16.11.2023, 16:21 ✶
- Och, potrafi być czasem całkiem zadowolony z siebie... i bardzo pewny swego - powiedziała Brenna, oczywiście żartobliwie. W sprawie swojego brata była odrobinę zaślepiona i prawdopodobnie nawet gdyby był pyszny, nie byłoby jej łatwo tego dostrzec. - Sama nie wiem. Kibicowałam Gryfonom zawsze i bardzo entuzjastycznie, ale jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, że któryś chłopiec jest fajniejszy tylko dlatego, że umie latać na miotle. Albo że dziewczyna jest dzięki temu fajniejsza. Jakby się zastanowić, Heather też wzbudzała w Ministerstwie sporo zainteresowania, jak zaczęła staż.
Po prawdzie prędzej mógłby zrobić na niej wrażenie umiejętnym rzucaniem expelliarmusa albo dobrze wyprowadzonym prawym sierpowym. Ale najwyraźniej umiejętność latania na miotle była bardzo istotna dla redaktorek Czarownicy.
- Jeśli istnieje ryzyko, że mogłaś zapomnieć, to znaczy, że za rzadko to robisz - rzuciła Brenna, która wspięła się na górę błyskawicznie i usadowiła na największej gałęzi, tuż obok lewitowanej w górę miski. Gałgan zatrzymał się pod drzewem, na które właziła Mavelle i najpierw stanął na dwóch łapach, a potem zaszczekał z pretensją, jakby niezadowolony, że kobieta weszła gdzieś, gdzie nie mógł za nią podążyć. - Bo nie jest czystej krwi? Właściwie wszyscy pozostali są czystokrwiści. Podejrzewam, że chodzi o to, że on jest... dostępny. Jego każda redaktorka Czarownicy może znać, podczas gdy na resztę nie tak łatwo się natknąć, a przecież wygląda naprawdę dobrze. Mówiąc szczerze, to cieszy mnie, że się tam znalazł, bo poza nim jedyny miły chłopiec na liście to Erik... i w sumie to Kayden, on też umie być sympatyczny, chociaż też na pierwszy rzut oka wydaje się zdystansowany. Zastanawia mnie, czy redaktorki Czarownicy nie lubią miłych chłopców, czy ostatnim w Wielkiej Brytanii jest mój brat? - zastanowiła się, po czym sięgnęła po pierwszą czereśnie. Oczywiście, ta nie trafiła do miski, a do ust Brenny.
Owoc był słodkie, a jednak przyniósł ze sobą odrobinę goryczy, bo przed rokiem pierwsze czereśnie rwała z wujem. I chociaż bardzo nie chciała o tym myśleć, to nic nie mogła poradzić na to, w jaką stronę biegły jej przemyślenia.
Nadeszło lato, piękne i słoneczne, a jednak na swój sposób… pełne cieni.
Nie dała jednak tego po sobie poznać, i zaczęła rwać kolejne owoce, tym razem kolejną garść wrzucając do miski.
Po prawdzie prędzej mógłby zrobić na niej wrażenie umiejętnym rzucaniem expelliarmusa albo dobrze wyprowadzonym prawym sierpowym. Ale najwyraźniej umiejętność latania na miotle była bardzo istotna dla redaktorek Czarownicy.
- Jeśli istnieje ryzyko, że mogłaś zapomnieć, to znaczy, że za rzadko to robisz - rzuciła Brenna, która wspięła się na górę błyskawicznie i usadowiła na największej gałęzi, tuż obok lewitowanej w górę miski. Gałgan zatrzymał się pod drzewem, na które właziła Mavelle i najpierw stanął na dwóch łapach, a potem zaszczekał z pretensją, jakby niezadowolony, że kobieta weszła gdzieś, gdzie nie mógł za nią podążyć. - Bo nie jest czystej krwi? Właściwie wszyscy pozostali są czystokrwiści. Podejrzewam, że chodzi o to, że on jest... dostępny. Jego każda redaktorka Czarownicy może znać, podczas gdy na resztę nie tak łatwo się natknąć, a przecież wygląda naprawdę dobrze. Mówiąc szczerze, to cieszy mnie, że się tam znalazł, bo poza nim jedyny miły chłopiec na liście to Erik... i w sumie to Kayden, on też umie być sympatyczny, chociaż też na pierwszy rzut oka wydaje się zdystansowany. Zastanawia mnie, czy redaktorki Czarownicy nie lubią miłych chłopców, czy ostatnim w Wielkiej Brytanii jest mój brat? - zastanowiła się, po czym sięgnęła po pierwszą czereśnie. Oczywiście, ta nie trafiła do miski, a do ust Brenny.
Owoc był słodkie, a jednak przyniósł ze sobą odrobinę goryczy, bo przed rokiem pierwsze czereśnie rwała z wujem. I chociaż bardzo nie chciała o tym myśleć, to nic nie mogła poradzić na to, w jaką stronę biegły jej przemyślenia.
Nadeszło lato, piękne i słoneczne, a jednak na swój sposób… pełne cieni.
Nie dała jednak tego po sobie poznać, i zaczęła rwać kolejne owoce, tym razem kolejną garść wrzucając do miski.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.