nigdy jej nie powstrzymywał. Nie miał powstrzymać i tym razem. Dlatego najpierw przekazała Bones jeszcze sakiewkę, a potem wsunęła się do środka za Mavelle. Była oczywiście gotowa wycofać się, gdyby badania miały być przeprowadzane indywidualnie (i dlatego zresztą wcisnęła jej pieniądze, bo może zostanie wyproszona), ale… chciała się upewnić, że wszystko w porządku i trafiły do odpowiedniego miejsca.
– Dzień dobry, panie Carrlson – przywitała się, kiedy skrzat poprowadził je do gabinetu. Przebiegła wzrokiem po regałach, ustawionych na nich książkach (w większości ich tytuły zapisano w językach, których Brenna nie znała, więc i mogła się tylko domyślać tematyki) i tajemniczych, srebrzystych przyrządzać (które z kolei przypominały jej trochę te należące do Dumbledore’a). Nie chciała jednak wyjść na niegrzeczną, dość szybko skierowała więc spojrzenie z powrotem na Szweda, który na ich widok wstał zza biurka. [b] – Dziękujemy, że zechciał się pan z nami spotkać.
– Panna Longbottom. Panna Bones – powiedział, z mocnym akcentem, ale zrozumiale. On sam Brennie nie poświęcił wiele uwagi: wzrok utkwił przede wszystkim w Mavelle. Być może, chociaż to one zabiegały o to spotkanie, jemu także o nim zależało.
Jakby nie było, nie codziennie człowiek wychodził cały i zdrowy z Limbo.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.